Tyska katastrofa...
Łukasz Piszczek boleśnie odczuł zderzenie z mielecką Stalą.
Kamil Cybulski (z prawej) strzelił gola i zanotował asystę. No ale skoro naprzeciwko grała najgorsza defensywa ligi... Fot. Marta Badowska/Press Focus
Na początku relacji z meczu Stali Mielec z GKS-em Tychy trochę historii... Jednak nie tej sprzed pół wieku, kiedy oba kluby zapisały najpiękniejsze karty w swoich kronikach. Mielczanie sięgnęli bowiem wtedy po drugie – ostatnie jak do tej pory – mistrzostwo Polski, a Tyszanie zostali – jeden jedyny raz – wicemistrzami kraju. Wracamy bowiem do ubiegłego roku. 21 sierpnia Stal ostatni raz wygrała mecz na swoim boisku, a tego samego dnia GKS zapisał na swoim koncie wygraną, po której już nie zaznał smaku zwycięstwa. Nic więc dziwnego, że po 197 dniach Trójkolorowi znaleźli się na dnie tabeli i po tym, co drużyna Łukasza Piszczka pokazała na mieleckim stadionie, nic nie wskazuje na to, żeby się od tego dna odbiła.
Kolekcjonerzy goli straconych
Zespół, który przyjechał na mecz z rywalem, także zajmującym miejsce w strefie spadkowej, po 23 kolejkach legitymował się największą liczbą straconych goli i... szybko dorzucił kolejne. Już w 15 minucie Luis Silva tak niefrasobliwie wyrzucił piłkę z autu, że rywale wyprowadzili zabójczą kontrę. Wystarczyło prostopadłe zagranie Chemy Nuneza, żeby Paweł Kruszelnicki pokazał obrońcom przeciwników numer swojej koszulki na plecach i samotnie wbiegł w pole karne, a tam spokojnie wygrał pojedynek z Jakubem Mądrzykiem. Bramkarz, który w poprzednim sezonie bronił bramki Stali, bezradny był także 10 minut później. Tym razem jednak Hiszpan podał na skrzydło do strzelca pierwszego gola, a wychowanek Sparty Prudnik zapisał na swoje konto asystę. Podanie wzdłuż pola karnego trafiło bowiem do Kamila Cybulskiego, a 20-latek wypożyczony z Widzewa z 10. metra dopełnił formalności. Według scenariusza „strzeliłeś, to podaj koledze” przebiegła także akcja z 28 minuty, bo Cybulski po ograniu na lewym skrzydle Kasjana Lipkowskiego dograł do Nuneza, a wyrastający na lidera Stali wychowanek CF Puebla strzałem z 5 metra ustalił wynik pierwszej połowy.
Strzał do pustej
Na te trzy gole gospodarzy przyjezdni odpowiedzieli... jedynym celnym strzałem, oddanym przez Bartłomieja Barańskiego w 41 minucie, ale Maciej Gostomski efektowną paradą potwierdził swoją wysoką klasę. Nie można tego powiedzieć o jego vis a vis, bo w 67 minucie Mądrzyk, po zagraniu piłki przez Kristiana Fućaka w pole bramkowe, przepuścił futbolówkę pod ręką, a Fryderyk Gerbowski tuż po wejściu na boisku z dwóch metrów trafił do pustej bramki. W ten sposób podopieczni Ireneusza Mamrota wykonali duży krok w kierunku odbudowania wiary w utrzymanie w I lidze, a Łukasz Piszczek jako trener GKS-u Tychy nadal nie zna smaku zwycięstwa.I nic nie wskazuje na to, że sytuacja się zmieni.
Jerzy Dusik
OCENA MECZU⭐ ⭐ ⭐
◼ Stal Mielec – GKS Tychy 4:0 (3:0)
1:0 – Kruszelnicki, 15 min, 2:0 – Cybulski, 25 min, 3:0 – Nunez, 28 min, 4:0 – Gerbowski, 67 min
STAL: Gostomski – Szeliga, Szala, Puerto, Matynia – Kruszelnicki (62. Gerbowski), Wlazło, Piszek (70. Bukowski), Nunez (80. Cykało), Cybulski (70. Kowalski) – Fućak (80. Lukić). Trener Ireneusz MAMROT.
GKS: Mądrzyk – Lipkowski (46. Wełniak), Tecław, Luis Silva – Machowski, Listkowski (58. Szpakowski), Wuwer (58. Łysiak), Sandoval (46. Błachewicz) – Kądzior, Krawczyk (73. Rumin), Barański. Trener Łukasz PISZCZEK.
Sędziował Łukasz Szczech (Warszawa). Widzów 2081. Żółte kartki: Piszek, Kruszelnicki – Wuwer, Listkowski, Szpakowski, Barański.
