Uwaga, talent!
Kacper Tomasiak ma wielką szansę, by nawiązać do naszych najlepszych osiągnięć na światowych skoczniach.
Leć, Kacper, leeeeć! Fot. Tomasz Jastrzębowski/PressFocus
Zmiana pokoleniowa
Pierwsze zawody wygrał w wieku 6 lat, skacząc na nartach, które wcześniej ojciec mu... skrócił. Podczas gdy polskie skoki szukają nowego lidera, twardo stąpający po ziemi Kacper Tomasiak przebojem wdziera się do elity, wynosząc etos pracy z rodzinnego domu. Trudno o lepszy fundament, gdy rodzice to pedagodzy ze Szkoły Mistrzostwa Sportowego.
Śladami mocnych
Po niespełna miesiącu od debiutu, w zaledwie jedenastu konkursach nasz bohater zdołał przekroczyć barierę 200 pkt w Pucharze Świata - w XXI wieku w podobnym czasie taki wynik osiągnęli tylko Domen Prevc, Andreas Wellinger, David Zauner i Thomas Morgenstern. Tomasiak w debiucie zajął 18. miejsce i zdobył pierwsze w karierze punkty w najważniejszych zawodach w świecie skoków. Przed nim nie dokonali tego tacy mistrzowie, jak Adam Małysz czy Kamil Stoch.
Tomasiak przebojem wdziera się do elity, ale od lat niemal książkowo piął się w hierarchii. Bakcyla do sportów zimowych odziedziczył po ojcu, który biegał na nartach. Wyników nie było dużych, więc pan Wojciech został nauczycielem i dziś jest trenerem-koordynatorem w SMS w Buczkowicach. W tej samej szkole wychowawcą jest pani Kinga – mama Kacpra, który przywiozła 6-letniego syna na trening do szkoły. Spodobało mu się, więc niedługo później Kacper wziął udział w zawodach w Wiśle Łabajowie. Na skoczni K-12 w lutym 2013 roku organizowano Puchar Głuszca. – To była mała skocznia zbudowana specjalnie dla dzieci - wspomina Wojciech Tomasiak, który przed zawodami musiał przystosować narty, bo nie znaleźli odpowiednich dla 6-latka, który w konkursie rywalizował ze starszymi o nawet dwa lata. Okazuje się, że młody Tomasiak pokonał wtedy m.in. Tymoteusza Cienciałę, który do niedawana uważany był za jeden z największych polskich talentów w skokach, ale wiosną zakończył krótką karierę.
Nie samymi skokami...
Po pierwszym sukcesie Kacper przez kilka lat łączył naukę w szkole na Sarnim Stoku z treningami w LKS-ie Klimczok Bystra. Od początku imponował talentem. Edukacja połączona z dojazdami na treningi do oddalonej o 15 kilometrów podbielskiej miejscowości była dla rodziny wyzwaniem. Kacper ma czwórkę młodszego rodzeństwa, a jako młody chłopak służył do mszy w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa, który bielszczanie nazywają parafią przy dworcu. Teraz przed każdym odbiciem z belki wykonuje znak krzyża. W domu Tomasiaków wiara jest ważna - gdy w II klasie Kacper przygotowywał się do pierwszej komunii, to na ten okres przerwał treningi, by skupić się na nauce i właśnie przygotowaniach do tego ważnego wydarzenia. Rodzinie łatwiej było godzić naukę najstarszego syna z treningami i obowiązkami, gdy od VI klasy Kacper poszedł do SMS w Buczkowicach. Teraz tę samą ścieżką podąża o dwa lata młodszy brat, Konrad.
Od rana do wieczora
Żaden z nich w SMS-ie nie trafił jednak pod skrzydła ojca, a pan Wojciech nie ukrywa, że nie chciał takiej sytuacji. Kacper z powodzeniem łączył naukę z treningami, a gdy wyjeżdżał na zawody sumiennie nadrabiał szkolne zaległości. Był stypendystą ministerialnym, pracował z poświęceniem od rana do wieczora. Nie dyskutował, tylko słuchał rad i wskazówek trenerów. Pierwsze sukcesy zaczęły przychodzić szybko. Tomasiak błyszczał w krajowych zawodach Orlen Cup, gdzie wygrywał z rówieśnikami, ruszając o dwie belki niżej od nich. W wieku 12 lat, w 2019 roku, wygrał zawody w Ruhpolding, nazywane nieoficjalnymi mistrzostwami świata dzieci. Cztery lata później w Kanadzie w mistrzostwach świata juniorów zdobył srebro w drużynie, a w konkursie indywidualnym był czwarty. Walkę o brąz przegrał z innym bielszczaninem i zawodnikiem LKS-u Klimczok Bystra, starszym o cztery lata Janem Habdasem, który w elicie na razie się nie odnalazł.
Upadł, ale się podniósł
Kilkanaście dni później, w debiucie w Pucharze Kontynentalnym, będącym zapleczem Pucharu Świata, wywalczył pierwsze punkty, a trzy tygodnie później zanotował pierwszą wygraną w Zakopanem, w FIS Cup, czyli zawodach najniższej międzynarodowej rangi. Kolejne dwa sezony były nieco mniej udane, ale bielszczanin i tak dwukrotnie stawał na podium w FIS Cup i był 8. w konkursie indywidualnym mistrzostw świata juniorów w Lake Placid. Prawdziwa eksplozja formy przyszła latem tego roku, choć zaczęło się fatalnie. W czerwcu w trakcie treningu Kacper upadł na skoczni w Zakopanem, a powrót do zdrowia zajął mu kilka tygodni. Potem przyszły starty w FIS Cup i Letnim Pucharze Kontynentalnym i „zaskoczyło”. 18-latek wygrał dwa konkursy, a w kolejnym był drugi. Sięgnął po wygraną w całym cyklu. Nic dziwnego, że w listopadzie trener Maciej Maciusiak powołał go na pierwsze zawody Pucharu Świata. - Pod kątem sportowym było widać, że wskoczy do czołówki. Był przygotowany, jest świadomy do czego dąży, to nie jest chłopak znikąd – zapewnia pan Wojciech. Bielszczanin od początku sezonu punktuje regularnie w kolejnych konkursach, a w Wiśle i Engelbergu dwukrotnie zajął 5. miejsce. Dziś jest liderem polskiej kadry. – Z żoną dużo z Kacprem rozmawiamy, mówimy co go czeka. Jest fajnie, ale przyjdzie moment kryzysu. To normalne, wahania formy są czymś naturalnym, zwłaszcza u młodego skoczka – mówi ojciec Kacpra, który wie, że syn twardo stąpa po ziemi. Rodzice odcinają go od medialnego zgiełku, ale 18-latek sam potrafi się „wyłączyć”.
Kacper przed startem sezonu postawił sobie dwa cele – zdobycie punktów w Pucharze Świata i medalu mistrzostw świata juniorów. Pierwszy cel spełnił już w debiucie na skoczni w Lillehammer. To na tym samym kompleksie skoczni w marcu rozegra się walka o realizację drugiego marzenia.
(gru)
