Urwali się ze stryczka!
HOKEJ
Mikołaj Syty zdobył pierwszą i czwartą bramkę. Fot. Press Focus
Torunianie zaczęli z „nożem na gardle”, bo porażka oznaczałaby dla nich koniec sezonu. Podopieczni Samiego Hirvonena mają jednak patent na Biało-niebieskich w tym sezonie, bo na 10 meczów aż sześć wygrali. Wydawało się, że to goście będą prowadzili grę, ale nic bardziej mylnego – to gospodarze dominowali nad rywalami. Na efekty nie czekaliśmy też zbyt długo. W 11 min defensywa przyjezdnych popełniła szereg błędów, co skrzętnie wykorzystał Mikołaj Syty, zdobywając prowadzenie mocnym strzałem z nadgarstka. Nieco ponad trzy minuty później było już 2:0. Tym razem obrońcy Unii pogubili się przy wjeździe Ołeksija Worony, a przy dobitce Andrija Denyskina krążek znalazł się w bramce. Trener Robert Kalaber nie czekał, tylko od razu poprosił o czas. Końcowe minuty tej odsłony należały do gości, ale bez efektu bramkowego.
Od drugiej tercji to Oświęcimianie częściej zagrażali bramce rywali, jednakże nie uchronili się od kolejnych błędów w defensywie. Zostali za to srogo skarceni. W 30 min Jakub Lewandowski pięknym strzałem w dalszy róg powiększył przewagę bramkową. Sześć minut później Syty wykorzystał grę w podwójnej przewadze, strzelając w bliższy róg zasłoniętego Linusa Lundina. Trener Kalaber w przerwie zdecydował, że w oświęcimskiej bramce zagra Igor Tyczyński.
W ostatniej części gry Oświęcimianie zepchnęli Torunian do głębokiej defensywy. To w końcu dało efekt, bo mimo usilnych starań gospodarze nie dali rady upilnować Erika Ahopelto, który mocnym strzałem pod poprzeczkę przełamał strzelecki impas swojej drużyny. Trener Hirvonen poprosił o czas, gdyż chciał, by jego ekipa grała nieco wyżej. Z kolei podopieczni Kalabera nie oszczędzali się w kolejnych atakach. Nie potrafili jednak pokonać kolejny raz świetnie dysponowanego Antona Svenssona. Tym samym rywalizacja przeniesie się do Oświęcimia, gdzie czeka nas ostatni mecz tej serii.
Mateusz Pawlik
◼ Energa Toruń - Unia Oświęcim 4:1 (2:0, 2:0, 0:1)
Stan rywalizacji 3-3
1:0 - Syty - Baszyrow - Jaworski (10:19), 2:0 - Denyskin - Worona (13:52), 3:0 – J. Lewandowski - Worona (29:53), 4:0 - Syty - Laitinen (35:38, w podwójnej przewadze), 4:1 - Ahopelto - Partanen (44:17),
Sędziowali: Wojciech Czech i Paweł Kosidło - Maciej Byczkowski i Grzegorz Cytawa. Widzów 2700.
ENERGA: Svensson (2); Laitinen - Ilvessuo, Zieliński - Gimiński (2), Schafer (2) - A. Jaworski, Kurnicki; Korenczuk - Syty - Baszyrow, Worona (2) – Fjodorows - Denyskin, M. Kalinowski - K. Kalinowski (2) - J. Lewandowski (2), Cybulski – Maćkowski – Phelps. Trener Sami HIRVONEN.
UNIA: Lundin (40:00. I. Tyczyński); Mäkelä - Söderberg (2), Scarlett - Morrow, Matthews - Kubeš, Mościcki; Peresunko - Olsson Trkulja - Partanen, Ahopelto - Heikkinen - Rac, Moutrey - D. Tyczyński - Petraš (6), Kusak - Galant - Krzemień (2), Prokopiak. Trener Robert KALABER.
Kary: Energa - 12 min, Unia - 10 min.
Decydujący mecz w czwartek, 12 marca, w Oświęcimiu; początek o 19.00.
