Upadł, wypadł z trasy... i zwyciężył!

KOLARSTWO

Zakrwawiony Hiszpan nie może uwierzyć w to, że wygrał. Za nim drugi bohater środowego etapu, nowy lider z Portugalii. Fot. PAP / EPA

Hiszpan Igor Arrieta (UAE Team Emirates-XRG) wygrał piąty, niezwykle ciekawy etap wyścigu Giro d'Italia. Nowym liderem został jego współtowarzysz ucieczki, Portugalczyk Afonso Eulalio (Bahrain Victorious).

Choć kolarze znowu rywalizowali na południu Włoch, to w przeciwieństwie do wtorku nie sprzyjała im pogoda. Było zimno i przez większość długiego, bo liczącego 203 km odcinka z Praia a Mare do Potenzy padało, a momentami z nieba leciał nie tylko deszcz, ale także grad. Do tego trasa przebiegała po mocno pagórkowatym terenie, co sprawiło, że środowe ściganie stało się niezwykle trudne.

W takich niemal ekstremalnych warunkach najlepiej radziła sobie dwójka z Półwyspu Iberyjskiego. Pod Monte Grande di Viggiano (1413 m n.p.m., 6,6 km o średnim nachyleniu 9,2 proc.), najtrudniejszy podjazd na trasie, z ucieczki dnia najpierw odjechał Arrieta, a wkrótce dołączył do niego Eulalio. Ani 23-letni Hiszpan, ani o rok od niego starszy Portugalczyk nie należą do kolarzy, którzy mieliby wygrać Giro, więc faworyci włoskiego wyścigu odpuścili ten odjazd. Przewaga uciekinierów szybko wzrosła z dwóch do ponad pięciu minut i stało się jasne, że jeden z nich odniesie największy sukces w karierze.

Duet iberyjskich młodzieżowców zgodnie współpracował, powiększając przewagę, co jednego i drugiego kosztowało mnóstwo sił. To pewnie także dlatego na ostatnich kilometrach zabrakło im koncentracji i szczęścia, bo obaj – najpierw Hiszpan, a niedługo potem również Portugalczyk – wywrócili się na śliskiej nawierzchni. Kiedy już w samej Potenzy ten pierwszy nie zmieścił się zakręt i wypadł z trasy, wydawało się, że nic nie odbierze zwycięstwa jego rywalowi. Tymczasem Arrieta się nie poddał i w samej końcówce prześcignął Eulalio, który był tak zmęczony, że nawet nie próbował finiszować. Drugie miejsce dało mu jednak różową koszulkę lidera.

Ten dotychczasowy, Giulio Ciccone (Lidl-Trek), robił, co mógł, żeby utrzymać trykot, ale sam, bez pomocy kolegów z drużyny i innych ekip, nie był w stanie nic zdziałać. Grupa z faworytami, w tym oczywiście tym największym, Duńczykiem Jonasem Vingegaardem (Visma-Lease a Bike), dotarła po mety ponad siedem minut po zwycięzcy.

Dzisiejszy w zasadzie płaski etap z Paestum do Neapolu nie powinien przynieść aż tylu emocji, a o wygraną zapewne powalczą sprinterzy.

(g)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się