Tylko ofensywny styl
Wisła Płock! Czy ktoś spodziewał się tak sensacyjnego lidera ekstraklasy po trzech kolejkach?
„Tylko ofensywny styl!” - Jime intonuje przyśpiewkę po zwycięskim meczu z Piastem. Fot. Dawid Figura/PressFocus
WISŁA PŁOCK
„Do samego końca walka!Tylko ofensywny styl!
Od dopingu zdarte gardła!
Wisło! Dzisiaj wygrasz ty!”
Taką właśnie przyśpiewkę słyszałem wielokrotnie w piątek podczas ligowego meczu w Płocku. Dobiegała ona z trybuny za bramką, gdzie tradycyjnie już zasiadali najbardziej zagorzali fani, ale podejmowała ją bez wahania i z największą żarliwością cała publiczność na nowiutkim stadionie na Mazowszu.
Liderem polskiej ekstraklasy jest obecnie sensacyjny beniaminek - Wisła. To bez wątpienia zaskakujące. Podobnie jak i fakt umieszczenia przez płockich kibiców frazy o ofensywnym stylu. Co można powiedzieć o sensacyjnym liderze? Dlaczego właściwie nim jest? Na co warto zwrócić uwagę?
a) sposób gry. Przyglądałem się tej drużynie w trakcie ostatniego zwycięskiego meczu z Piastem. To nie było olśniewające stylem zwycięstwo, raczej punkty zapewnione przez styl. Ta drużyna jest jak gaz: bezwonna, dyskretna w sposobie gry, a… paraliżuje. Piast był jak sparaliżowany. Niby miał inicjatywę, grał piłką, ale nic z tego nie wynikało i… nie wynikło. Wisła potrafi więc wytrącać rywalom argumenty z rąk;
b) taktyka. Wydaje się, że najwięcej zależy od pomocników. Po pierwsze bocznych, którzy – jak już wszędzie – muszą być, ale i przecież są… kołami zamachowymi. Po drugie - środkowi pomocnicy: potrafią nie tylko zniechęcić rywali, ale i stworzyć realną przewagę. Ligę niżej - Jorge Jimenez, czyli Jime, oraz Dani Pacheco robili, co trzeba. Trudno mówić o takiej przewadze jak czasami poziom niżej, gdzie bywały momenty, gdy stoper stał na 35metrze od bramki rywala i dominacja Wisły była potężna;
c) szczęście. Świetnie układają im się mecze, mają go dużo, podkreślę od razu z naciskiem, że to wyraz uznania, a nie zarzut;
d) trener Mariusz Misiura. Nowa postać, która przebojem wbiła się w panteon szkoleniowców ekstraklasy. Już wcześniej wyróżniał się w Pruszkowie. – Jeśli mieliście okazje grać w uliczną grę w trzy kubki, to w meczu z Piastem Gliwice podobnie to wyglądało. Była duża rotacja zawodników, ciężko było wstrzelić piłkę za linię obrony. Kluczem było żeby nie pozwolić sobie, żeby te wszystkie rotacje przeciwnika zamieszały nam w głowie. Utrzymaliśmy dyscyplinę taktyczną – analizował. W szatni w przerwie spotkania zdecydował, by w drugiej połowie zmodyfikować ustawienie napastników. – Myślę, że to dało efekt. Szybkie ataki też wychodziły. Koniec końców przetrwaliśmy ten moment, kiedy bywaliśmy zdominowani, ale raczej mieliśmy sytuacje meczową pod kontrolą – ocenił szkoleniowiec.
e) rzeczywistym wsparciem są kibice. Może dlatego, że nie są jeszcze zakażeni wszechogarniającym wirusem, który nazywam „chorobą zakochania w sobie”. Nie śpiewają o tym jacy są niezwyciężeni i jacy kibice się ich niby boją, ale skupiają się na dopingowaniu piłkarzy, to oni na szczęście są najważniejsi, a nie kibolstwo.
Oczywiście pamiętać trzeba, że nic nie jest na zawsze. Było już wiele drużyn, które na entuzjazmie wbijały się w stary porządek i panoszyły się w tabeli, skąd strącała je stara maksyma: „liczy się koniec sezonu, a nie początek”. Ostatnim beniaminkiem, który zdobył mistrzostwo Polski, był Ruch Chorzów 36 lat temu. Wisła Płock jeszcze nigdy nie tylko nie zdobyła mistrzostwa, ale nie stała nawet na podium – najwyżej w lidze była dotąd na czwartym miejscu w sezonie w 2004/05. Przed Wisłą z pewnością w tym sezonie mnóstwo trudnych chwil, być może nawet zapaści. Ale to dopiero przed nimi. Nie psujmy im radości z obecnych chwil.
Paweł Czado
