Tutaj stawia się na polot
Rozmowa z Miłoszem Karskim, trenerem pracującym w Nowej Zelandii.
Milosz Karski podrzucany z okazji zdobycia brązowego medalu mistrzostw świata w socca (2022). Archwum Miłosza Karskiego
Jak to się stało, że trafił pan na drugi koniec świata?
- W życiu musi być ciekawie. Mój pomysł na przenosiny nie wiązał się początkowo wcale z pracą w piłce nożnej. A że to rzeczywiście drugi koniec świata, niech świadczy fakt, że choć jestem tutaj od czterech miesięcy, spotkałem rodaków ledwie dwa razy. Za pierwszym razem była to podróżniczka-globtroterka, która objeżdżała świat, a za drugim – mężczyzna w sklepie, który miał na sobie… dres reprezentacji Polski. Uznałem, że to musi być Polak; podszedłem więc, porozmawialiśmy. I to już koniec wątków polskich. A w fakcie, że przebywam w Nowej Zelandii, jest trochę przypadku. Pierwotnie moim celem była Australia. Okazało się jednak, że tam znacznie trudniej o wizy. Pod tym względem w Nowej Zelandii jest inaczej. Formalności załatwia się znacznie prościej. To kraj przyjazny ludziom, gdzie nie ma zbędnych formalności.
Ostatecznie pracuje pan jako trener piłki nożnej.
- Jestem tutaj razem z moją partnerką, która gra w piłkę. Była na testach w Western Spring. Trenerką jest tam Katie Duncan, była reprezentantka Nowej Zelandii, olimpijka. Jednocześnie okazało się, że kobieca drużyna klubu North Shore United z Auckland szuka szkoleniowca. Pomyślałem: dlaczego nie? Spróbuję. To klub w kobiecym futbolu na trzecim poziomie rozgrywek (w męskim – dwukrotny mistrz Nowej Zelandii, w latach 1977, 1994, jednocześnie najstarszy klub piłkarski w tym kraju, założony w 1886 roku - przyp.red.). Muszę powiedzieć, że okazało się to bardzo ciekawym doświadczeniem…
Piłka nowozelandzka różni się od polskiej?
- Różni. Rzeczywiście jest inaczej… Kobieca piłka nowozelandzka jest całkiem wysoko notowana. Podoba mi się, że tutaj szkolenie nastawione jest na bardzo dużą indywidualizację. Mniej zwraca się podczas gry na aspekty fizyczne, na siłę. Tutaj stawia się na polot! Piłka nożna jest dla publiczności, takie cechy się ceni. Dlatego bardzo dużo jest gry z pierwszej piłki, nie unika się pojedynków, gra jeden na jednego jest mile widziana, trenerzy absolutnie jej nie wykluczają, wręcz przeciwnie – zachęcają. Powtórzę: indywidualizacja futbolowa w Nowej Zelandii jest ważna, u nas w Polsce zwraca się uwagę bardziej na aspekty drużynowe. Moja praca polega na pasji do sportu. Uwielbiam to! Lubię tworzyć warunki, w których sportowcy mogą osiągać własne cele. Przekonałem się podczas pracy przy różnych odmianach piłki nożnej. Przekonałem się na własnej skórze, że determinacja i profesjonalizm są uniwersalne, niezależnie od dyscypliny czy poziomu sprawności zawodników (o sukcesach Miłosza Karskiego w różnych odmianach futbolu czytaj w ramce - przyp.aut).
Reprezentacja Polski z brązowymi medalami mistrzostw świata kobiet niesłyszących w Malezji. Miłosz Karski pierwszy z lewej (fot. Miłosz Karski)
Jeszcze coś: niektórych może zaskoczyć system rozgrywek. Otóż liga na najwyższym poziomie gra systemem jesień-wiosna, jak w Polsce, a w na niższych szczeblach to już system wiosna – jesień. To niecodzienne! Podejrzewam, że pierwotnie ta druga wersja obowiązywała na wszystkich poziomach, ale chcąc uczestniczyć w rozgrywkach międzynarodowych. Nowozelandczycy musieli się jakoś dostosować do innych.
Co pana zaskakuje w Nowej Zelandii najbardziej?
