Trzymać kibiców do końca „pod prądem”

Rozmowa ze Sławomirem Majakiem, trenerem Siarki Tarnobrzeg, 22-krotnym reprezentantem Polski

W poprzedniej rundzie drużyna z Podkarpacia wyeliminowała Zagłębie Lubin. Fot. Siarka Tarnobrzeg

Tarnobrzeg żyje już meczem z Lechem Poznań? Zapowiada się na piłkarskie święto.

– Już po losowaniu, jak się okazało, kto przyjedzie do Tarnobrzega, pojawiło się takie pozytywne napięcie i oczekiwanie. Wiadomo, że z każdym dniem te emocje rosły, a kumulacją stała się sprzedaż biletów. Ludzie ustawiali się w kolejkach, aby tylko zdążyć je zdobyć. To skłoniło nas do powiększenia obiektu o dodatkowe 650 miejsc, miasto pomogło nam wynająć przenośną trybunę. Czuć napięcie, my jako zespół też to czujemy, ale oczekujemy pierwszego gwizdka ze spokojem.

Ilu kibiców ma obejrzeć mecz?

– Docelowo 4,5 tysiąca, o tylu się mówi. Na pewno będzie to rekord naszego stadionu. W Tarnobrzegu nigdy nie było więcej kibiców na meczu piłkarskim. Kibice Lecha zapowiedzieli się w liczbie tysiąca osób, więc zapowiada się na prawdziwe święto. Cieszymy się, że mamy możliwość zagrania z takim klubem, bo to może chociaż na chwilę obudzić w ludziach dawne wspomnienia, gdy Siarka grała w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Patrząc stricte sportowo, jak klub z III ligi może podejść do mistrza Polski, który straszy rywali w ekstraklasie? Ma pan plan na ten mecz?

– Motywować dodatkowo na pewno nikogo nie muszę. Przygotowań, jeśli chodzi o mikrocykl, też nie zmienialiśmy. Nie zmieniliśmy specjalnie jednostek treningowych, trenujemy w taki sam sposób i nie przygotowujemy pod Lecha jakiejś specjalnej analizy. Zdajemy sobie oczywiście sprawę, z jakim zespołem zagramy, że będzie to drużyna regularnie występująca w europejskich pucharach. W tym momencie Lech ma najbardziej liczną i najbardziej jakościową kadrę w Polsce. My od siebie możemy oczekiwać, aby pokazać się z jak najlepszej strony, pozostawać jak najdłużej w grze. Super by było, jakby ten mecz do samego końca trzymał kibiców „pod prądem”.

Przed rokiem na tym samym etapie Lecha mocno postraszył grający jeszcze niżej, bo w IV lidze Gryf Słupsk. To może być dla was jakaś wskazówka?

– Tak się złożyło, że oglądałem wtedy tamten mecz, toczony trochę w anormalnych warunkach. Boisko na pewno nie sprzyjało takiej drużynie jak Lech, przez co szanse się wyrównały, zaczął do gry coraz mocniej dochodzić przypadek, a nie umiejętności. Lech się bardzo męczył i awansował dość szczęśliwie, bo w końcówce była jeszcze nieuznana bramka na 2:2 dla Gryfa. Zawsze powtarzam, że puchary rządzą się swoimi prawami. Jestem ciekaw, jak goście podejdą mentalnie do tego meczu, bo trener Niels Frederiksen podkreślał po meczu z Legią, że muszą grać co trzy dni, co musi wpływać na zmęczenie. Sunderland, Legia, za chwilę Wisła i Benfica, a teraz jeszcze wycieczka do Tarnobrzega. Przed Lechem paradoksalnie może być trudniejsze zadanie podejścia do meczu niż u nas.

W lidze możecie chyba mówić o dużym rozczarowaniu. Dopiero 8. miejsce w tabeli i aż 14 punktów straty do prowadzącej Chełmianki.

– Przed tym sezonem na pewno nie było mowy o celowaniu w czołowe lokaty. Jesteśmy na etapie przebudowy zespołu. W pierwszym roku po moim powrocie do Tarnobrzega była podobna sytuacja i przestrzegałem w mediach, żeby nie dmuchać balonika oczekiwań. Siarka w ostatnich latach przyzwyczaiła kibiców, że gra o te najwyższe, czyli o II ligę, ale w tym momencie ani finansowo, ani organizacyjnie nie jesteśmy na to przygotowani. Najpierw musiałaby się zmienić nasza sytuacja finansowa. Na ten moment chcemy obudowywać się młodymi zawodnikami, promować ich, a gdy kadra będzie bardziej stabilna, być może za rok lub dwa będziemy mogli pomyśleć o czymś więcej.

Można pozycję dzisiejszego Lecha w polskiej piłce porównać do Widzewa z pana czasów?

– Patrząc pod kątem dominacji na polskich boiskach, może takie porównanie miałoby jakiś sens. Mój Widzew mocno dominował, dwa razy z rzędu sięgnęliśmy po mistrzostwo, Lech jest teraz w podobnej sytuacji. Patrząc jednak na kadry, to Lech na pewno pokonałby nas ilością. Widzew miał wtedy dość wąską kadrę, co szczególnie widoczne było w Lidze Mistrzów. Patrząc na wyniki, styl grania czy osiągane sukcesy, to można powiedzieć, że są to porównywalne zespoły, choć dzieli je ponad 30 lat.

Rozmawiał Mariusz Rajek

Sławomir Majak. Fot. Siarka Tarnobrzeg

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się