Tytuł już tuż-tuż!

Polacy zagrają o złoto mistrzostw Europy! Słoweńcy stawili opór, lecz zostali zmieleni przez biało-czerwoną maszynkę.

Polski blok miał momentami sporo kłopotów, by zatrzymać Nika Mujanovicia. Fot. PAP/Darek Delmanowicz

MISTRZOSTWA EUROPY MĘŻCZYZN

Biało-czerwoni to obrońcy tytułu i już przed zawodami byli uznawani za głównych faworytów. W półfinale trafili jednak na nieobliczalnych Słoweńców. Drużyna ta w przeszłości często krzyżowała szyki naszej ekipie. Słoweńcy w mistrzostwach Europy eliminowali Polaków w 2015 roku, wygrywając 3:2 w ćwierćfinale, dwa lata później 3:0 w barażu o ćwierćfinał, a w 2019 i 2021 roku zwyciężyli w półfinale po 3:1. W ostatnich latach częściej górą byli jednak Biało-czerwoni. Przed trzema laty, w poprzedniej edycji mistrzostw Europy, wygrali w półfinale 3:1, by później sięgnąć po złoto. Lepsi okazali się też w ćwierćfinale igrzysk olimpijskich w Paryżu (3:1) i w półfinale tegorocznej edycji Ligi Narodów (3:0).

– Słowenia to mocny zespół, z którym spotykamy się w ważnych fazach turnieju. Dołączył do niego jeszcze Klemen Cebulj, który jest bardzo ofensywnym zawodnikiem, wyższym niż kontuzjowany Tine Urnaut, co otwiera przed nim więcej możliwości. Rywale potrafią być niebezpieczni przy dobrym przyjęciu, więc musimy zrobić wszystko, by odrzucić ich od siatki – analizował Marcin Komenda, rozgrywający naszej ekipy.

Pewny sukcesu był Bartłomiej Lemański. – Jeśli pokażemy się tak, jak do tej pory w większości meczów, to spokojnie zobaczymy się w finale, a myślę, że stać nas na dużo więcej – zapewnił nasz środkowy.

Mocny początek, nerwowa końcówka

Polacy, zgodnie ze słowami Komendy, od pierwszej zagrywki rozpoczęli bombardowanie rywali. Zaczął Wilfredo Leon, który już przy pierwszym serwisie posłał asa. Nasz przyjmujący pokazywał też klasę w ataku, prezentując cały wachlarz zagrań, od potężnych uderzeń, z których słynie, po techniczne kiwki. Za każdym razem był skuteczny. Dobrze prezentowali się też nasi pozostali skrzydłowi, Tomasz Fornal i Bartłomiej Bołądź. Ten pierwszy, obciążony zadaniami defensywnymi, rzadziej udzielał się w ofensywie, za to Bołądź rozbijał blok rywali.

Słoweńcy nie odpuszczali i trzymali dystans. Pierwsi jednak zaczęli popełniać błędy. Ataki przestrzelili Nik Mujanović i Rok Mozić. Polacy uciekli na cztery punkty (11:7), a potem prowadzenie powiększyli (20:14). Wydawało się, że w pierwszym secie emocji już nie będzie. Słoweńców nie należy jednak lekceważyć. To zawodnicy, którzy walczą do końca. Zanotowali czteropunktową serię – m.in. Jan Kozamernik zablokował Szymona Jakubiszaka, a Mozić Bołądzia – i zrobiło się nerwowo. Rywale mieli tylko punkt straty (22:23). Wtedy ważną akcję skończył Bołądź i Biało-czerwoni mieli dwie piłki setowe. Pierwszą rywale obronili, przy drugiej „pomógł”… Cebulj, który decydującą zagrywkę posłał w siatkę.

Młody lider

Druga odsłona była jeszcze bardziej nerwowa. Nasz zespół znów prowadził i znów roztrwonił przewagę. Poziom trzymał Lemański, ale słabsze momenty mieli Leon i Bołądź. Grali bardzo nierówno – szło im jak po grudzie, dobre akcje przeplatali fatalnymi błędami. Bołądź nie kończył m.in. piłek na pojedynczym bloku, kilka razy nie trafił też w pole gry. Słoweńców w grze trzymał z koli Mujanović. Młody atakujący praktycznie się nie mylił, raz za razem popisując się efektownymi zbiciami. Przy stanie 21:21 nastąpił przełom. Nasza drużyna wywalczyła trzy kolejne punkty: po ataku i bloku Lemańskiego oraz ataku Leona. Odmienić losy seta próbował jeszcze zagrywką Mujanović, który ustrzelił Pawła Zatorskiego i Fornala, lecz strata była zbyt duża.

