W pogoni za mistrzyniami
Grając w miarę przyzwoicie jedynie przez 30 minut, trudno myśleć o korzystnym wyniku w konfrontacji z najlepszym zespołem na świecie.
Spokój, z jakim Henny Reistad rozgrywała i rzucała bramki, był godny podziwu. Fot. PAP / Maciej Kulczyński
EHF EURO CUP
Polska zremisowała z Norwegią 13:13, ale tylko... drugą połowę, bo w pierwszej otrzymała srogą lekcję od drużyny, która w ostatnim czasie wygrywa wszystko, co możliwe. I nie ma znaczenia, że nie przyjechała do Lubina w optymalnym składzie, bo najważniejsza zawodniczka była obecna i wyszła na parkiet w pierwszej siódemce.
Bezlitosna Reistad
Nie minęło 60 sekund, a po trybunach przeszedł szmer podziwu. Rzucająca z dystansu Henny Reistad – bo właśnie to jest ta najważniejsza zawodniczka – dała do zrozumienia, że norweska kadra przyjechała po swoje, czyli po trzecie zwycięstwo w nowych rozgrywkach, wymyślonych przez EHF. Po chwili wyrównać mogła Magda Balsam, zwykle niezawodna na linii 7 metrów. Tym razem jednak została „przeczytana” przez Eli Raasok, która obroniła zarówno pierwszy rzut, jak i dobitkę. Po chwili nasza czołowa prawoskrzydłowa zdołała się zrehabilitować, ale nie był to jej najlepszy występ; z sześciu rzutów w całym spotkaniu na gole zamieniła połowę. I właśnie skuteczność była największą zmorą Biało-czerwonych, które próbowały grać pomysłowo, ale wiele ich akcji z łatwością zatrzymywał mur, przez który trudno było się przebić. W efekcie kierowane przez najlepszą szczypiornistkę trzech ostatnich lat Norweżki sukcesywnie powiększały przewagę. Wydawało się, że Barbara Zima we własnej hali czuć się będzie jak ryba w wodzie, a tymczasem w pierwszym kwadransie bramkarka Zagłębia z piłką zderzyła się bodaj dwukrotnie, a długie podania przez całe boisko, którymi imponuje w lidze, tym razem nie były jej atutem. Przy stanie 4:7 trener Arne Senstad poprosił o czas, ale z powodu wydzierającego się spikera i przerażająco głośnej muzyki nie do końca trafił do swoich podopiecznych. Efekt? W ciągu sześciu kolejnych minut rywalki zdobyły sześć bramek, a do ich siatki trafiła jedynie Paulina Uścinowicz, która pod nieobecność Karoliny Kochaniak próbowała się wcielać w rolę środkowej rozgrywającej, ale z takim sobie skutkiem.
Debiutantka bez tremy
Widząc, że gra się nie klei, norweski selekcjoner Biało-czerwonych zdecydował się na zmiany. Dobre dały wracająca do kadry Patrycja Noga i absolutna debiutantka, Marcelina Polańska. Znają się z Piotrcovii i po chwili przeprowadziły akcję, po której dłonie same składały się do oklasków i nawet norweska bramkarka cmoknęła z podziwu. Wtedy było już jednak 8:16, a po chwili Polkom przyszło się męczyć w podwójnym osłabieniu, bo Uścinowicz i Natalia Nosek za wolno doskakiwały do zwinnych rywalek, nieprzepisowo je powstrzymując. Przyjezdne liczyły, że odjadą z wynikiem, ale w tym momencie dała znać o sobie Aleksandra Rosiak, odważnie wchodząc w defensywę i trafiając do siatki. Po większości trafień Polek Norweżki potrzebowało 4-5 sekund, by stanąć przed szansą na bramkę, ale nie każdą okazję wykorzystywały, bo z każdą akcją rozkręcała się Adrianna Płaczek. Premierową odsłonę zakończyła Polańska, popisując się serią zwodów i pierwszym trafieniem w narodowych barwach. Widać było po niej tremę debiutantki, ale tylko przez chwilę – po niej grała tak, jak w klubie. Mimo że często była poniewierana przez znacznie wyższe rywalki, otrzepywała się i walczyła dalej.
