W co gra Raków?
Dawid Kroczek poprowadzi Raków w czterech ostatnich meczach sezonu. Decyzje, które zapadają przy Limanowskiego, nijak się mają do tego jak wicemistrz Polski funkcjonował w ostatnich latach.
Dawid Kroczek (z prawej) od blisko roku jest zatrudniony w strukturach Rakowa. Jak pójdzie mu z pierwszą drużyną? Fot. Łukasz Laskowski/PressFocus
RAKÓW CZĘSTOCHOWA
Choć wyniki wiosną dalekie były od satysfakcjonujących, a postawa Rakowa w finale Pucharu Polski z Górnikiem (0:2) katastrofalna, to jednak niedzielna wiadomość o zakończeniu współpracy z Łukaszem Tomczykiem dla większości była dużym zaskoczeniem, by nie powiedzieć szokiem.
Impuls czy przemyślana strategia?
Wprawdzie klub poinformował w oficjalnym komunikacie, że „decyzja została podjęta po szerszej analizie sytuacji sportowej pierwszej drużyny i nie wynika wyłącznie z rezultatu finału STS Pucharu Polski”, ale biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, trudno nie odnieść wrażenie, że było… całkowicie odwrotnie, a to tylko utarta formułka „dla prasy”. Decyzja podjęta została bowiem jednoosobowo przez właściciela Michała Świerczewskiego i wygląda na działanie impulsywne, bez przygotowanego planu na to, co dalej. Mecz na PGE Narodowym, który dla Częstochowian miał być najważniejszym meczem tego sezonu okazał się być tak zły, że właściciel postanowił zadziałać w emocjach, o swojej decyzji nie informując wcześniej nawet najbliższych współpracowników.
Prezes Rakowa Wojciech Cygan krótko przed sobotnim finałem przekonywał, że „Łukasz Tomczyk to projekt długofalowy”, a o tym, że ze szkoleniowcem nie planowano się rozstawać najlepiej świadczy fakt, że jeszcze we wtorek rozmawiano z nim o letnich transferach i planie na zespół w kolejnym sezonie. Świerczewski nie miał też przygotowanego następcy, ponieważ w końcówce sezonu drużynę poprowadzi Dawid Kroczek – za Papszuna asystent, a po przyjściu Tomczyka odpowiedzialny za skauting. Te decyzje natychmiast podzieliły kibiców, bo o ile jeszcze zwolnienie Tomczyka stricte sportowo dało się obronić, to zastępowanie go Kroczkiem w tym momencie wygląda na działanie karkołomne. Kibice wypominają byłemu trenerowi Cracovii choćby to, że o mało nie doprowadził Pasów do walki o utrzymanie.
Kiedyś wyznaczali trendy
Do zmian trenerów przy „pierwszym niepowodzeniu” w naszej piłce jesteśmy przyzwyczajeni, ale akurat w Częstochowie miało być i długo było inaczej. To właśnie w Rakowie jeden z najdłuższych staży w polskiej lidze zaliczył Marek Papszun, a strategiczne decyzje nigdy nie były tam podejmowane ad hoc. Raków jeszcze w I lidze, a po awansie szczególnie, zaczął wyznaczać nowe standardy w polskiej piłce. Przede wszystkim mozolne budowanie własnej tożsamości, charakterystyczny styl oraz cierpliwość. Marek Papszun dostał komfort pracy niespotykany wcześniej w naszych realiach. Sytuacja ze zwolnieniem Tomczyka nakazuje jednak stwierdzić, że to już przeszłość. Szkoleniowiec, który miał być na lata, idealnie wpisywał się w Rakowskie DNA i pochodzi z Częstochowy, został zwolniony zaledwie po 133 dniach. Zwolnienia w niedzielny wieczór na koniec majówki na pewno się jednak nie spodziewał. Świerczewski podziękował mu za współpracę, a Tomczyk za daną szansę. Czy gdyby wiedział, że przygoda z Rakowem potrwa tak krótko, wolałby zostać w Polonii Bytom i realizować swój projekt? Raz już odmówił Papszunowi roli asystenta. Mimo wszystko nie, bo oferta z Częstochowy była tą z gatunku nie do odrzucenia. Wskoczył na bardzo głęboką wodę i niestety nie dał rady, ale to co wyciągnął na przyszłość choćby z rywalizacji na trzech frontach, będzie jego ogromnym kapitałem w kolejnej pracy.
Puchary albo śmierć?
Świerczewski musiał ostatecznie dojść do wniosku, że z tej mąki chleba nie będzie i postanowił nie czekać dłużej. To też impuls dla drużyny na cztery mecze przed końcem sezonu, aby zareagowała w odpowiedni sposób. Brak kwalifikacji do europejskich pucharów byłby bowiem dla Częstochowian katastrofą, a przy Limanowskiego wciąż jeszcze liczą, że zmagania w Europie uda się zacząć co najmniej od eliminacji Ligi Europy (zagra w nich trzecia drużyna ekstraklasy jeśli mistrzem lub wicemistrzem zostanie Górnik). Liga Konferencji za czwarte lub piąte miejsce to absolutne minimum. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że gra w pucharach to dla Rakowa być albo nie być, bo właściciel nie jest już skory do dosypywania pieniędzy jak w latach ubiegłych. Czy Kroczek to opcja tylko na dogranie sezonu, czy może dostanie szansę na dłużej? Bardziej to pierwsze, chyba że Raków w meczach z Koroną, Jagiellonią, Piastem oraz Arką pokaże coś ekstra.
Mariusz Rajek
