W Hiszpanii bez ryzyka

Zespoły z Głogowa i Zabrza zaprezentują się dziś przedostatni raz w zmaganiach grupowych Ligi Europejskiej. Szanse na awans ma już tylko Chrobry.

Bronić jak Łukasz Zakreta w Zabrzu - to dzisiejsze zadanie dla bramkarzy Górnika. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus

W poniedziałek o 11.00 piłkarze ręczni Górnika Zabrze wylecieli do Hiszpanii na przedostatni mecz w Lidze Europejskiej, a po południu czekał ich rozruch w hali Fraikin BM Granollers, zespołu z którym dziś o 18.45 rywalizować będą o pierwsze punkty. Nastroje w Zabrzu, zwłaszcza po niedzielnej porażce (21:28) na własnym parkiecie z MMTS-em Kwidzyn, nie są najlepsze. - Ciężko cokolwiek powiedzieć - wzdycha trener Tomasz Strząbała. - Przy 13:7 w końcówce pierwszej połowy mieliśmy dwie dobre sytuacje i wtedy trzeba było ten mecz skończyć. A skoro nie potrafiliśmy dobić przeciwnika, to on nas dobił. W drugiej połowie zmarnowaliśmy niezliczoną liczbę sytuacji sam na sam Zrobiłem wszystko, żeby zawodnicy byli do tego meczu dobrze przygotowani.

Zagrają tylko zdrowi

Tempo grania jest tak zawrotne, że natychmiast trzeba było zapomnieć o przykrej oraz niespodziewanej porażce i ruszyć do Hiszpanii. Szans na awans „Trójkolorowi” już nie mają, więc ich szkoleniowiec zapowiada spore roszady. - Nie będziemy już ryzykować zdrowia zawodników, którym coś dolega. Zagrają tylko ci, którzy w miarę dobrze się czują. Trzeba dać szansę grającym mniej, by zyskali doświadczenie przed meczami ligowymi. Mam na myśli Jakuba Pindę, wracającego po miesięcznej kontuzji dłoni. Na pewno wystąpią Paweł Krawczyk i Bogdan Czerkaszczenko, gdyż Nikola Ivanović nie ma wizy wjazdowej do Europy. Więcej minut dostanie też młody Daniel Wisiński.

Klucz w bramce

W starciu z trzecim zespołem Ligi Asobal zabrzanie będą potrzebowali mocnego wsparcia w bramce, choć zabraknie kontuzjowanego Piotra Wyszomirskiego, który powinien wrócić na wyjazdowy mecz z Ostrovią (24 listopada). To będzie kluczowe dla dobrego czy honorowego wyniku. - Kacper Ligarzewski wiele razy pokazał, że potrafi nam pomóc, nawet będąc bez Piotrka - przyznaje trener Górnika - ale z Kwidzynem nie szło mu najlepiej. Wystarczy spojrzeć, jakie statystyki miał Łukasz Zakreta, a jakie Kacper (39 do 26 procent). Różnica była kolosalna, a bramkarz w dzisiejszej piłce ręcznej często decyduje o wyniku.

Wszystko się posypało

Do tej pory mało się mówiło o problemach zdrowotnych brązowych medalistów poprzedniego sezonu, a te są ogromne, bo dotknęły najważniejszych zawodników. - Wszystko co mogło się na nas sypnąć, to się posypało – mówi Tomasz Strząbała i wylicza. - Dan Racotea ma kontuzjowane kolano i może nam troszkę pomóc, ale jedynie w obronie. Taras Minocki w ogóle nie rzucał w ostatnim meczu, bo ma takie kłopoty z barkiem, że nie może rzucać i raczej ciężko będzie na niego liczyć w tym roku. Pinda dopiero tydzień temu wrócił do treningów po złamanej kości, więc nie mogłem pozwolić 20-letniemu chłopcu decydować o przebiegu meczu z Kwidzynem, skoro nie jest jeszcze całkiem pewny formy. On musi jeszcze potrenować, więc jak mu dam w Hiszpanii szansę, to być może w następnym meczu to odda...

Nadciąga ulewa

Po takiej porażce jak z Kwidzynem trudno jest się podnieść, więc jak to u nas - ulewa związana z brakiem wyników może zmoczyć głowę szkoleniowca zabrzan po powrocie do kraju. - Może spaść na trenera, bo zawsze spada - uśmiecha się Strząbała. - Chłopakom nie brakuje talentu i umiejętności, a czegoś innego, ale to już inna bajka. W Hiszpanii zetkniemy się z zespołem, który bardzo szybko gra do przodu, bardzo mocno atakuje, więc trzeba się będzie dobrze zorganizować (w pierwszym meczu rywale wygrali 32:26 - przyp red.). Wracamy w środę, bo w niedzielę kolejny mecz, a w następny wtorek w Dąbrowie Górniczej podejmiemy duński Silkeborg. To będzie nasze pożegnanie z pucharami.

Zbigniew Cieńciała