Uczeń przerósł nauczyciela
Chorzowianie pod wodzą Dawida Szulczka wygrali derby w Tychach. Gola na wagę trzech punktów zdobył Łukasz Moneta.
Przed momentem Łukasz Moneta zapewnił „Niebieskim” zwycięstwo. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus
Bardziej godne odnotowania było to, że gospodarze w porównaniu z ostatnim spotkaniem wyszli na murawę z trzema roszadami w podstawowej jedenastce. Zabrakło w niej Jakuba Tecława, Rafała Makowskiego i Bartosza Śpiączki, a pojawili się Julian Keiblinger, Wiktor Niewiarowski i Daniel Rumin. Goście natomiast pokazali tylko jedną „nową twarz”, bo pozyskany niemal w ostatniej chwili Jakub Myszor zastąpił Mohameda Mezghraniego.
Najważniejsze było jednak to, że zespół przyjezdnych wszedł w mecz bardziej zaangażowany. Miejscowych mogła wybić z rytmu kontuzja Mamina Sanyanga, który już w 5 minucie bez kontaktu z rywalem upadł na murawę, a w 7 minut później zgłosił, że nie jest w stanie kontynuować gry. Jednak i chorzowianie stracili piłkarza, bo trafiony przez Mateusza Hołownię czołem w twarz Myszor zakrwawiony i z mocno podbitym okiem musiał pójść do szatni.
Jeżeli chodzi o sytuacje bramkowe to najwięcej w pierwszej połowie miał ich Łukasz Moneta. Były piłkarz GKS-u Tychy najpierw w 27 minucie uciekł obrońcom tyszan i wpadł w pole karne, ale jego strzał bramkarz obronił nogą. Następnie w 40 minucie - kiedy zespoły wróciły na murawę po przerwie spowodowanej zadymieniem murawy - wychowanek LKS-u Brzezie znowu stanął oko w oko z Marcelem Łubikiem, który popisał się refleksem i ręką odbił futbolówkę. W 44 minucie sprawdziło się jednak powiedzenie do trzech razy sztuka. Golkiper trójkolorowych, rozpoczynając akcję niefrasobliwym podaniem ze swojego pola bramkowego zagrał, zbyt lekko w kierunku Nemanji Nedicia, a Moneta przejął podanie i z 20 metra ruszył do ataku, żeby z zimną krwią wykorzystać prezent i strzałem z 10 metra ustalił wynik meczu.
O przewadze gości w pierwszej połowie świadczył też bilans celnych strzałów schodzących na przerwę piłkarzy, 5:1 dla „Niebieskich”, którzy także tuż po zmianie stron, bo już w 46 sekundzie drugiej połowy byli blisko podwyższenia wyniku. Soma Novothny po wrzutce Martina Konczkowskiego główkował jednak w poprzeczkę.
Wprawdzie tyszanie próbowali atakować i groźnie wykonywali rzuty rożne, ale pudłowali, finalizując swoje akcje, a chorzowianie byli konkretniejsi. W 88 minucie Bartłomiej Barański minął już nawet Łubika, ale ostemplował słupek, a w drugiej minucie doliczonego czasu gry Daniel Szczepan strzelił celnie, jednak golkiper tyszan był dobrze ustawiony. Rezultat nie uległ więc zmianie, ale przewaga i mądrość piłkarzy Ruchu dążących od początku do końca do zwycięstwa została wynagrodzona 3 punktami.
Jerzy Dusik
