W pogoni za Wieczystą
Jeżeli Polonia wygra dziś w Lubinie, przynajmniej na dzień zrówna się dorobkiem z drugą w tabeli drużyną spod Wawelu.
Chcemy więcej! – zapowiada pomocnik Polonii Konrad Andrzejczak (z lewej). Fot. Sebastian Sienkiewicz / Press Focus
POLONIA BYTOM
Walka o miejsce premiowane bezpośrednim awansem do I ligi nabiera rumieńców. Niedzielna – szczęśliwa! – wygrana Polonii 5:4 ze Świtem Szczecin i porażka w meczu na szczycie Wieczystej w Grodzisku Mazowieckim 1:2 sprawiły, że dystans między trzecim w tabeli zespołem z Bytomia a wiceliderem z Krakowa zmalał do trzech punktów. Na dodatek drużyna z Górnego Śląska ma do rozegrania zaległy mecz. Jeżeli więc w piątek „Niebiesko-czerwoni” zainkasują kolejne zwycięstwo – o 20.30 w Lubinie zmierzą się z rezerwami Zagłębia – zrównają się z ekipą spod Wawelu. Taka sytuacja pozostanie, o ile w sobotę drużyna Sławomira Peszki przegra z Podbeskidziem.
Ale ten wyścig potrwa zapewne niemal do końca sezonu i raczej nie zakończy się na bezpośrednim starciu obu drużyn w Bytomiu, planowanym na 10-11 maja. – Zbliżamy się do drugiego miejsca, ale sezon jest długi. Sporo grania przed nami, co kolejkę padają ciekawe wyniki, sytuacja w tabeli się zmienia i jeszcze wiele może się wydarzyć. Nie ma co rozstrzygać przedwcześnie, a jedna porażka to nie jest koniec świata – zauważył trener Polonii, Łukasz Tomczyk.
Mentalność zwycięzców
Ale przynajmniej na początku tygodnia w Bytomiu panował podniosły nastrój, bo „Niebiesko-czerwoni” rzutem na taśmę wydarli komplet punktów Świtowi, w okolicznościach zupełnie niezwykłych – przegrywając 0:2 oraz 1:3 i zdobywając zwycięskiego gola w minucie 94, ostatniej doliczonego czasu.
– Nawet przez moment nie zwątpiliśmy w zwycięstwo, już nie raz graliśmy podobne mecze, choć może nie przegrywaliśmy aż dwoma bramkami. Ale mamy to w pamięci, to nas napędza, że jest możliwe, a u siebie jesteśmy bardzo mocni. Nasz sztab cały czas podkreśla, że możemy stracić trzy bramki, ale zawsze strzelimy pięć, i to się w niedzielę sprawdziło – zauważył Konrad Andrzejczak, jeden z bohaterów potyczki ze Świtem (gol i asysta przy pierwszym trafieniu, Jeana Carlosa Sarmiento).
– Takimi meczami możemy budować mentalność zwycięzców, że można wyciągnąć korzystny wynik nawet z tak trudnej sytuacji. Zrobiliśmy dużą rzecz – podkreślał jeszcze w szatni zaraz po meczu szkoleniowiec Polonii. – Będziemy walczyć do końca, to jest siła tego klubu, tu się liczy zespołowość – dodał.
Mały maraton
Dziś jego podopieczni rozpoczynają intensywny czas, bo w ciągu dziewięciu najbliższych dni rozegrają trzy mecze. Po starciu w Lubinie, w środę wybiegną w Rzeszowie odrobić zaległości sprzed dwóch tygodni, a mały maraton zakończą w przyszłą sobotę domową potyczką ze Skrą Częstochowa.
W czterech dotychczasowych meczach „wiosny” Polonia zainkasowała 10 punktów, w pierwszych trzech nie straciła gola, ale w czwartym przyjęła aż cztery. Bytomianie wyczerpali chyba limit na kilka kolejnych spotkań, a jeżeli myślą o kontynuowaniu punktującej serii, powinni ponownie uszczelnić zasieki. - Wcześniej graliśmy na zero z tyłu, na tym zdobywaliśmy punkty. Na pewno chcemy lepiej bronić, zwłaszcza przy stałych fragmentach, bo po takich traciliśmy gole ze Świtem – przyznaje Tomczyk.
„Miedziowi” pod kreską
Piątkowy rywal Polonii to jedna z najsłabszych drużyn w stawce i na razie okupuje miejsce oznaczające spadek, podobnie zresztą jak w ekstraklasie sztandarowa drużyna „Miedziowych”. Rezerwy lubinian otrząsnęły się jednak po dwóch porażkach na otwarcie wiosny – z Chojniczanką (0:1) i Zagłębiem Sosnowiec (1:3) – i wygrały dwa kolejne spotkania na własnym obiekcie: 2:1 z Olimpią Grudziądz i 4:1 z Resovią. Podobnie jak „Niebiesko-czerwoni”, też mają do rozegrania mecz zaległy, w środę czeka ich spotkanie w Bielsku-Białej z Rekordem.
We wrześniu, w pierwszym meczu obu drużyn w Bytomiu, Polonia wygrała 4:2 (2:1) po trafieniach Kamila Wojtyry, Tomasza Gajdy i dwóch Andrzejczaka. Teraz miano „Kozaka” kolejki Andrzejczak musiał odstąpić niespełna 20-letniemu Oliwierowi Kwiatkowskiemu, autorowi dwóch ostatnich goli ze Świtem.
– Należało się chłopakowi, naprawdę zasuwa na treningach, widzimy jego potencjał i charakter. To był jego dzień, nikt mu tego nie zabierze. I fajnie, bo potrzebujemy też, żeby zmiennicy dawali jakość. Najważniejsze są trzy punkty, oby trwało to jak najdłużej. Chcemy więcej! – podkreśla Andrzejczak.
Tomasz Mucha