Udany rok GieKSy

Rozmowa z byłym piłkarzem wielu górnośląskich klubów, obecnie asystentem w Zawiszy Bydgoszcz

Katowiczanie zakończą rok wyjazdem do Radomia. Czy humory nadal będą im dopisywać? Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus

NA KOLEJKE ZAPRASZA DANIEL FERUGA

Jak pan ocenia dorobek beniaminka z Katowic na półmetku ligi?

– Na bardzo duży plus. Wiemy, w jakich okolicznościach GKS awansował, ruszając z 12. lokaty w I lidze. Rok 2024 jest dla niego bardzo udany. Wyniki w ekstraklasie są miarodajne i wydaje mi się, że środek tabeli to dla GieKSy bardzo duży sukces.

Odnoszę wrażenie, że nie spodziewał się pan aż tak dobrej gry katowiczan.

– Na pewno, bo nie dokonali aż tak silnych wzmocnień. Większość zawodników, która tam została, to solidni pierwszoligowcy – oczywiście nikomu niczego nie ujmując, bo są bardzo dobrzy. Ale z przeszłością ekstraklasową jest tam średnio. To budujące, że czasem nie trzeba sięgać po nie wiadomo kogo, bo wystarczy zaufać. Trener Rafał Górak wyciąga 150 procent z zawodników, którzy są teraz w GieKSie i robi dobrą robotę.

13 lat temu spędził pan jedną rundę w GKS-ie Katowice... pod wodzą trenera Góraka. Jaki to był trener wtedy, a jaki jest dzisiaj?

– Byliśmy razem w Tychach i potem przeszliśmy do Katowic. Trener Górak zebrał przez ten czas ogromne doświadczenie i czekał bardzo długo na ekstraklasę. Był w GieKSie, rozstał się z nią, wrócił – wiemy też, jakie były okoliczności i że niedawno kibice chcieli się go przecież pozbyć. Później go za to przeprosili, co było super zachowaniem. Co do warsztatu, śledząc jego wypowiedzi, jest bardziej wyważony, konkretny. Zawsze był mega inteligentną osobą i dobrym trenerem, ale 13 lat doświadczenia to bardzo dużo i tego się nie kupi.

GieKSa kończy rok meczem w Radomiu z rywalem ze strefy spadkowej. Będzie faworytem?

– Radomiak ma nóż na gardle. Mocno potrzebuje punktów, ale GieKSa się nie położy. Katowiczanie mają jednak swój atut w postaci stałych fragmentów gry, co może być pomocne. Nie będzie to jednak łatwy mecz. Radomiak jest doświadczony, trochę już gra w ekstraklasie i będzie chciał zatrzymać punkty u siebie, żeby mieć trochę spokojniejszą zimę. W przypadku porażki ten nóż na gardle może być już bardzo głęboko.

Górnik wygrał pięć z sześciu ostatnich meczów, ale teraz na Roosevelta przyjedzie lider z Poznania. Zabrzanom w ostatnich latach bardzo słabo szło z Lechem u siebie. Czy teraz widzi pan dla nich jakieś nadzieje na zwycięstwo?

– Gdyby nie potknięcie Lecha z Piastem przed tygodniem, Górnikowi byłoby dużo łatwiej. Lech w tej rundzie nie stracił punktów dwa razy z rzędu. Jest podrażniony, bo remis w Gliwicach go zabolał. Ma swoje plany i skupia się tylko na ekstraklasie. Górnika czeka bardzo trudne zadanie, ale wygrać w polskiej lidze pięć z sześciu spotkań to jest sztuka i nie można go skreślać.

No i jeśli już Lech gdzieś gubił punkty, to raczej na wyjeździe.

– Dlatego szukałbym w tym szansy dla Górnika. Ale tak jak mówiłem, szkoda, że Lech przyjedzie rozdrażniony utratą punktów z Piastem. Jego siła może być razy dwa i choć słabiej punktuje na wyjeździe, będzie chciał przypieczętować dobrą jesień zwycięstwem.

Lech nie gra w żadnych pucharach, na brak zaplecza nie może narzekać, kasa jest... Słychać głosy, że brak mistrzostwa będzie w Poznaniu ogromnym rozczarowaniem. Zgadza się pan z tym?

– Przy tak małej liczbie meczów jak najbardziej. Lech zazwyczaj grał na dwóch-trzech frontach, a teraz jest tylko jeden. Szybko poszło. Przy takim terminarzu i z takim potencjałem musi za wszelką cenę zdobyć mistrzostwo.

Co pana okiem dzieje się w Śląsku Wrocław?

– Wydawało się, że pierwszy mecz po zmianie trenera, kiedy Śląsk zremisował z Jagiellonią 2:2, zapoczątkuje pozytywny trend, ale znowu zgubili punkty, tym razem z Puszczą. Wygląda, jakby nic się nie zmieniło. Dużo pracy przed nowym dyrektorem sportowym Rafałem Grodzickim – czy trzeba szukać nowego szkoleniowca? Odpadli z Pucharu Polski i mamy niespotykaną sytuację, kiedy wicemistrz jest na 18. pozycji. Ciężko będzie się mu wygrzebać. Nie wiem, jak to wytłumaczyć. Nie jest to aż tak diametralnie zmieniona drużyna, chociaż dużo doświadczonych zawodników faktycznie odeszło. W Śląsku już nie ma ludzi, którzy decydowali o wicemistrzostwie. Gra dużo młodzieży i jeśli nie obuduje się jej doświadczeniem klasowych piłkarzy, to będzie bardzo trudno. Myślę, że zima na rynku transferowym będzie we Wrocławiu intensywna. Śląsk skończy rok wyjazdem na Lechię Gdańsk, a to kolejny ważny mecz, który zadecyduje, czy zespół będzie miał szanse na utrzymanie. Żal, aby tak duże kluby grały w I lidze, ale... ktoś musi spaść.

A co słychać ciekawego w Zawiszy Bydgoszcz?

– Powoli leci (śmiech). Od tygodnia mamy przerwę. Skończyliśmy pierwszą rundę z dużymi aspiracjami przed rundą rewanżową (szóste miejsce w II grupie Betclic 3. Ligi – przyp. red.). Jesień była dla nas dziwna. III liga jest ciężka sama w sobie, a my mieliśmy jeszcze 11 wyjazdów z rzędu, bo na naszym stadionie trwały prace remontowe. W perspektywie mamy 12 z 16 meczów u siebie i realne szanse na to, aby Zawisza wrócił na miejsce, na jakim powinien być. Uważam, że tak duże kluby powinny grać na poziomie centralnym. Infrastruktura i wszystko pozostałe jest w Bydgoszczy jak najbardziej na plus. Wiadomo, że za samą nazwę nikt nikomu nic nie da, ale razem z trenerem Adrianem Stawskim chcemy wyciągnąć Zawiszę do II ligi, a później... kto wie?

Rozmawiał Piotr Tubacki