W Górniku nikt nie macha łapami

Rozmowa z Grzegorzem Mielcarskim, srebrnym medalistą igrzysk w Barcelonie, byłym piłkarzem m.in. Widzewa i Górnika, dziś komentatorem telewizyjnym

Malthe Hojholt (z prawej) to jeden – zdaniem Grzegorza Mielcarskiego – z nieoczywistych, a udanych transferów Górnika. Fot. Michał Kość / Press Focus

Niedawno Tomasz Wieszczycki na naszych łamach przyznał, że dla niego Górnik jest głównym kandydatem do tytułu mistrza Polski. Nie za wcześnie na takie prognozy?

- Za wcześnie, to prawda. Ale ja się bardzo cieszę, że zespół, który nie jest budżetowo topowym w Polsce, jednocześnie ma piłkarzy, których – dzięki trenerowi Gašparikowi – Polska jest w stanie poznać i zapamiętać na dłużej. Tak jak jego wyniki. Nie jest łatwo dziś pojechać do Białegostoku, zagrać dobry mecz z Jagiellonią i – nawet jeśli były w tym spotkaniu jakieś kontrowersje – wygrać 3:1. Kiedy się patrzy na obecnego Górnika, wyczuwalna jest w zespole energia. Chodzi mi o team-spirit. Mam wrażenie, że tam każdy bardzo szanuje swego kolegę i bardzo szanuje trenera i jego decyzje.

To chyba standard w każdej szatni?

- Ale nie zawsze standardem musi być to, że piłkarze wyczuwają sprawiedliwość w ocenie, kto ma grać w wyjściowym składzie i na jakiej pozycji. Nikt tego nie komentuje, nikt – w trakcie czy po meczu – nie macha łapami, że ktoś mu nie dograł piłki, albo zrobił to za późno czy niedokładnie. Tam sercem – a może nie sercem, a jądrem – energii jest cały zespół. Widać, że gra nie jest ułożona pod jednego zawodnika, ale cała drużyna jest – rzekłbym – jednym ciałem.

Czyta i widzi pan zapewne głosy komentatorów i byłych piłkarzy, sugerujące oddanie Michalowi Gašparikowi reprezentacji Polski. Myśli pan, że w jakiejś perspektywie czasowej to jest dobry kandydat? Czy to raczej typ szkoleniowca klubowego, sprawdzającego się w codziennej pracy w klubie?

- Trudno mi teraz powiedzieć, bo praca z reprezentacją to oczywiście jest inna robota niż ta klubowa. Na razie bardzo się cieszę, że przyszedł trener, który był mniej znany w Polsce, i na którego być może na początku wszyscy spoglądaliśmy trochę z przymrużeniem oka. Nikt nie wiedział, jakie będzie miał wymagania i czego się po nim spodziewać. Przychodził przecież do niełatwego miejsca pracy, na dodatek tuż po Janie Urbanie. Tymczasem facet robi rewelacyjną pracę, naprawdę odciska piętno na naszej ekstraklasie.

Niewielu takich, prawda?

- Niewielu. Świetne wyniki miał Raków z Markiem Papszunem, wciąż ma Jagiellonia z Adrianem Siemieńcem. Teraz jest jeszcze Gašparik. Może jego atutem było, że już znał Górnika i jego specyfikę. Natomiast on jest dobrym przykładem, że nie trzeba ściągać trenerów z wielkim nazwiskiem z zagranicy i za wielkie pieniądze, by doczekać się dobrych wyników.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Michal Gašparik potrafi wyciągnąć maksa z każdego ze swych piłkarzy.

- Tak, racja. Ale też koniecznie zaznaczyć trzeba, że w Zabrzu właściwie rzadko mylą się w transferach. Owszem, czasem potrzeba trzech-czterech tygodni, by ktoś się do sposobu gry zaadaptował. Ale w końcu wchodzi i wiele wnosi, tak jak ostatnio Malthe Hojholt, postać mało albo wręcz zupełnie nieznana na polskim rynku.

Krótko mówiąc: wyciągają w Górniku ciekawe postacie z różnych – czasem nieoczywistych – miejsc?

