Uwaga na „Maję”!
Przynajmniej raz-dwa razy w tygodniu zażywam masażu tajskiego, regularnie się rozciągam i wiem, kiedy odpuścić – mówi przed meczem w Bytomiu czołowy snajper ligi, Radosław Majewski.
Siedem goli w tym sezonie ma już na koncie niemal 39-letni były reprezentant Polski. W Polonii najlepszy piłkarz trafił w lidze cztery razy… Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus
POLONIA BYTOM / ZNICZ PRUSZKÓW
Po przykrej porażce w Warszawie ze swoją imienniczką (1:2) i efektownym pucharowym sukcesie w Goczałkowicach-Zdroju (7:0) piłkarze Polonii wracają na boisko przy Piłkarskiej 8. W starciu z ostatnim zespołem w lidze, Zniczem Pruszków, zespół Łukasza Tomczyka oraz kibice beniaminka liczą na przełamanie serii czterech ligowych gier bez zwycięstwa. W niedzielnym spotkaniu będzie też okazja zobaczyć w akcji 9-krotnego reprezentanta Polski i czołowego strzelca tego sezonu (siedem goli), blisko 39-letniego Radosława Majewskiego.
Przed podróżą na Górny Śląsk porozmawialiśmy z popularnym „Mają” – człowiekiem renesansu, który w rodzinnym Pruszkowie jest także radnym Rady Gminy, a my namierzyliśmy go w drodze do studia TVP Sport, gdzie komentował spotkania Pucharu Polski.
– Po ostatnich dwóch meczach bez goli, z Puszczą w lidze i Koroną w pucharze, oba po 0:3, chcemy wrócić do trafiania do siatki – zapowiada Majewski. – Na starcie sezonu nie było nawet światełka w tunelu. W końcu jednak zaczęliśmy punktować, tyle że nie gramy dobrze. Robimy krok w przód – jak wygrana w Opolu czy ze Śląskiem – by potem zrobić dwa w tył. Po Puszczy znowu wracamy do punktu wyjścia. Ale nie poddajemy się, poprzedni sezon zakończyliśmy przecież na 8. miejscu. Dewiza Znicza zawsze brzmiała, że sukces rodzi się w bólach. Pamiętam te słowa, odkąd tu zaczynałem jako 6-letni brzdąc.
– Sam chcę być pazerny na bramki, bo nie wiadomo, ile będę jeszcze grał, więc wyciskam, ile mogę. Czasami oczywiście nie trafiam w dobrej sytuacji, nie da się wykorzystać wszystkiego. Pracuję nad tym – jak nie trafiasz, robisz dodatkowy trening i tyle. Ale nie jestem klasyczną „dziewiątką”, raczej napastnikiem „oszukanym”. Sam się dziwię, że tyle wytrzymuję. Przychodziłem do Znicza wiosną 2024, stanąłem do zdjęcia z myślą o jednej rundzie. Ale chcą mnie dalej, a ja dobrze się czuję, dbam o formę i zdrowie. Wiem, kiedy czasem odpuścić, kiedyś tego nie potrafiłem. W Wieczystej grałem z naderwanym więzadłem krzyżowym, na początku przygody z Lechem ze złamanym palcem u nogi, a potem z zerwanym obrąbkiem w barku. Teraz raz-dwa razy w tygodniu zażywam masażu tajskiego, regularnie się rozciągam – podkreśla piłkarz.
– Polonię oglądałem w Goczałkowicach, ale te 7:0 z trzecioligowcem nie jest miarodajne, podobnie jak ich 0:5 na ŁKS-ie, które też pamiętam, to już bardziej 4:2 z Wieczystą w Bytomiu. Mamy „szpiega” w drużynie, Dominika Koniecznego, który przyszedł do nas z Bytomia, na odprawie na pewno coś ciekawego przekaże. To dobrze zorganizowany zespół, robi skoki pressingowe, trzeba uważać na ich stałe fragmenty. Te ostatnie u nas kuleją, odkąd do Bytomia odszedł odpowiedzialny za nie w Zniczu trener bramkarzy Mateusz Wójcik, on wiedział, jak zaskoczyć nimi przeciwnika. Nie pasuje mi gra na sztucznej murawie, tak jak przygotowania zimowe, w których tego „sztucznego” jest dużo, mam potem stany zapalne Achillesów. Ale ten jeden raz w sezonie przeżyję – zaznacza.
– Uczę się lokalnej polityki, staram się rozwijać w tematach, w których nie byłem mocny w szkole. Ambitnie zapisałem się na trzy z pięciu komisji: oświaty, kultury i sportu, skarg i petycji oraz prawa, administracji, bezpieczeństwa i polityki społecznej. Ominąłem może ze dwa posiedzenia, jak byłem na wakacjach, a tak jestem na bieżąco. Jestem chłopakiem stąd, wiem, co w Pruszkowie jest ważne – kończy Radosław Majewski.
Tomasz Mucha
