Vivat puchar Biedronki
PARAGRAFY I SPORT - Robert Kiłdanowicz
Jeden z moich ulubionych bon motów brzmi: „jeśli dwie osoby mówią to samo, to nie oznacza to samo”. W realu istotnym jest fakt, kto to mówi. Pod koniec ubiegłego miesiąca UEFA opublikowała inspirujący raport pod tytułem Finanse Europejskiego klubu i [jego] otoczenie inwestycyjne (The European Club Finance and Investment Landscape 2025) wydany przez wydział analityczny - kto chce może nazwać go wywiadem UEFA - pod nazwą Financial Sustainability & Research Division / UEFA Intelligence Centre.
To coroczna publikacja UEFA dogłębnie analizująca dorobek poszczególnych lig oraz ich klubów według szeregu wskaźników, najczęściej finansowych albo wynikających z finansów klubów. Generalnie raport ten przeszedł w Polsce w sposób niezauważony (a szkoda), mało było jego rzetelnych, różnorodnego rodzaju ocen, a wypadało to zrobić.
Co więcej, oprócz managementu poszczególnych klubów - zwłaszcza tych o ambicjach rywalizacji w rozgrywkach pucharowych w Europie - obowiązkiem dogłębnej analizy i wyciągnięcia właściwych z tego wniosków zobowiązana jest spółka Ekstraklasa SA jako podmiot odpowiedzialny za rozwój polskiej piłki klubowej, zwłaszcza w porównaniu i w odniesieniu do europejskich konkurentów. Nie znajduję śladów analizy poprzednich raportów tego think tanku UEFA dokonanych przez Ekstraklasę SA - to znaczy, że najprawdopodobniej ich nie było.
A to z kolei oznacza, że albo polska liga jest taka mocna w Europie (nie musimy się nikogo bać), albo taka słaba, że nic nam nie pomoże - oczywiście na tle Starego Kontynentu. Nie chcę zanudzać czytelników i żonglować statystykami, zwrócę uwagę tylko na kilka kluczowych wskaźników i wyciągnę stosowne wnioski, które każdy fan polskiego futbolu powinien ocenić.
Punktem wyjściowym mojej analizy będzie nasze aktualne miejsce, 12. w rankingu lig UEFA, biorąc pod uwagę rywalizację pucharową (UEFA rankings Associations - powszechnie dostępną jej aktualną wersję można znaleźć na stronie uefa.com). Porównam wybrane przeze mnie czynniki z dwiema federacjami przed nami i z dwiema ligami zajmującymi miejsce za nami. Nasze miejsce w klasyfikacji UEFA jest już stabilne do końca obecnych rozgrywek pucharowych, ponieważ uciekających nam federacji (Czech - 10. miejsce i Grecji - 11.) nie dogonimy, a możemy tylko pogłębić do nich dystans, lecz pozytywnym jest również fakt, że zajmujący 13. miejsce Duńczycy i 14. - Norwegowie, również do nas się nie zbliżą.
Czynnik Całkowity łączny przychód w Euro wynosi - odpowiednio - dla Czech 162 mln (20. miejsce spośród europejskich federacji), Grecji 231 mln (16. miejsce), Danii 222 mln (17. miejsce), Norwegii 187 mln (18. miejsce). Polskie kluby wypracowują solidne 241 mln i zajmują 14. pozycję.
Liczba klubów sygnalizujących ujemny kapitał własny (kluby, których majątek nie wystarcza na spłatę długów) wynosi dla Czechów 5 (28. miejsce wśród federacji UEFA), Greków 7 (42. miejsce), Duńczyków 1 (7. miejsce w rankingu), a Norwegów 0 (lider spośród federacji europejskich). Natomiast aż 11 klubów polskiej ekstraklasy wykazuje ujemny kapitał własny - jesteśmy pod tym względem na dalekim 52. miejscu w UEFA.
Ostatni analizowany wskaźnik to struktura właścicielska klubów. W Czechach 88 procent klubów jest prywatnych (16. miejsce w UEFA), w Grecji 100 procent klubów jest prywatnych (1-4. miejsce), w Danii również wszystkie kluby są prywatne (1-4. miejsce), w Norwegii za to... nie ma żadnego klubu prywatnego (52. miejsce). W Polsce zaś liczba klubów prywatnych stanowi 61 procent (25. miejsce w UEFA).
Jakie konkluzje wynikają z tych wskaźników? Wydaje się truizmem powiedzenie, że łatwo wydaje się niewłasne pieniądze. Ujemny kapitał własny dla dalszego funkcjonowania klubu trzeba uzupełniać o niezbędne dokapitalizowanie. Prywatny właściciel robi to na swoje ryzyko i we własnym zakresie, a kto ponosi odpowiedzialność za taką decyzję u właściciela publicznego?
Jeśli nawet w skali samorządów - bo to one najczęściej są właścicielami klubów - nie są to środki finansowe, które znacznie zwiększą deficyt budżetowy gminy (i tak są przecież wszystkie zadłużone), to czy nie jest to jednak sposób na „przepalanie pieniędzy”? Czy nieustanne dosypywanie środków z samorządu lokalnego do klubów piłkarskich nie powoduje spadku sprawności zarządzania i efektywności podejmowanych decyzji? Zwiększa za to lekkomyślne trwonienie kolejnych środków finansowych, bezrefleksyjnie przejadanych, powodujących potrzebę ponownych niekończących się dofinansowywań.
Niby to takie proste, a... niełatwe. Co bowiem mamy w zamian w Europie? Wyniki sportowe - czyli jakąkolwiek wartość, która choć po części uzasadniłaby ujemne wyniki finansowe - osiągamy bardzo przeciętne, zważywszy, że i tak dwa ostatnie europejskie sezony są świetne w stosunku do pozostałych. Tak naprawdę nie wiadomo, czym usprawiedliwić fakt łożenia środków publicznych na polskie piłkarskie kluby, przecież w Europie funkcjonują tylko kluby z prywatnym kapitałem...
Żeby jednak felieton zakończyć jakimś optymistycznym akcentem, to stwierdzę, że mamy dobrą pozycję wyjściową w tej klasyfikacji UEFA. I nieważne, że zbudowanej przede wszystkim - jak to złośliwcy twierdzą - na podstawie pucharu Biedronki, to jednak teraz nadchodzi – sprawdzam - czas skoku w nadświetlną.
_______________________________________
* Robert Kiłdanowicz jest doktorem nauk prawnych. W przeszłości występował m.in. w I-ligowych (wg dzisiejszego nazewnictwa ekstraklasowych) zespołach Stomilu Olsztyn, Widzewa Łódź czy Śląska Wrocław.
Raków Częstochowa, klub prywatny, zakończył właśnie występy w europejskich pucharach. W przypadku polskich klubów każde odpadnięcie wiosną - a nie jeszcze jesienią - to wyczyn. Fot. PAP/Jarek Praszkiewicz
