W krainie dreszczowców
Pierwsza kolejka fazy zasadniczej przyniosła mecze, których wyniki ważyły się do ostatnich sekund.
August Pedersen – MVP meczu z Hiszpanią. Fot. PAP / EPA
Hala w duńskim Herning doczekała się w czwartek emocji na najwyższym poziomie. Każde z rozegranych w tym dniu spotkań można było nazwać szlagierem, a napięcie rosło w nich stopniowo.
Wielki Wolff
Na dobry początek Niemcy zmierzyli się z Portugalią. Przypomnijmy, że ci pierwsi byli już pod ścianą, bo w przedziwnych okolicznościach przegrali w grupie z Serbami i żeby z niej wyjść, w trzecim starciu musieli zapunktować z Hiszpanami. Pokonali ich, zabrali punkty do fazy zasadniczej, a rywalizację w niej zaczęli od spotkania z Portugalczykami, podbudowanymi pokonaniem Duńczyków. Początkowo mecz był bardzo wyrównany, ale w miarę upływu czasu zarysowywała się przewaga skuteczniejszych Portugalczyków. Gdy ci prowadzili 7:4, trener Alfred Gislason poprosił swych podopiecznych na rozmowę i w 24 minucie było 10:8 dla Niemców. Ich rywale potrzebowali czasu, by wrócić do równowagi, w czym przeszkadzał im Andreas Wolff. Były bramkarz Industrii Kielce rozkręcał się z każdą akcją i w pierwszych dwóch kwadransach zanotował osiem interwencji. Po zmianie stron spisywał się jeszcze lepiej, trzymając wynik dla swojego zespołu i broniąc w beznadziejnych wręcz sytuacjach. Przy stanie 24:24 czerwoną kartkę zobaczył Johannes Golla, ale Niemcy... nic sobie z tego nie zrobili (26:24). Końcówka przyniosła kontrowersje. Portugalczycy mieli pretensje do sędziów, że nie odgwizdali zbyt długiego przetrzymywania piłki przez przeciwników, przez co zabrakło im czasu, żeby wyrównać. Ostatnie słowo należało do naszych zachodnich sąsiadów, którzy wygrali 32:30.
Cios za cios
Jeszcze większym dreszczowcem było starcie Norwegów z Hiszpanami. Jedni i drudzy wyszli z grup bez punktów, więc walczyli o nie zaciekle. Na obie bramki sunął atak za atakiem, ale obie linie defensywne spisywały się bez zarzutu. Norweskiej bramki strzegł Torbjorn Bergerud z Orlenu Wisły Płock, któremu przyszło się zmierzyć z kolegą klubowym, Abelem Serdio. Obrotowy zdobył dwie bramki, a o trzy więcej zapisał Alex Dujszebajew, kapitan Industrii Kielce i reżyser poczynań hiszpańskiego zespołu. Nie on jednak zasłużył na miano bohatera, tylko lewoskrzydłowy August Pedersen, zdobywca 11 bramek. Mecz rozstrzygnął się w końcówce. Po golu Tobiasa Grondahla Norwegowie prowadzili 35:34, ale to Hiszpanie mieli akcję na remis. Efektownie rozegrali rzut wolny, lecz w zdobyciu gola przeszkodził im Pedersen, w ostatniej sekundzie przecinając podanie. Wideo weryfikacja zakończyła się po myśli oszalałych ze szczęście Wikingów.
Udany rewanż
Wieczór zwieńczył absolutny klasyk, no bo jak inaczej nazwać starcie broniących tytułu Francuzów i mistrzami olimpijskimi i świata Duńczykami? Ci drudzy wyszli z grupy bez punktów i potrzebowali ich jak ryba wody. Ten mecz był równie zacięty i wyrównany jak dwa poprzednie. Do przerwy na minimalnym (12:11) prowadzeniu byli Trójkolorowi, ale w drugiej połowie do głosu doszli Duńczycy, wśród których brylowali Mathias Gidsel i Simon Pytlick. Ten pierwszy zdobył dziewięć, a drugi osiem bramek. Swoje dołożył też Emil Nielsen (obronił 11 z 39 rzutów). Skandynawowie kapitalnie rozegrali końcówkę i wygrywając 32:29, zrewanżowali się za ostatni finał Euro (31:32).
Marek Hajkowski