Perfekcyjny rezerwowy

Dwa przegrane sety nie zabiły woli walki Słoweńców. Trzeci set zaczęli z wysokiego pułapu, bo od prowadzenia 3:0. Wygrywali jeszcze 11:7. To jednak wszystko, na co pozwolili im Biało-czerwoni. Grę naszej drużyny uspokoił Kamil Semeniuk, który wszedł za gasnącego Leona (zmaga się on z drobnym urazem). Semeniuk uspokoił przyjęcie, dobrze zagrywał i kończył ataki – słowem: był perfekcyjny w każdym elemencie. Polacy nie tylko błyskawicznie odrobili straty, ale i wyszli na prowadzenie. To był decydujący moment. Słoweńcy, gdy musieli gonić wynik, byli niezłomni, natomiast gdy stracili przewagę, uszło z nich powietrze. Ostatnie punkty oddali praktycznie bez walki.

Siła środkowego

Polacy nie zachwycili, ale pokazali zespołową i zrównoważoną siatkówkę. Najskuteczniejszy był Bołądź (14 pkt), ale aż trzech kolejnych zawodników - Lemański, Fornal i Leon - zanotowało po 11 punktów. Świetny był zwłaszcza Lemański. W ataku nikt nie był w stanie go zatrzymać – skończył siedem z dziewięciu ataków (78 procent skuteczności), dołożył do tego dwa asy serwisowe i aż cztery bloki.

Biało-czerwoni drugą edycję z rzędu zagrają w finale europejskiego czempionatu. Trzy lata temu w Rzymie wygrali z Włochami. Teraz staną przed szansą na trzeci złoty medal imprezy tej rangi (wcześniej byli najlepsi też w 2009 roku).

(mic)

◼ Słowenia - Polska 0:3 (23:25, 23:25, 18:25)

SŁOWENIA: Planinsić, Mozić (7), Kozamernik (7), Mijanović (20), Cebulj (9), Pajenk (2), Kovacić (libero) oraz Bracko, Okroglić, Najdić (1). Trener Fabio SOLI.

POLSKA: Komenda (1), Leon (11), Jakubiszak (3), Bołądź (14), Fornal (11), Popiwczak (libero) oraz Szalpuk, Semeniuk (4), Granieczny. Trener Nikola GRBIĆ.

Sędziowali: Dominga Lot (Włochy) i Catalin Paul Alexi-Szabo (Rumunia). Widzów 7054.

Przebieg meczu
I: 7:10, 12:15, 14:20, 23:25.
II:
7:10, 11:15, 19:20, 23:25.

III: 10:7, 14:15, 17:20, 18:25.
Bohater – Bartłomiej LEMAŃSKI.

  

POWIEDZIELI

◼ Wilfredo LEON: - To już są finały, nieważne, jak się czuję, ważne, że dalej jesteśmy w stanie wygrać. Czuło się, że to będzie intensywny mecz punkt za punkt. To nie jest pierwszy raz, kiedy z nimi graliśmy, akurat w takim turnieju liczby przemawiają za nami, ale ja nie patrzę na liczby. Patrzę na to, jak się czuje drużyna i w jakim momencie jesteśmy. To jest najważniejsze. Wiem doskonale, że jesteśmy w o wiele lepszej formie i że bardzo nam zależało, żeby być w finale. Trener nam powiedział, że teraz będą dwa mecze, które na pewno nie będą łatwe. Było trudno, ale wygraliśmy 3:0. Można powiedzieć, że 3:0, czyli dosyć szybko, ale nie - było punkt za punkt. Mieliśmy w jednym momencie trochę prowadzenia, później straciliśmy te punkty i było trochę nerwowo`. 

◼ Tomasz FORNAL: - Tego meczu nie graliśmy wybitnie, ale zwycięzców się nie ocenia. Wygraliśmy 3:0 i gramy w finale. To jest najważniejsze. Nie grając zawsze idealnie, ważne jest, że wygrywamy. Trochę problemów sprawił nam Mujanović. To młody chłopak, wyskakany, dynamiczny, świetnie atakuje i zagrywa. Sam Mujanović to jednak na nas zbyt mało. Szacunek dla Słoweńców, bo mimo straty dwóch setów nie poddali się i wracali.