Pokazały, że potrafią
– Powiedziałyśmy sobie, co należy poprawić, na co zwrócić baczniejszą uwagę, czego się wystrzegać – zdradzała tajemnice szatni „Rosi”, ale w przerwie musiało być w niej głośno i konkretnie, bo nasze panie wróciły odmienione, poprawiając się w niemal każdym elemencie. Pogoń za mistrzyniami świata mogła się podobać; była walka, ambicja, wola zmniejszania strat; zdarzyło się nawet zdobyć trzy bramki z rzędu, ale złapanie kontaktu przerosło Biało-czerwone. Doświadczone rywalki w porę bowiem reagowały i robiły wszystko, by utrzymać bezpieczną przewagę. Gdy wynik był już przesądzony, trener Senstad dawał więcej minut pozostałym debiutantkom, ale tylko Paulina Kuźmińska zdołała trafić do siatki. Oliwia Domagalska próbowała rozgrywać, a Wiktoria Kostuch sprawiała wrażenie... schowanej.
Nagrody MVP – z rąk prezesa ZPRP Sławomira Szmala – odebrały kapitan naszego zespołu Monika Kobylińska oraz doskonała między słupkami, Eli Raasok, która z 41 rzutów obroniła 17.
Okazja do wzięcia rewanżu na mistrzyniach olimpijskich już w najbliższą sobotę o 18.15 w Steinkjer, 120 km na północny wschód od Trondheim, gdzie nasza reprezentacja wyleci dziś.
Marek Hajkowski
33 ZWYCIĘSTWA z reprezentacją Polski mają od wczoraj Norweżki.
◼ Polska - Norwegia 24:31 (11:18)
POLSKA: Zima, Płaczek - Balsam 3/1, Kobylińska 4, Uścinowicz 3, Pankowska 1, Rosiak 4, Michalak 2, Noga 2, Olek 1, Janas, Nosek 1, Polańska 2, Kostuch, Kuźmińska 1, Domagalska. Kary: 10 min. Trener Arne SENSTAD.
NORWEGIA: Raasok, Krogh - Hovden 2, Skogrand 3, Breistol 5, Hogseth 1, Reistad 9/4, Wollik 5, Hulleberg, Rushfeldt 1, Kristiansen 3, Muri 1, Hesselberg, Magnussen, Obaidli 1. Kary: 2 min. Trener Ole Gustav GJEKSTAD.
Sędziowali: Ruben Maia i Andre Nunes (Portugalia). Widzów 3700.
Przebieg meczu: 0:1 (1), 3:3 (5), 4:6 (9), 5:8 (13), 5:12 (18), 7:13 (21), 8:16 (25), 10:17 (28), 11:18 (30), 12:19 (33), 16:20 (37), 18:23 (42), 20:25 (45), 21:26 (49), 21:27 (52), 22:28 (55), 23:31 (58), 24:31 (60).
◼ Słowacja - Rumunia 26:32 (9:18)
GRUPA A
|
1. Norwegia |
3 |
6 |
91:70 |
|
2. Rumunia |
3 |
4 |
93:84 |
|
3. Polska |
3 |
2 |
81:85 |
|
4. Słowacja |
3 |
0 |
65:91 |
CZY WIESZ, ŻE...
EHF Euro Cup to cykl meczów, które towarzyszą eliminacjom do grudniowego Euro. Biorą w nim udział jego organizatorzy (Turcja, Czechy, Słowacja, Rumunia, Polska) oraz medaliści ostatniego czempionatu (Norwegia, Dania, Węgry), których podzielono na dwie grupy. Do wrześniowego turnieju finałowego awansują po dwa najlepsze zespoły. Grupie B przewodzą Dunki, które wczoraj pokonały drugie w tabeli Węgierki 21:19, a na trzecim miejscu są Czeszki po zwycięstwie 34:36 nad Turczynkami.