- Chyba ludzie. Tak pozytywnie! Szczerze mówiąc, jestem nimi oczarowany. Są wyjątkowo otwarci, ale najważniejsze, że w tej otwartości są autentyczni, ich rzeczywiście interesuje drugi człowiek. Zresztą państwo też jest otwarte na ludzi. Prawie wszystko można załatwić on-line, co jest dużym ułatwieniem. Przekonałem się o tym choćby podczas załatwiania różnych formalności. Przykład? Jestem tu, jak wspomniałem, z partnerką, nie jesteśmy małżeństwem. Przy załatwianiu wizy dla niej musiałem przedstawić tylko… zdjęcie, udowadniające, że jesteśmy razem. Inna sprawa: kupno samochodu. Jego poprzedni właściciel dziwnie na mnie spojrzał, gdy poprosiłem go o spisanie umowy. „OK, jeśli chcesz…” – odparł. Wyrwał kartkę z zeszytu i napisał na niej: „ja XY sprzedaję samochód Miłoszowi Karskiemu” i tyle. W urzędzie potrzebowali tylko numer VIN tego samochodu. Nie ma nawet obowiązkowego ubezpieczenia. Najwyżej będziesz za wszystko płacił. Tutaj ludzie ufają innym ludziom. Nie mają podstaw, żeby było inaczej.
Odnosił pan sukcesy w kilku odmianach futbolu. A co wersją najbardziej popularną, jedenastoosobową na dużych boiskach?
- Dwa razy byłem blisko (uśmiech). Pierwszy raz kiedy w PZPN mogłem być koordynatorem grup młodzieżowych w PZPN, rozmawiałem o tym swego czasu z Bogdanem Basałajem (byłym prezesem Wisły Kraków - przyp. aut.). Ostatecznie nic z tego nie wyszło, podobnie jak z pracy w Rakowie, gdzie o objęciu funkcji team-menedżera rozmawiałem z Markiem Papszunem. Wspominam tę rozmowę dobrze, wydawało mi się, że dograliśmy wszystkie szczegóły, ostatecznie Raków wybrał na to stanowisko kogoś innego. Oczywiście nie zamykam się na doświadczenia w przyszłości
Jaki model piłki nożnej panu najbardziej się podoba?
- Ideałem jest dla mnie to, co grała Borussia Dortmund za Juergena Kloppa. Były w tym polot, fantazja, zdecydowanie, szybka gra skrzydłami. Chodzi o model, który pozwala na decyzję w ramach przyjętych zasad, ale taki dla ludzi, w pełni akceptowany przez kibiców.
Marzenia? Jak długo chce pan zostać w Nowej Zelandii?
- Podoba mi się tu bardzo, ale… nie do końca życia (uśmiech). Potrzebuję wyzwań, musi być ciekawie. Chcę działać dalej w piłce. Mam marzenia związane z futbolem, ale nie tylko z trenowaniem czysto piłkarskim. Od kilku lat zajmuję się treningami mentalnymi, mam dyplom z ukończenia zajęć trenerskich w tym zakresie, rozwijam się w tym kierunku. Moim marzeniem jest, żeby podopieczni byli szczęśliwymi ludźmi i żeby osiągali przy tym poważne sukcesy w piłce nożnej.
Rozmawiał Paweł Czado
MIŁOSZ KARSKI
Rocznik 1973. Może pochwalić się medalami mistrzostw świata i Polski zdobytymi w aż trzech różnych dyscyplinach sportowych. Ma udział w dwóch medalach mistrzostw świata reprezentacji Polski w socca - srebrnym (Portugalia 2018) oraz brązowym (Węgry 2022) - jako kierownik i asystent selekcjonera. Jako członek sztabu szkoleniowego ma na koncie tytuł mistrza Polski oraz finały Pucharu i Superpucharu Polski. Jako asystent trenera reprezentacji Polski niesłyszących kobiet w piłce nożnej miał udział w brązowym medalu na mistrzostwach świata w Kuala Lumpur w Malezji w 2023 roku, uczestniczył również w Igrzyskach Olimpijskich Niesłyszących (Deaflympics).
Pod siedzibą Auckland United, aktualnych mistrzyń Nowej Zelandii. Archiwum Miłosza Karskiego
