W jedną albo w drugą stronę
KOMENTARZ „SPORTU” - Michał Zichlarz
Poznaniacy grają w tym sezonie bardzo nierówno. Zdarzają im się kompromitujące wpadki, jak ta w fazie ligowej Ligi Konferencji, gdzie polegli w rywalizacji z gibraltarskim Lincoln Red Imps. A wcześniejsze porażki u siebie? W lidze z Cracovią 1:4, z Genkiem 1:5... W lidze ostatni raz udało się wygrać dawno temu, bo 23 listopada z Radomiakiem. Od tego czasu - cztery gry i po dwa remisy oraz tyleż porażek. Jasne, są plusy - jak ostateczny awans do 1/16 Ligi Konferencji, gdzie też są spore szanse na grę dalej, bo przecież czeka rywalizacja z niezbyt wymagającym fińskim Kuopion Palloseura. Choć dla Lecha każdy rywal na dzisiaj może się okazać za mocny patrząc na to., co mistrz Polski prezentuje. Razi nieskutecznością, co pokazał kilka dni temu przy Okrzei w Gliwicach…
Wróćmy do słów trenera Gasparika. Jak żywo przypominają ono te wypowiedziane w tym samym miejscu przez mówił trener Jana Urbana, obecnego selekcjonera, a wtedy jeszcze treneraa jedenastki z Zabrza. Też mówił o takich kluczowych grach. W szalonych rozgrywkach 2023/24, gdzie teoretyczni faworyci i możni ligi grali podobnych piach jak teraz i gdzie na koniec triumfowała Jagiellonia ze Śląskiem, które ledwie sezon wcześniej broniły się przed spadkiem - Górnicy też mieli swoje szanse. Szanse na eksponowane miejsce, na pierwsze podium ekstraklasy od 1994 roku. Po serii efektownych zwycięstw na cztery kolejki przed końcem Górnik był czwarty, mając punkt starty do Lecha i Śląska.
W tej kluczowej części wszystko się jednak posypało, bo w 31 kolejce przyszła klęska z Cracovią 0:5, a zaraz potem remis ze Stalą u siebie 1:1 po trafieniu Łukasza Wolsztyńskiego dla mielczan w doliczonym czasie. Ostatecznie Górnik skończył w tabeli ledwie 6. Teraz – choć do końca jeszcze znacznie więcej grania – po 15 meczów, to też jednak jeden z przełomów. Jak mówi trener Gasparik: "albo będziesz miał nad Lechem 10 punktów przewagi, albo ledwie 4".
Górnik jest w dobrej dyspozycji, co pokazał na inaugurację z Piastem, wygrywając derby po niełatwym spotkaniu. Lech w dołku, co zaprezentował mecz w Gliwicach. Przypomina się też, co działo się pod koniec 2024, kiedy Kolejorz zmierzał wprawdzie po mistrzostwo, ale pod koniec roku był w słabej dyspozycji najpierw remisując w Gliwicach z osłabionym kadrowo Piastem 0:0, a zaraz potem przegrywając w barbórkowym meczu przy Roosevelta z Górnikami 1:2 po golach dla zabrzan Luki Zahovicia i Kamila Lukoszka. Czy teraz historia się powtórzy? O tym dowiemy się w sobotę wieczorem.
