W cieniu tragedii
Legioniści rozegrali najlepszy mecz w sezonie, wygrali po raz czwarty z rzędu i byli o krok od pełni szczęścia, czyli udziału w europejskich pucharach. Ich marzenia zniweczyła GieKSa.
Końcowe okoliczności pierwszej bramki - Piątkowski zgrywa piłkę głową do Nsame. Fot. Radosław Makuch/Pressfocus.pl
Piłka po raz kolejny udowodniła, że jest nieprzewidywalna. Startująca z ostatniej pozycji wiosną Legia na finiszu sezonu dotarła (prawie) do europejskich pucharów. Było tak dzięki korzystnym dla siebie wynikom w Szczecinie, gdzie Pogoń prowadziła z GieKSą i w Białymstoku, gdzie Jaga wygrywała z Zagłębiem. Warszawa widziała się już w Lidze Konferencji. Gdy Jarosław Przybył zakończył spotkanie, Łazienkowska nasłuchiwała z nadziejami wieści znad morza. W końcu dotarły, ale nie te, na które czekano. GieKSa w siódmej minucie doliczonego czasu wyrównała, spychając Wojskowych z 5. miejsca w tabeli, premiowanego udziałem w europejskich rozgrywkach. Remis Dumy Pomorza oznaczał koniec legijnych marzeń. Stadion zamilkł. Smutna mina właściciela klubu, Dariusza Mioduskiego, mówiła wszystko. Legia będzie musiała co najmniej rok poczekać na powrót na europejskie areny. Do szczęścia zabrakło kilkudziesięciu sekund.
- Cieszę, się, że udało się utrzymać Legię w ekstraklasie, bo dzisiaj mówimy o rozczarowaniu, a jeszcze kilka kolejek wstecz wisiało nad nami realne widmo spadku. Zakończyliśmy sezon na szóstym miejscu, wyszło to więc co najmniej przyzwoicie - skomentował trener Marek Papszun.
Natomiast trener Motoru bardzo przeżywał smutne wydarzenie jakie miało miejsce w drugiej połowie spotkania z Legią. - Musimy przyjąć tę porażkę i przeprosić kibiców, którzy przyjechali i wspierali nas. Jak wiemy, doszło do tragedii - zmarł nasz kibic. Reszta komentarza jest więc zbędna, bo wydarzyło się coś znacznie bardziej bolesnego niż przegrany mecz. Szczere kondolencje dla rodziny. Jako drużyna jesteśmy z wami, jestem do dyspozycji jeśli potrzebna będzie pomoc - powiedział po meczu Mateusz Stolarski.
Zbigniew Cieńciała
OCENA MECZU ⭐ ⭐ ⭐◼ Legia Warszawa – Motor Lublin 4:0 (2:0)
1:0 – Nsame, 32 min (asysta Piątkowski), 2:0 – Chodyna, 39 min (asysta Elitim), 3:0 – Elitim, 49 min (asysta Adamski), 4:0 – Nsame, 56 min (bez asysty)
LEGIA: Hindrich 7 (85. Tobiasz niesklas.) – Piątkowski 7, Augustyniak 7, Leszczyński 3 (46. Pankov 3) – Chodyna 6, Kapustka 6, Elitim 8, Vinagre 5 (78. Jędrzejczyk niesklas.) - Żewłakow 5 (70. Kovacik 2), Nsame 7 (70. Rajović 2), Adamski 6. Trener Marek PAPSZUN.
Rezerwowi: Arreoil, Colak, Szymański, W. Urbański, K. Urbański.
MOTOR: Tratnik 4 – Santos 4, Bartos 4, Najemski 4 (74. Ede niesklas.), Luberecki 4 – Samper 4 (54. Łabojko 2) – Ndiaye 5 (66. P. Stolarski 2), Karasek 4 (54. Scalet 2), Wolski 6, Ronaldo 4 (54. Van Hoewe 2) – Czubak 4. Trener Mateusz STOLARSKI.
Rezerwowi: Kukulski, Meyer, Matthys, Lewandowski, Wójcik, Haxha, Dadaszow.
Sędziował Jarosław Przybył (Kluczbork) - 8. Asystenci Adam Kupsik (Poznań) i Maciej Kosarzecki (Opole). Widzów 27432. Czas gry – 91 min (46+45). Żółte kartki: Augustyniak (7. faul) – Ndiaye (30. faul), Bartos (70. faul).
| MÓWIĄ LICZBY | ||
| LEGIA | MOTOR | |
| 57 | posiadanie piłki | 43 |
| 11 | strzały celne | 5 |
| 7 | strzały niecelne | 5 |
| 5 | rzuty rożne | 3 |
| 8 | faule | 13 |
| 1 | spalone | 1 |
| 1 | żółte kartki | 2 |
