W Legii nie widać perspektyw

Rozmowa z byłym zawodnikiem m.in. Legii Warszawa i Lecha Poznań.

Górnik czeka trudna przeprawa w Warszawie. Fot. Łukasz Laskowski/PressFocus

NA KOLEJKĘ ZAPRASZA SYLWESTER CZERESZEWSKI

Legia od dwóch meczów nie potrafi wygrać. Co się stało, że wszystko nagle przestało funkcjonować?

– Nie ma co ukrywać – to były mecze o sześć punktów, choć sam nie lubię tego stwierdzenia. W dodatku Legia pozbyła się Kramera, w słabej formie są Wszołek iGual, Kapustka także zaginął. Obrona co prawda radzi sobie dobrze, ale wystarczy spojrzeć do przodu i jest inaczej. W meczach z Pogonią i Rakowem Legia oddała może ze dwa strzały w światło bramki przez 180 minut. Inna byłaby sprawa, gdyby „Wojskowi” przegrali te mecze bez strzelonych goli, ale dochodzili do jakichkolwiek sytuacji bramkowych. Zawodnicy mogliby później powiedzieć: „dobra, wejdzie przy kolejnej okazji”. A w tym przypadku nic nie widać. Raków, jak wiadomo, potrafi „zabić” mecz. Jednak grać z nim przez tyle minut i nie stworzyć sobie stuprocentowej sytuacji, mając graczy na takim poziomie jak Legia, to jest powód do zastanowienia. Nie widzę perspektyw, by sytuacja się poprawiła. Zawodnicy, o których mówiłem, ale i napastnicy, którzy w klubie pozostali, muszą się obudzić.

Na co musi się przygotować Górnik w Warszawie? Czy mecz z GieKSą go odblokował?

– Górnik, można powiedzieć, musiał ten mecz wygrać. Był w dołku, do tego to było spotkanie derbowe. Z przebiegu spotkania zdecydowanie widać było złość piłkarską. Takie zespoły jak Górnik, czy inne ekipy środka tabeli, a nawet i niżej, mają swoje serie. W dwóch-trzech spotkaniach zagrają dobrze, ale później wpadają w dołek. To jest wkalkulowane. Nie ma trenerów, którzy utrzymają taki zespół w równej formie, by wygrać 10 meczów z rzędu. Na Legii będzie im ciężko. Ta będzie grać u siebie, gonić Raków i Lecha. Oczywiście, jeszcze wiele kolejek przed nimi, ale jeżeli teraz narobią sobie strat, to na wiosnę może być trudno je odrobić. Na pewno Legia będzie faworytem, mimo braków, jakie pokazywała w ostatnich meczach. Zakładam, że na własnym boisku stworzy wystarczająco dużo sytuacji, aby cokolwiek strzelić.

Jaki los czeka Goncalo Feio i Jana Urbana w przypadku niepowodzenia? Ich drużyny w ostatnich tygodniach radzą sobie przeciętnie. Czy zarządzający klubami mogą zaryzykować zwolnienia?

– Nie wiem, co musiałoby się wydarzyć, by z Górnika zwolniono trenera Urbana. Trzeba patrzeć na możliwości zespołu. Nie ma tam takiego potencjału czy budżetu, by walczyć z Legią, Rakowem czy Lechem. W meczu z Katowicami pokazali, że mogą grać na wysokim poziomie, punktować i strzelać bramki. Jeżeli chodzi o trenera Legii, to wygląda to słabo. Tak jak powiedział Tomek Sokołowski – ja także nie widziałem automatyzmów. Automatyzm to sytuacja, gdy możesz nie strzelić w dwóch meczach żadnej bramki, ale są okazje ku ich zdobyciu, a brakuje skuteczności, może celnego ostatniego podania. Tutaj w ostatnich dwóch meczach niczego kompletnie nie było. Raków potrafi zabić mecz, na wyjazdach w zasadzie nie traci bramek. Trener Papszun, może po złości, ale dobrze powiedział po meczu, że nie widział tak słabej Legii, która nie stworzyła sytuacji, grając u siebie. Jeżeli chodzi o Feio, to widzę, że jest nagonka, ale sam sobie na to zasłużył. Każda konferencja, o co człowiek by nie zapytał, niezależnie od intencji, to on jest „napompowany”...

Czyli, krótko mówiąc, arogancja może go zgubić?

– Zdecydowanie.

Przejdźmy do Zagłębia Lubin, które zwolniło Waldemara Fornalika. To kolejny szkoleniowiec, który „poleciał” za słabe wyniki. Gdzie leży problem „Miedziowych”, że od kilku lat nie potrafią przebić się powyżej połowy stawki?

– Oglądam większość meczów od dechy do dechy i uważam, że winę ponoszą piłkarze. Nie ma tam jakości. Jest Wdowiak, który swego czasu przeszedł z Rakowa i... na tym koniec. Dzisiaj wymienię jednym tchem czterech-pięciu zawodników z każdego zespołu w lidze, którzy się wyróżniają. A tutaj jest posucha. Jak patrzę na ten zespół, to jest niezwykle przeciętny. Nie wiem, jaki Lubin ma budżet. Na pewno nie taki jak Legia czy Lech, ale jestem pewien, że nieadekwatny do miejsca. Sytuacja się nie zmienia od lat. W Legii czy Lechu zawsze znajdzie się gracz, który „odpali”. Tutaj nie ma nic. Zagłębia nie da się oglądać. To najwięksi maruderzy w naszej lidze.

Obie drużyny z Dolnego Śląska w tym sezonie zawodzą. Czyżby zawisło nad nimi fatum?

– Trudno stwierdzić, raczej problem jest inny. W poprzednim sezonie źle działo się w Poznaniu. Jak pracował tam trener Rumak, to „nie stykało”. Przyszedł nowy trener ze Skandynawii i nagle wszyscy zaczęli więcej biegać, w dodatku robią to szybciej. Lech nie zagrał wielkiego meczu ze Śląskiem, ale zdołał wygrać. Tak więc można zagrać na pełnych obrotach. Jestem zaskoczony, że inne zespoły w lidze, szczególnie te słabsze, nie chcą zaryzykować. Oglądałem ostatni mecz Śląska czy Zagłębia. Mecz trwa 90 minut. Nie grają przeciwko najlepszym obrońcom na świecie. Nie potrafią jednak podjąć ryzyka. Lepiej ogląda się beniaminków.

Wspomina pan o Lechu i zmianach w grze. Czy nowa „miotła”, czyli Niels Frederiksen, zaprowadzi poznaniaków na szczyt?

– Na pewno będą mieli dołki, a więc słabszą formę. Mimo to podoba mi się, że nowy trener odkurzył niektórych zawodników – tych, których wszyscy już w zasadzie przekreślili. Choćby Hotica czy Sousę. Dobrze, że przychodzi nowa miotła, kasuje ich konta i wszyscy zaczynają od zera. Wbrew pozorom, patrząc z drugiej strony, takie zmiany są dość ryzykowne. To pożywka dla innych prezesów. W końcu skoro w Lechu zmiana trenera podziałała, to może i u nich zacznie to działać.

Rozmawiał Piotr Tomalski