Tyski punkt... odbicia

Ostatni zespół drugiego frontu, chcąc marzyć jeszcze o jakichkolwiek szansach na utrzymanie, musi poprawić wejście w mecz.

Tyszanie w Bytomiu zdobyli punkt, ale w niewielkim stopniu poprawiło to ich szanse na pozostanie w I lidze. Fot. Łukasz Sobala / Press Focus

GKS TYCHY

O sytuacji, w której znalazł się GKS, wszystko, co można napisać o grze piłkarzy w koszulkach z trójkolorowym trójkątem na piersi, musi się rozpocząć od spojrzenia na tabelę. Rene Poms, który przejął zespół po rezygnacji Łukasza Piszczka, startował z samego dna, mając sześć punktów straty do rywali z miejsc dających utrzymanie. Po dwóch spotkaniach już pod wodzą austriackiego szkoleniowca Tyszanie nadal są na ostatniej pozycji, a Stal Mielec, która otwiera strefę bezpieczeństwa, ma nie tylko osiem „oczek” więcej, ale jeszcze bonus w postaci wygranych w bezpośrednich starciach.

W dwóch słowach: jest źle, ale mimo to najwięksi optymiści wśród kibiców klubu, który pół wieku temu walczył o mistrzostwo Polski i ostatecznie sięgnął po wicemistrzostwo (to do tej pory największy sukces w historii), wierzą, że karta może się odwrócić.

Gonić wynik

– Zaczęliśmy bardzo pechowo – podkreślił po niedzielnym meczu w Bytomiu trener Tyszan, którzy już w 30 sekundzie gry stracili gola. – Od pierwszej minuty musieliśmy gonić wynik. To bardzo trudne, ale z tego, co było później, mogę być dumny. Drużyna zareagowała bardzo dobrze. Zaczęliśmy walczyć i grać tak, jak chcieliśmy. Mieliśmy dobre fazy przejściowe, a także sytuacje do zdobycia bramek. Strzeliliśmy jednego gola i ostatecznie zremisowaliśmy 1:1, co w Bytomiu nie jest złym wynikiem, choć w ciągu 90 minut chcieliśmy zdobyć trzy punkty – podkreślał trener GKS-u. 

Mówiąc o tym, że w Bytomiu remis Tyszan nie jest złym wynikiem, Poms miał chyba na myśli osiągnięcia Polonii z rundy jesiennej. W ubiegłym roku podopieczni Łukasza Tomczyka faktycznie byli rewelacją rozgrywek i na swoim boisku na 10 spotkań wygrali sześć, trzy zremisowali i ponieśli tylko jedną porażkę. Po odejściu tego szkoleniowca do Rakowa Częstochowa albo – jak kto woli – po przyjściu Patryka Czubaka niebiesko-czerwoni spisują się fatalnie. Remis z takim rywalem nie jest więc dla Tyszan powodem do dumy, ale można uznać, że faktycznie „coś drgnęło” w grze trójkolorowych.

Umiejętność reakcji

To bardzo trudny sezon dla GKS-u Tychy – dodał austriacki szkoleniowiec. – Kiedy ma się tyle meczów bez zwycięstwa, pewność siebie nie jest, siłą rzeczy, na najwyższym poziomie. Jednak szczerze mówiąc, kiedy zaczynasz poprzedni mecz ze Śląskiem od dwóch „podarowanych” rywalowi bramek, bo Wrocławianie nie oddali ani jednego strzału, a prowadzili 2:0, natomiast w Bytomiu już w 30 sekundzie tracisz gola, to w takim momencie liczy się już tylko to, jak zareagujesz. Można się załamać i pozwolić się dobić, ale my zareagowaliśmy, wracając do gry. To, jak funkcjonowała drużyna po takich ciosach, sprawia, że jestem bardzo optymistycznie nastawiony i wierzę, że GKS Tychy utrzyma się w I lidze.

Liczby zaprzeczają

Trener mówi swoje, a liczby... mu zaprzeczają. W Bytomiu po pierwszej połowie, w której Polonia miała 64 procent posiadania piłki, goście oddali sześć strzałów przy trzech uderzeniach rywali, ale w pozycji strzały celne odnotowano – tak jak na tablicy wyników – 1:0. Natomiast na koniec spotkania miejscowi mieli nie tylko przygniatającą przewagę w rozgrywaniu futbolówki, ale w strzałach wyszli na prowadzenie 12:11, a także w rubryce strzały celne wygrali 5:2. Mimo to trener Poms upierał się, że potencjał GKS-u jest znacznie wyższy od pozycji w tabeli i ma teraz przerwę na grę reprezentacji, żeby przygotować swoich podopiecznych do gry na ich normalnym pułapie. 

Austriacki prorok? 

Ta drużyna ma jakość. Być może zawodnicy nie mogli tego pokazać do tej pory na boisku, ale widać, że oni potrafią grać w piłkę. Nasz sztab szkoleniowy ma jasny plan i wiemy, co chcemy robić, żeby osiągnąć cel. Drużyna rozumie, co chcemy grać i w porównaniu do spotkania przed tygodniem zrobiła duży krok do przodu. Jestem więc pewien, że podczas reprezentacyjnej przerwy zrobimy jeszcze więcej, żeby być lepszym zespołem. Jestem też pewien, że w kolejnym meczu zdobędziemy trzy punkty – zapewnił Rene Poms.

Czy Austriak jest prorokiem? Zobaczymy 4 kwietnia, bo wtedy do Tychów przyjedzie przedostatni w tabeli Znicz Pruszków. Z kim, jak nie z bezpośrednim sąsiadem z tabeli i kiedy, jeżeli nie w Wielką Sobotę? W końcu to idealny termin na „cud zmartwychwstania”.

Jerzy Dusik 

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się