W doliczonym czasie
Długo wydawało się, że piłkarze Podbeskidzia wywiozą z trudnego terenu w Łodzi cenny punkt. W doliczonym czasie Górale nie upilnowali jednak w polu karnym Karola Podlińskiego.
Doświadczonemu Karolowi Podlińskiemu udało się raz oszukać Górali. Z nr 3 Arkadiusz Kasperkiewicz. „Na plechach" napastnika ŁKS Marcin Biernat. Fot. Artur Kraszewski/Pressfocus.pl
Agresywny pressing gospodarzy od pierwszych sekund mocno utrudniał rozgrywanie akcji w szeregach gości z Bielska-Białej.
Ataki gospodarzy
Już w 2. minucie mogło to przynieść opłakane w skutkach konsekwencje. Szymon Brańczyk zagrał krótko do Oskara Sewerzyńskiego, a pomocnik Podbeskidzia stracił piłkę. Po szybkim odbiorze Kokiego Hinokio przed znakomitą szansą na błyskawiczne otwarcie wyniku stanął Lenard Szczygieł, ale ofensywny pomocnik uderzył z około dziesiątego metra bardzo mocno, ale i wysoko nad poprzeczką.
Podbeskidzie przetrwało początkowy napór rywali i z czasem zaczęło groźniej odpowiadać. Dwukrotnie płaskimi dograniami z lewej strony wykazał się Michał Rakoczy, jednak szukający miejsca w szesnastce Lucjan Klisiewicz był dobrze blokowany przez defensorów ŁKS. Mecz w środkowej fazie pierwszej połowy mocno się wyrównał, choć na boisku nie brakowało twardej walki i… chaosu. Tuż przed przerwą gospodarze mieli jeszcze jedną okazję, kiedy po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Mateusza Wysokińskiego niebezpiecznie główkował Andreu Arasa, lecz piłka o centymetry minęła słupek bramki Podbeskidzia.
Nie „dowieźli” punktu
Druga część pojedynku rozpoczęła się od kolejnych ataków miejscowych, jednak defensorzy Podbeskidzia długo spisywali się bez zarzutu. Gdy w 53. minucie Arasa wreszcie oddał pierwszy celny strzał głową w tym meczu, Brańczyk bez większego problemu chwycił piłkę. Górale szukali swoich szans w szybkich kontratakach i byli o krok od zaskoczenia defensywy ŁKS-u. Najpierw centrę z rzutu wolnego uderzeniem głową zamykał Jan Majsterek, a chwilę później po składnej akcji całego zespołu przed doskonałą okazją na otwarcie wyniku spotkania stanął Marcin Urynowicz. Pomocnik miał sporo miejsca przed polem karnym, jednak jego strzał lewą nogą powędrował daleko obok bramki Damiana Węglarza. W miarę upływu czasu ŁKS coraz mocniej napierał, a goście z Bielska-Białej skupili się na defensywie, dzielnie odpierając liczne próby strzałów z dystansu m.in. Kokiego Hinokio czy dośrodkowania w pole karne. Dobrze ustawiony Brańczyk pewnie interweniował, m.in. przy kolejnym uderzeniu Arasy w 66. minucie.
Gdy wydawało się, że bielszczanie „dowiozą” remis, w doliczonym czasie gry gospodarze egzekwowali rzuty rożne. Po kolejnym stałym fragmencie w szesnastce Podbeskidzia powstało ogromne zamieszanie. Najpierw główkował Arasa, piłkę po jego strzale zdołał odbić Bartosz Martosz, ale skuteczną dobitką popisał się Karol Podliński. Futbolówka wpadła do siatki, odbijając się jeszcze od słupka. Górale domagali się odgwizdania faulu Artura Craciuna, który przepychał się z Biernatem, ale gol został uznany.
OCENA MECZU⭐⭐
◼ ŁKS Łódź - Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:0 (0:0)
1:0 - Podliński, 90+1. min
ŁKS: Węglarz - Keiblinger (80. Strzałek), Rudol, Craciun, Farbiszewski, Karasiński (57. Sokół) - Wysokiński (70. Podliński), Kaput (80. Terlecki), Hinokio - Szczygieł (70. Nowakowski), Arasa. Trener Grzegorz SROKA.
PODBESKIDZIE: Brańczyk - Majsterek, Biernat, Kasperkiewicz - Sitek (51. Martosz), Sewerzyński (64. Gach), Urynowicz, Hirosawa (64. Iwańczyk) - Słomka, Rakoczy (80. Smoliński) - Klisiewicz (80. Szykawka). Trener Marcin WŁODARSKI.
Sędziował Filip Kaliszewski (Gdańsk). Widzów 4500. Żółte kartki: Karasiński, Kaput, Rudol - Majsterek, Klisiewicz, Iwańczyk.
