W Łodzi niedoceniony
Do niedawna Dawid Arndt grał w ŁKS-ie, a wczoraj sprawił, że Łodzianie odpadli z walki o awans do ekstraklasy. Chrobry ma finał baraży!
24-letni bramkarz okazał się kluczem do zwycięstwa!. Fot. PAP/Przemysław Karolczuk
Dla społeczności Chrobrego czwartkowy mecz z ŁKS-em był jednym z ważniejszych w całej historii klubu. Głogowianie jeszcze nigdy nie grali w ekstraklasie, a spotkanie z ŁKS-em znacząco mogło przybliżyć ich do najwyższej klasy rozgrywkowej. Półfinał baraży był pierwszym z dwóch ostatnich kroków do awansu. A skoro w miniony weekend Chrobry był w stanie zremisować (1:1) na wyjeździe z Wieczystą, która zajęła trzecie miejsce w lidze po 34. kolejkach, dlaczego miałby nie pokonać Łodzian? Bilety na spotkanie wyprzedały się szybko. Każdy kibic chciał być naocznym świadkiem tego wydarzenia. Chciał zobaczyć, jak Chrobry pokonuje ŁKS, zespół prowadzony przez Grzegorza Szokę, który w latach 2022-24 był asystentem w Głogowie.
Zaskoczył głową
U podopiecznych Łukasza Becelli widać było wielką motywację, szczególnie na początku. Ruszyli do ataku. Byli na tyle groźni, że defensor Łukasz Wiech już w 1 minucie musiał ratować się faulem taktycznym, za co obejrzał żółtą kartkę. Później jednak gra zaczęła się uspokajać. Widać było, że piłkarzom ciąży stawka spotkania, więc zaczęli grać zachowawczo, żeby przede wszystkim nie popełnić błędu. Szansą na trafienie mogły być stałe fragmenty.
I rzeczywiście były. Pierwszego gola, w 61 minucie, zdobył Andreu Arasa, który najwyżej wyskoczył w polu karnym do dośrodkowania Mateusza Wysokińskiego z rzutu rożnego. Chrobry niespodziewanie przegrywał, choć wcale nie był gorszy od przyjezdnych z Łodzi. Pomarańczowo-czarni chcieli pokazać, że to oni zasługują na grę w finale. Przejęli inicjatywę i doprowadzili do wyrównania. Kacper Laskowski przejął piłkę na lewym skrzydle i fenomenalnym uderzeniem z dystansu pokonał Łukasza Bombę. Do tego momentu golkiper ŁKS-u wydawał się nie do nie pokonania, był bardzo dobrze dysponowany, ale uderzenie Laskowskiego było po prostu idealne. Mocno uderzona piłka wpadła za plecami bramkarza.
Wyczekana dogrywka
Gdy Chrobry odrobił stratę, rozpoczęto odliczanie do dogrywki. Co prawda obie ekipy miały jeszcze kilka sytuacji podbramkowych, ale wszystko wskazywało na to, że spotkanie zostanie przedłużone o co najmniej pół godziny. I tak prażące słońce powoli chowało się za drzewami, a sędzia Bartosz Frankowski po 90 minutach użył gwizdka i rozpoczął dogrywkę. Napięcie rosło, ponieważ na tym etapie każdy błąd mógłby spowodować pożegnanie się z marzeniami o ekstraklasie. Emocje były ogromne, przede wszystkim na trybunach, ale zawodnicy nie dali się nimi ponieść. Obie ekipy grały spokojnie, tylko co jakiś czas pojawiając się przed bramką rywala. Głogowianie i Łodzianie przez większość dogrywki oswajali się jednak z myślą, że o zwycięstwie decydować będą rzuty karne.
Uratowała ich poprzeczka
Na dobrym pokazaniu się w konkursie „jedenastek” zależało przede wszystkim bramkarzowi Chrobrego Dawidowi Arndtowi. 24-latek to człowiek, który w 2017 roku przeniósł się do ŁKS-u. Klub wypatrzył go w Mazovii Tomaszów Mazowiecki. W Łodzi był siedem lat, ale nigdy nie cieszył się szczególnym uznaniem. Był głównie rezerwowym. Gdy w 2023 roku ŁKS awansował do ekstraklasy, Arndt rozegrał w niej zaledwie siedem spotkań. Po tych rozgrywkach zdecydował się na przenosiny do Chrobrego, gdzie stał się numerem jeden. Mógł pokazać ŁKS-owi, jak wiele stracił.
W rzutach karnych doszło do nieprawdopodobnej sytuacji. Przy pierwszej próbie pomylił się Radosław Bąk. ŁKS był bliski wygranej. Było 4:4 i ostatni do strzału z „wapna” podszedł Serhij Krykun, który… uderzył w poprzeczkę! Chrobry wrócił do żywych i w kolejnej serii karnych zapewnił sobie awans do finału baraży. Arndt obronił strzał Macieja Wojciechowskiego i wprowadził kibiców w szał radości! Trudno się temu dziwić, gdyż niedzielę Chrobry może wykonać ostatni krok do awansu!
Kacper Janoszka
GŁOS TRENERÓW
Grzegorz SZOKA: - Czuję rozczarowanie. Wydaję mi się, że nie zasłużyliśmy na awans, choć dwukrotnie mieliśmy wygraną w rękach, bo prowadziliśmy 1:0, a później w karnych mieliśmy gola przewagi. Nie wszyscy moi zawodnicy udźwignęli ciężar spotkania. Nie zagraliśmy na 100 procent naszych możliwości.
Łukasz BECELLA: - Jesteśmy w finale i cieszymy się z tego! Jestem dumny z postawy zespołu. Był to szalony mecz, ale widać było, że mieliśmy ogromną chęć zwycięstwa! Jesteśmy zespołem, który jest w procesie rozwoju, ale nie schodzi z pewnego poziomu. Niektórzy uważają, że rzuty karne to przypadek, a dla mnie to przygotowanie. Trenowaliśmy też do karnych!
OCENA MECZU⭐⭐⭐
◼ Chrobry Głogów – ŁKS Łódź 1:1 (0:0, 1:1; 5:4 w karnych)
0:1 – Arasa, 61 min (głową), 1:1 – Laskowski, 76 min
CHROBRY: Arndt – Kozajda, Grić, Mazur, Lis – Bonecki (77. Lewkot), Mandrysz (115. Bartolewski) – Ibe-Torti (77. Bąk), Bartlewicz (57. Nowakowski), Laskowski (91. Ozimek) – Strózik (98. Janczukowicz). Trener Łukasz BECELLA.
ŁKS: Bomba – Rudol, Wiech (78. Pingot), Fałowski – Loffelsend (71. Krykun), Terlecki, Wysokiński, Hinokio (106. Szczygieł), Norlin (94. Ernst) – Piasecki (90+1. Wojciechowski), Arasa (71. Lewandowski). Trener Grzegorz SZOKA.
Sędziował Bartosz Frankowski (Toruń). Widzów 2817. Żółte kartki: Mandrysz – Wiech, Hinokio.