◼ Marcin KOMENDA: - Zgodnie z przewidywaniami, był to trudny mecz. Co uciekaliśmy, to Słoweńcy nas dochodzili. Dwa pierwsze sety niby mieliśmy pod kontrolą, ale cały czas musieliśmy uważać. Na początku trzeciej partii rywale zrobili dobrą robotę. Był moment, w którym odskoczyli na 11:7. Ale wróciliśmy i to był kluczowy moment. Gdy ich doszliśmy, nie wytrzymali presji. Generalnie trudny mecz, bo Słoweńcy, szczególnie zagrywką, sprawiali nam dużo problemów. Z tego jednak słyną. Ale przetrzymaliśmy. Nieźle się broniliśmy, sporo skończyliśmy piłek z trzeciego czy czwartego metra od siatki, nieźle graliśmy na wysokiej piłce… Każdy dołożył cegiełkę do tego zwycięstwa i nie tylko ci, którzy byli na boisku, ale także rezerwowi, którzy nie mają okazji zbyt często pojawiać się na parkiecie. Cały czas są pozytywni, cały czas nas wspierają. Wielki szacunek dla całej naszej piętnastki.

◼ Kamil SEMENIUK: - Mogliśmy się spodziewać tego, że po dwóch przegranych setach w trzecim Słoweńcy rzucą do walki wszystko co najlepsze, że wyjadą mocno zdeterminowani. Grali bardzo dobrze, a nasza gra się trochę rozregulowała.  Cieszę się, że swoim wejściem pomogłem. Najważniejsze, że cała drużyna dobrze zagrała i jesteśmy w finale.

◼ Klemen CEBULJ: - To nasza natura, że walczymy o każdą  piłkę. Polacy byli jednak mocno zdeterminowani i bardzo się starali, by jak najszybciej wygrać. W pierwszych dwóch setach zabrakło nam cierpliwości w trudnych piłkach. Za szybko chcieliśmy zdobyć punkt. W trzecim secie mieliśmy szansę gdy zatrzymaliśmy najlepszego przyjmującego świata, Wilfredo Leona. Wtedy wszedł następny najlepszy przyjmujący świata Kamil Semeniuk i zrobił robotę.


____________________________________

„Semen” to maszyna!

TRZY PYTANIA DO... NIKOLI GRBICIA, trenera reprezentacji Polski

1. Zwycięstwo cieszy, a gra?

- Nie graliśmy naszej najlepszej siatkówki, nie zaprezentowaliśmy najwyższego poziomu. Ważne jednak, że wygraliśmy. Mam nadzieję, że w finale zaprezentujemy się lepiej.

2. Co było przyczyną słabszej postawy?

- Tak jest, gdy grasz półfinał. Jest presja, nowa hala... Wiem, że zawodnicy chcieli pokazać jak najlepszą siatkówkę, ale po drugiej stronie są rywale, którzy nie pozwalają grać tak, jakbyś chciał. Zresztą to samo dotyczy Słoweńców. Oni potrafią grać bardzo dobrze, ale gdy po drugiej stronie są Polacy, nie jest to łatwe. Możemy grać dużo lepiej i mam nadzieję, że pokażemy to w decydującym meczu.

3. W trzecim secie przegrywaliście już 7:11 i wtedy wprowadził pan Kamila Semeniuka, który odmienił grę. To zawodnik od zadań specjalnych?

- Wiedziałem, że „Semen” to maszyna. Za każdym razem, gdy musi grać, jest gotowy pomóc zespołowi. To właśnie jego postawa była decydująca w trzecim secie. Odrobiliśmy straty, wróciliśmy do meczu i wygraliśmy łatwiej niż dwa pierwsze sety. Zdecydowała nasza jakość.


ZDANIEM EKSPERTA

Piotr Gruszka, były znakomity reprezentant Polski, m.in. mistrz Europy z 2009 roku

- To nie był wybitny mecz, ale zwycięzców się nie sądzi. Wiadomo było, że Słoweńcy muszą zaryzykować, podobnie jak inne zespoły, żeby utrudnić Wilfredo Leonowi atakowanie. Wszyscy grając z nami muszą ryzykować, żeby nas jak najbardziej odrzucić od siatki. To jest ta trudność dla naszych rywali, nawet jeśli mamy problemy i gorsze momenty. To był trudny mecz dla każdego zawodnika. Wszyscy dali coś od siebie. Tomasz Fornal robił swoje. Wyróżniał się Bartłomiej Lemański. To wyśmienity sezon w jego wykonaniu. Znamienne jest, że nawet po awansie do finału szukamy minusów w naszej grze. Dobrze się broniliśmy. Świetnie działał blok. Wyłączyliśmy atuty rywali. W drużynie takiej, jak Słowenia wszystko musiałoby funkcjonować na najwyższym poziomie, żeby nawiązała z nami walkę.

Kamil Semeniuk w trzecim secie pociągnął drużynę. Fot. PAP/Darek Delmanowicz

Nikola Grbić kilka razy mocno się zaniepokoił postawą swoich zawodników. Fot. PAP/Darek Delmanowicz

Piotr Gruszka. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się