Tak jest. Paradoksalnie czasem wynika to – mówiąc kolokwialnie – z... biedy. Trzy razy przyglądasz się temu, co masz wydać, a pięć razy zawodnikowi, na którego masz to wydać. Po drugie: ci zawodnicy nie przychodzą do drużyny, która od paru lat ma ugruntowaną pozycję w czołówce. Owszem, Górnik to wielki klub, z piękną historią, ale od wielu sezonów nie był notowany regularnie w czołówce. Więc to jest taka obustronna korzyść: zawodnicy chcą wykorzystać ten moment, kiedy klub idzie w górę. Jeśli odniosą z nim sukces, sami też zbudują – lub odbudują – swoją indywidualną pozycję.

Dlatego innym niekoniecznie udają się wielkie transfery za wielkie pieniądze?

- No właśnie. Legia, Widzew, nawet Raków – wszystkie te kluby robiły mocne transfery, ale to w Górniku, w Jagiellonii, w GKS-ie – gdzie tak spektakularnych ruchów nie było – odbywa się systematyczna, konsekwentna praca. A tylko dzięki niej właśnie w takich ośrodkach, jak Białystok czy Katowice można zbudować silne teamy. I dzięki ludziom tam odpowiedzialnym za transfery. Na wysokości zadania staje nie tylko trener czy dyrektor sportowy, ale przede wszystkim działy skautingu.

No to jeszcze ostatnie – trochę przekorne – pytanie: Arkadiusz Milik pana zdaniem dziś by znalazł miejsce w Górniku?

- Jeżeli byłby zdrowy, to bez problemu!

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski

___________________


Bez paniki, konsekwentnie

Spory niedosyt możemy czuć po meczu z Piastem, szczególnie że w pierwszej połowie spotkanie można było zamknąć, a bramka przyjezdnych padła po serii błędów, które nie zwykły nam się przydarzać. Należy szanować ten punkt, a już na pewno nie powinniśmy panikować.

Jeśli już, to można żałować, że w pierwszym składzie nie wyszedł Prekop zamiast Lisetha. Nie oznacza to, że Norweg zagrał słaby mecz! Sprawa dotyczy czegoś innego, a mianowicie różnic w profilu obu napastników. Błędnie zestawia się tych dwóch piłkarzy i mówi, że to tacy sami zawodnicy - jeden do jednego. Co to, to nie! Obaj świetnie grają tyłem do bramki, nie boją się pojedynków fizycznych... Atutami Sondre są panowanie nad piłką, gra na małej przestrzeni, rozegranie piłki i gra od szyi do ziemi. Z kolei Erik jest o wiele lepszy w grze głową i nie kombinuje za bardzo w polu karnym. Tu szuka szybszych i prostszych rozwiązań niż jego kolega.

Piast bardzo mocno murował pole karne, stawiając na kompaktowe ustawienie i osłanianie światła bramki. Ceną za tę przewagę liczebną w polu karnym było oddanie miejsca na skrzydłach, co stwarzało wiele szans na dośrodkowania. Tu właśnie lepszym wyborem mógł być słowacki napastnik, tym bardziej że po wejściu na boisko wygrywał wszystkie pojedynki powietrzne.

Oczywiście nie wiemy, jak Piast zareagowałby na taki wybór napastnika przez Michala Gasparika. Niech nie będzie to odbierane jako krytyka, bo „analiza wsteczna zawsze skuteczna”, a zabieg ten ma na celu podkreślenie różnic między rozważanymi opcjami w ataku.

Na Widzewie pewnie zagramy inaczej. Do gry wróci zapewne przynajmniej część kontuzjowanych zawodników, którzy stanowią ważne ogniwa zespołu. Opcje dla różnych wariantów gry są bardzo potrzebne.

Cieszą kolejne informacje dotyczące organizacji klubu. Nareszcie zniknął wakat na fotelu prezesa i ustanowiono nowy zarząd. Jest to nobilitacja dla awansowanych i dowód na to, że dwa lata temu dokonano dobrego wyboru personalnego. To kolejny przykład konsekwencji w działaniu Lukasa Podolskiego i podążania obraną ścieżką. Taki ma być Górnik, bez ciągłych rewolucji.



Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się