W Katowicach jak w domu
Rozmowa z Borją Galanem, zawodnikiem GKS-u Katowice
Borja Galan w tym sezonie zagrał we wszystkich meczach od pierwszej do ostatniej minuty. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
W Polsce jest już pan prawie trzy lata. Czy po takim czasie, czuje się pan tu jak w domu?
- Tak! Właściwie odkąd przyleciałem do Polski, czułem się jak w domu. Jasne, pogoda jest zupełnie inna niż w Hiszpanii, zimą jest bardzo zimno, ale ogólnie jestem bardzo szczęśliwy w Polsce i w GKS-ie Katowice. Jeśli w danym miejscu człowiek czuje się jak w domu, chce zostać w tym miejscu najdłużej jak to możliwe.
W tym roku skończył pan 32 lata. Czy widzi pan siebie w GKS-ie przez kilka kolejnych lat?
- Cóż, futbol się zmienił. My zawodnicy, naprawdę dbamy o siebie. Odżywiamy się właściwie, regenerujemy się w odpowiedni sposób, jesteśmy profesjonalistami. Dlatego też czuję się bardzo dobrze. I choć mam 32 lata, czuję się bardzo dobrze pod względem fizycznym. Wystarczy spojrzeć na nasz ostatni mecz z Legią – Artur Jędrzejczyk strzelił nam bramkę, a w tym roku skończy 38 lat! Czuję więc, że przede mną jeszcze sporo lat gry i… dlaczego mam ich nie spędzić w GKS-ie Katowice, skoro tak dobrze się tu czuję?
Po ponad roku w GieKSie może pan powiedzieć, że czuje pan mocne przywiązanie do klubu?
- Już w pierwszym miesiącu po przenosinach do GKS-u powiedziałem, że czuję się tu bardzo dobrze. Mamy zgraną szatnię i świetnych kibiców. Teraz doszedł jeszcze nowy, piękny stadion. Jasne, kochaliśmy starą Bukową, darzymy ją sentymentem, ale klub musiał zrobić krok do przodu. Nowa arena jest cudowna i kibice chyba też lubią na nią przychodzić. Czuję się więc tutaj komfortowo, mam wokół siebie miłych i życzliwych ludzi, więc nie mam na co narzekać.
Jest pan jednym z nielicznych obcokrajowców w GKS-ie Katowice. Po dołączeniu Jesse Boscha jest was czterech. To sprawia panu trudności?
- Dla mnie fakt, że jestem Hiszpanem w zespole zdominowanym przez Polaków, nie sprawia mi problemów. Staram się mówić po polsku, rozśmieszając kolegów z zespołu… To chyba przez mój akcent! Lubię w GKS-ie to, że stawia na Polaków. Tego brakuje mi w kilku hiszpańskich zespołach, które zdominowane są przez obcokrajowców i przestały stawiać na Hiszpanów, a przykładem jest Real Madryt. I to, że nie jestem Polakiem, wcale mi nie przeszkadza. Jestem świadomy tego, że dołączyłem do drużyny, która pod względem kulturowym jest zdominowana przez Polaków i to ja muszę się dostosować do niej, a nie ona do mnie.
Skoro wspomniał pan o języku polskim – jak idzie nauka?
- Mówię trochę po polsku. Dużo rozumiem, ale jest bardzo trudno. Krok po kroku! (Borja Galan te zdania wypowiedział po polsku – przyp. red.) Nie chcę powiedzieć, że rozumiem wszystko, co się do mnie mówi po polsku. Rozumiem natomiast wiele, szczególnie jeśli chodzi o aspekt piłkarski. Cały czas się uczę, dwa razy w tygodniu mam lekcje.
Czy widzi pan pewne cechy Polaków, które znacząco różnią nas od Hiszpanów?
- Pod względem kulturowym nie widzę, żeby Hiszpania i Polska znacząco się od siebie różniły. Mamy sporo cech wspólnych. W Hiszpanii jesteśmy nieco mniej zorganizowani, bardziej wyluzowani. Lubię jednak polskie podejście do życia. Podoba mi się to, że wszystko jest zorganizowane, zaplanowane. Tego Hiszpanie mogliby się nauczyć.
Ma pan ulubione miejsce do spędzania czasu wolnego w Katowicach?
- Gdy jest tak piękna pogoda, jak teraz, lubię chodzić wokół Doliny Trzech Stawów. Lubię trochę popływać w kąpielisku. I choć nie ma takich plaż, jak u wybrzeży Hiszpanii, w Katowicach też jest mnóstwo ciekawych miejsc, w których można spędzić wolny czas, gdzie można trochę się orzeźwić w upalne dni. Lubię to miasto.
Rozmawiał Kacper Janoszka
Holender na pokładzie
W czwartek GKS Katowice ogłosił ósmy transfer tego lata. Do drużyny Rafała Góraka dołączył Holender Jesse Bosch. To 25-letni środkowy pomocnik, który w sumie rozegrał 95 meczów na poziomie Eredivisie. W poprzednim sezonie grał w najwyższej klasie rozgrywkowej w zespole Willem II Tilburg. Rozgrywki rozpoczął jako kapitan drużyny. Był czołową postacią zespołu (zagrał w 33 meczach, w których zdobył sześć goli), który ostatecznie spadł z ligi po barażach o utrzymanie. Z GieKSą podpisał trzyletni kontrakt.
