Urugwajski pokaz magii

Fede Valverde samodzielnie ograł Manchester City, zdobywając hat trick w pierwszej połowie.

Trzy palce w górze symbolizują liczbę goli zdobytych przez Fede Valverde. Fot. PAP/EPA

LIGA MISTRZÓW

Występ kapitana Realu Madryt Fede Valverde w rywalizacji z Manchesterem City był czymś niesamowitym. Ci, którzy oglądali Urugwajczyka z trybun, byli świadkami trudnego do powtórzenia zdarzenia. Valverde, który nie jest napastnikiem, w pierwszej połowie ustrzelił hat trick. Wziął odpowiedzialność na swoje barki, podobnie jak w poprzedni weekend, w ligowej rywalizacji z Celtą, gdy w doliczonym czasie zapewnił Królewskim zwycięstwo. Tym razem jednak nie chodziło tylko o gole. 27-latek rozegrał perfekcyjną pierwszą połowę. Defensorzy Obywateli przeżyli bardzo trudny dzień w pracy, bo piłkarz Realu bawił się z nimi, choć im wcale nie było do śmiechu. Najlepszym podsumowaniem występu Valverde był trzeci zdobyty przez niego gol, gdy w polu karnym przerzucił piłkę nad jednym z defensorów, a następnie oddał strzał nie do obrony. Trudno wyobrazić sobie lepsze 45 minut w wykonaniu jednego zawodnika. Valverde był iluzjonistą i zaczarował stadion Santiago Bernabeu. Przestało mieć nawet znaczenie to, że po zmianie stron Vinicius nie wykorzystał rzutu karnego. To Valverde był pierwszoplanowym aktorem, który sprawił, że niewidoczny był brak kontuzjowanego snajpera Kyliana Mbappe. To dzięki niemu Los Blancos są w fantastycznej pozycji przed rewanżem w Manchesterze.

Nadal wygrywają

Czujni obserwatorzy Ligi Mistrzów czekają na potknięcie Bodo/Glimt. Norwegowie wbrew logice pokonują bardziej utytułowane zespoły, grające w wielkich ligach. W tym roku w fazie ligowej wygrali z Manchesterem City (3:1) i Atletico Madryt (2:1). Później w play offie wyeliminowali Inter Mediolan, wygrywając w dwumeczu 5:2. Z każdym kolejnym meczem wydaje się, że ich fantastyczna passa powinna zostać przerwana, a oni… dalej zwyciężają. O sile Skandynawów przekonali się wczoraj piłkarze Sportingu, którzy na sztucznej murawie na stadionie w miejscowości Bodo. Lizbończycy po pierwszej połowie przegrywali 0:2 po bramkach Sondre Feta (z rzutu karnego) i Ole Blomberga. Na tym jednak gospodarze się nie zatrzymali. Gdy trener Sportingu Rui Borges próbował ratować wynik trzema zmianami, Bodo/Glimt myślało o tym, jak podwyższyć prowadzenie. I to mu się udało! Spotkanie zakończyło się zwycięstwem Norwegów 3:0.

Błąd bramkarza

Wyrównaną rywalizację prowadziły drużyny PSG i Chelsea. Na Parc des Princes w pierwszej połowie gospodarze dwukrotnie wychodzili na prowadzenie. Najpierw piękną bramkę zdobył Bradley Barcola, uderzając mocno pod poprzeczkę. Później wyrównał Malo Gusto, który był zupełnie niepilnowany w polu karnym. W końcu gola do szatni zdobył Ousmane Dembele. The Blues wyszli jednak na drugą połowę zmotywowani, dzięki czemu po raz drugi do wyrównania doprowadził Enzo Fernandez. Chelsea miało spokojnie dograć mecz do końca, a skomplikowało sobie życie. Trener Liam Rosenior postanowił w pierwszym składzie dać szansę rezerwowemu bramkarzowi Filipowi Jorgensenowi. Szkoleniowiec w ostatnim kwadransie pożałował decyzji o posadzeniu na ławce Roberta Sancheza. Duńczyk w niewytłumaczalny sposób, będąc pod presją, podał piłkę rywalowi. Efektem tego był spokojny strzał Vitinhi, który po raz trzeci dał prowadzenie PSG. Po  tym ciosie gra The Blues załamała się, a na „do widzenia” dobił ich Chwicza Kwaracchelia. Zdobył dwa gole, ustalając wynik rywalizacji na 5:2.

Seria przerwana

Niespodziewanie Arsenal po raz pierwszy w trwającej edycji Ligi Mistrzów nie wygrał! Bayer Leverkusen okazał się zbyt silny. Przed własną publicznością niemiecka ekipa postawiła przyjezdnym z Londynu bardzo wysoko poprzeczkę. Zaraz na początku pierwszej połowy gola zdobył Robert Andrich. Kapitan zespołu wykorzystał złe ustawienie ekipy Mikela Artety przy stałym fragmencie. Przy dośrodkowaniu z rzutu rożnego był niepilnowany i spokojnie wpisał się na listę strzelców. Serca kibiców Arsenalu stanęły i w takim stanie utrzymywały się przez dłuższy moment, bo ich ulubieńcy nie potrafili doprowadzić do wyrównania. Kanonierzy uratowali punkt dopiero na kilka minut przed ostatnim gwizdkiem. Pomógł im w tym zespół sędziowski, który dopatrzył się faulu w polu karnym na Nonim Madueke. Rezerwowy wbiegł w pole karne i padł jak rażony prądem, przedstawiając swoje niebanalne umiejętności aktorskie. To wystarczyło arbitrom do tego, żeby podyktować rzut karny. Gola na 1:1 z 11 metra zdobył Kai Havertz, człowiek, który z Bayeru wypłynął na szerokie wody europejskiego futbolu. W 2020 roku został sprzedany przez klub z Leverkusen do Chelsea za 100 milionów euro. Tak właśnie spotkanie zakończyło się remisem i fenomenalna seria Arsenalu została zatrzymana.

Kacper Janoszka

◾ Bayer Leverkusen – Arsenal 1:1 (0:0)

1:0 – Andrich (46), 1:1 – Havertz (89, karny)

Bodo/Glimt – Sporting Lizbona3:0 (2:0)

1:0 – Fet (32, karny), 2:0 – Blomberg (45+1), 3:0 – Hogh (71)

PSG – Chelsea 5:2 (2:1)

1:0 – Barcola (10), 1:1 – Gusto (28), 2:1 – Dembele (40), 2:2 – E. Fernandez (57), 3:2 – Vitinha (74), 4:2 – Kwaracchelia (86), 5:2 - Kwaracchelia (90+4)

Real Madryt – Manchester City 3:0 (3:0)

1:0 – Valverde (20), 2:0 – Valverde (27), 3:0 – Valverde (42)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się