Trzy razy na podium

Andżelika Wójcik mocno zaakcentowała swoją obecność w Tomaszowie Mazowieckim. Fot. PAP/Grzegorz Michałowski
Trzy razy na podium
W tomaszowskiej Arenie Lodowej rywalizowali czołowi łyżwiarze globu w czwartych w tym sezonie zawodach Pucharu Świata.
Nasi reprezentanci trzykrotnie stawali na najniższym podium: w piątek Andżelika Wójcik na dystansie 500 m, w sobotę drużyna pań w składzie Karolina Bosiek, Magdalena Czyszczoń i Natalia Jabrzyk, a w niedzielę Damian Żurek na 500 m. Wójcik uzyskała czas 38,16 i długo prowadziła. Ostatecznie wyprzedziły ją jedynie gwiazdy tej konkurencji - Holenderka Femke Kok (37,95) i Koreanka Min-Sun Kim (37,82), która triumfowała w Arenie Lodowej również w lutym. W poprzednich zawodach obecnego cyklu PŚ najlepszym miejscem Wójcik była 10. lokata na sprinterskim dystansie w norweskim Stavanger.
- Jestem naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczona. Pierwsza część sezonu nie była w moim najlepszym wydaniu, a to był mój najlepszy przejazd w tym sezonie i ten krzyk na ostatniej prostej mam w głowie do teraz. Na gorąco nie przypominam sobie, by coś w nim poszło mi źle. Mam też jeszcze duży zapas, by mocniej pchać na łuku i chciałabym zejść poniżej 38 sekund. Sezon przygotowawczy pokazywał, że może być dobrze, ale potrzebowałam startów i dobrze, że w pierwszych zawodach Pucharu Świata były po dwa biegi na 500 metrów - przyznała Wójcik, do której należy rekord Polski na tym dystansie. Z dobrej strony na 1000 m pokazał się w piątek Damian Żurek, który jako jedyny z Polaków rywalizował w grupie A. Sprinter Pilicy Tomaszów Mazowiecki z wynikiem 1.09,94 zajął 6. miejsce. Do podium zabrakło mu 0,14 s, a do zwycięzcy – Amerykanina Jordana Stolza – 1,30 s.
W piątek w grupie A ścigała się jeszcze Magdalena Czyszczoń, która na 3000 m została sklasyfikowana na przedostatniej, 15. pozycji. Najlepsza polska specjalistka od długich dystansów uzyskała czas 4.22,70, o ponad 16 s gorszy od triumfującej Norweżki Ragne Wiklund. Polka tłumaczyła, że odczuwa jeszcze skutki niedawnej choroby. W sobotę bardzo dobrze Polki spisały się w rywalizacji drużynowej. Jadąc w składzie: Karolina Bosiek, Magdalena Czyszczoń i Natalia Jabrzyk zajęły trzecie miejsce wśród ośmiu reprezentacji. Biało-czerwone skorzystały na błędzie Holenderek, które były najszybsze, lecz zostały zdyskwalifikowane za brak założonego czujnika do pomiaru czasu. Dzięki wysokiej pozycji polska drużyna jest pewna udziału w mistrzostwach świata. Zwyciężyły Japonki. Najliczniej reprezentowany przez gospodarzy w grupie A był sprinterski dystans. W rywalizacji mężczyzn z trójki Polaków najwyższe miejsce zajął Żurek, któremu udało się zejść poniżej 35 s. Czasem 34,99 został sklasyfikowany na 7. pozycji. 24-letni sprinter Pilicy Tomaszów Mazowiecki do zwycięzcy – Chińczyka Tingyu Gao – stracił 0,29 s. Dobrze pojechał też dziewiąty Marek Kania - 35,32. Trzeci z Polaków Piotr Michalski był 18. W rywalizacji sprinterek Andżelika Wójcik nie powtórzyła sukcesu z piątku, kiedy stanęła na podium. W swoim drugim przejeździe na 500 m uzyskała czas 38,47 (o 0,31 s gorszy niż w piątek) i zajęła 7. miejsce. Polka do najszybszej Amerykanki Erin Jackson straciła 0,67 s. Bosiek była 16., a Martyna Baran została sklasyfikowana na ostatniej 20. pozycji. W niedzielę znów z bardzo dobrej strony zaprezentował się Damian Żurek, który zajął 3. miejsce w biegu na 500 m, uzyskując najlepszy w tym sezonie wynik - 34,89. Przegrał tylko z Kanadyjczykiem Laurente Dubreuilem - 34,73 oraz Chińczykiem Tingyu Gao - 34,79. Marek Kania zajął 13. miejsce - 35,31.
- Dzisiaj rano wstałem i powiedziałem sobie, że jak nie dzisiaj, to kiedy. Udowodniłem, że jestem w stanie rywalizować z najlepszymi. To też zasługa tej publiczności, która niesamowicie niesie, to coś pięknego - powiedział Żurek przed kamerą Polsat Sport.
