Tylko Zagłębie dało radę
Z DRUGIEJ STRONY - Michał Zichlarz
Za nami już – niestety przegrana – rywalizacja mistrza Polski Lecha z Crveną zvezdą w III rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Champions League szybko, jak zresztą, co roku - mamy z głowy. Choć współczynnik punktowy za grę naszych klubów w europejskich pucharach idzie mocno do góry, to jednak nie potrafimy sforsować drzwi do raju bram, albo przynajmniej jego przedsionka. Przecież nawet gra w IV rundzie eliminacji to wpływ do klubowej kasy rzędu prawie 4,5 mln euro, co w przeliczeniu na złotówki daje po obecnym kursie prawie 20 mln złotych. To ogromna suma. Budżet Lecha szacowany jest na ok. 49,5 mln euro, byłoby to więc prawie 10 proc. wpływów za ledwie wygranie dwumeczu z belgradczykami. No właśnie, ledwie… Budżet Crvenej zvezdy jest jeszcze większy, bo to ok. 70-80 mln euro. Klub z Belgradu nastawia się co roku na grę w europejskich pucharach, bo na własnym podwórku nie ma konkurencji, poprzedni sezon skończył z 27 punktami przewagi nad Partizanem.
W ostatnich 10 latach klub z Belgradu w grupowych rozgrywkach Champions League czy w fazie ligowej (poprzedni sezon) grał cztery razy. To więcej niż wszystkie nasze kluby razem wzięte! My mamy tylko Legię w sezonie 1995/96 i 2016/17 oraz Widzewa za Franciszka Smudy w rozgrywkach 1996/97. To niestety nasz cały dorobek w Lidze Mistrzów. Marny rezultat...
Co do nieszczęsnej dla nas Crvenej zvezdy, to polskie kluby w europejskich pucharach mierzyły się z nią już 6 razy i bilans jest dla nas wyjątkowo niekorzystny. Jesienią 1973 roku dwa razy poległa Stal Mielec - 1:2, 0:1, w 2007 Dyskobolia Grodzisk - dwa razy po 0:1, no i teraz Lech. We wtorek - choć to marne pocieszenie, po raz pierwszy udało się nie przegrać (1:1).
W grze lepsze od jedynego słowiańskiego klubu, który zdobywał klubowe mistrzostwo kontynentu (1991), było… Zagłębie Sosnowiec. Wydarzyło się to w 1964 roku podczas prestiżowego Pucharu Ameryki. Sosnowiczanie, którzy teraz przeżywają poważny kryzys i są na marginesie wielkiego futbolu, byli wtedy liczącą się siłą nie tylko na krajowym podwórku. W rozgrywkach Pucharu Ameryki – International Soccer League rozgrywanej od 1960 roku, która miała popularyzować „soccer”, czyli piłkę za Atlantykiem – rywalizowali właśnie z Crveną zvezdą. To był mecz o mistrzostwo grupy i możliwość gry w finale amerykańskiej Interligi z zachodnioniemieckim Werderem Brema.
„Crvena Zvezda pokonana 3:1 (1:0). W Sosnowcu szał radości. Czy tylko w Sosnowcu? Cała opinia sportowa kraju znajduje się pod wielkim wrażeniem sukcesów wicemistrza Polski na stadionach USA. Co mecz to większe osiągnięcie, to coraz większa niespodzianka dla wszystkich miłośników piłki” – entuzjazmował się „Sport” latem 1964. Oprócz Crvenej Zvezdy w pokonany polu w grupie, section II Zagłębie zostawiło jeszcze wiedeński Schwechater SC, portugalską Vitorię Guimaraes i AEK Ateny. W Crvenez Zveździe grał wtedy słynny napastnik Josip Skoblar, który strzelił bramkę Zagłębiu.
To lata temu , ale był jednak czas, że nasze kluby potrafiły rozprawiać się i zwyciężyć z naprawdę mocnymi rywalami. Zagłębie w finale rozgrywek Interligi pokonało wtedy Werder dwa razy - 4:0 i 1:0. Lechowi teraz nie wyszło, zagra w play off Ligi Europy z belgijskim Genk i oby w tej pucharowej, ligowej fazie było jak najwięcej polskich drużyn. Teraz o swoje powalcząJaga, Legia i Raków.
Michał Zichlarz
Zagłębie Sosnowiec jako jedyny polski klub w grze o coś było lepsze od Crvenej Zvezdy.
