Udany debiut Sochana!

Wygrana Portland Trail Blazers na otwarcie pre-season. Bardzo solidny występ Polaka.

Pierwszy mecz przedsezonowy Portland pokazał, że w zespole jest chemia. Fot. Portland Trail Blazers

NBA

W swoim pierwszym meczu przedsezonowym drużyna ze stanu Oregon pokonała na własnym parkiecie Golden State Warriors 123:118. Choć spotkanie rozegrane w Moda Center straciło nieco na widowiskowości ze względu na brak dziesięciu (!) kluczowych zawodników gości (w tym Stephena Curry'ego, Draymonda Greena i Ala Horforda), kibice z Portland mieli powody do świętowania.

Blazers rozpoczęli z dużą energią, odskakując w pierwszej kwarcie na 9 punktów. Po pierwszej przerwie telewizyjnej prowadzili 18:12, imponując skutecznością z dystansu (4/5 za trzy). Portland utrzymało solidne tempo, schodząc do szatni z prowadzeniem 57:50. Świetnie prezentował się Damian Lillard, który do przerwy zdobył 15 punktów.

Warriors, napędzani przez rezerwowych, zdołali wyrównać grę w czwartej kwarcie. Ostateczny cios zadali jednak gospodarze – po trafieniu Brandena Carlsona Portland odzyskało prowadzenie (92:91), a kluczowa trójka Micah Portera na niespełna trzy minuty przed końcem przypieczętowała zwycięstwo.

Świetnie rzucali

Amerykańskie media wyliczają pozytywy nowej drużyny z Oregonu: świetna dyspozycja strzelecka Deniego Avdiji (bardzo wysoka efektywność) oraz dynamiczna gra Lillarda, który imponował przyspieszeniem i łatwością mijania rywali. Znakomicie funkcjonował też cały zespół w rzutach z dystansu – Blazers trafili 38,6 procent trójek (w pierwszej połowie aż 40 proc.), co stanowi wyraźny progres względem zeszłego sezonu. W defensywie rządzili Williams III (5 bloków) oraz Clingan (10 zbiórek).

Nie brakowało też mankamentów: przede wszystkim sporo chaosu w grze zmienników. Sidy Cissoko zagrał bardzo niepewnie, marnując czyste pozycje i popełniając błędy przy wejściach podkoszowych. Poniżej oczekiwań zaprezentował się również Ja Morant – choć zanotował 5 asyst, grał mało efektywnie i popełnił aż 4 straty.

Dla polskich kibiców ważne, że debiut Jeremy’ego Sochana w barwach Portland był niezwykle efektywny i udany. Polak, walczący na niegwarantowanym kontrakcie o stałe miejsce w rotacji trenera Micaha Noriego, maksymalnie wykorzystał każdą chwilę na parkiecie.

Jego występ trwał dokładnie 9 minut i 16 sekund. Polak zdobył w tym czasie 10 punktów, trafiając znakomite 4 z 6 rzutów z gry, w tym perfekcyjne 2 na 2 z dystansu. Zapisał również 1 zbiórkę oraz wskaźnik +/- na poziomie +12, co było najwyższym wynikiem w zespole. Polak zagrał bardzo czysto – nie zanotował ani jednej straty i popełnił tylko jeden faul.

Pozytywny chaos

Wchodząc z ławki rezerwowych, reprezentant Polski dał drużynie potężny impuls. Najpierw dwukrotnie bezbłędnie przymierzył z dystansu po podaniach Vita Krejciego i Chrisa Youngblooda, a w czwartej kwarcie popisał się efektownym, dynamicznym wsadem po kolejnej asyście Youngblooda. – Przez całe lato ciężko pracowałem nad rzutem i cieszę się, że to procentuje. Moim celem jest po prostu wychodzić na parkiet, wnosić maksimum energii i robić to, czego akurat potrzebuje drużyna. Nieważne, czy dostaję 9 minut, czy więcej. Chcę być kimś, kto wnosi pozytywny chaos, gra twardo w obronie i pomaga wygrywać – mówił zaraz po meczu. – Chłopaki świetnie dzielili się piłką. Kiedy Chris [Youngblood] czy Vit [Krejci] podawali mi na czystą pozycję, moim zadaniem było po prostu trafić. Mamy w Portland młodą, niesamowicie energetyczną grupę i ta chemia między nami już teraz jest świetna.

Portland swój kolejny mecz przedsezonowy rozegrają w poniedziałek, podejmując w Moda Center brytyjski zespół London Lions.

(pp)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się