Trzy razy „Albicelestes”
W środę miną dwa lata, kiedy Argentyna po raz trzeci została najlepszą drużyną globu.
Dwa lata temu Argentyna cieszyła się z trzeciego tytułu mistrza świata. Fot. archiwum
Z LAMUSA
Narodowy zespół z Ameryki Południowej ma swoich kibiców nie tylko w kraju nad La Platą, ale na całym świecie. Mogłem się o tym przekonać w Katarze w listopadzie i grudniu 2022 roku na jednym z najwspanialszych mundiali w historii. „Albiceleste”, pod wodzą Lionella Messiego, sięgnęli tam po swój trzeci prymat na globie, a przecież zaczęli od sensacyjnej porażki z Arabią Saudyjską. Ale po kolei…
1978. Menotti, Pasarella, Kempes i spółka
Znakomitych piłkarzy w Argentynie nigdy nie brakowało. Dość powiedzieć, że eksport świetnych graczy to znaczące wpływy nie tylko dla tamtejszych klubów, ale i kraju rządzonego obecnie przez charyzmatycznego prezydenta Javiera Milei, który stara się uzdrowić upadłą gospodarkę tego prawie 46-milionowego państwa.
Piłkarska reprezentacja była mocna już u zarania dziejów i międzynarodowej rywalizacji. W finale igrzysk olimpijskich w 1928 roku, gdzie nasza Halina Konopacka sięgnęła po pierwsze olimpijskie złoto dla Biało-czerwonych, Argentyńczycy doszli do finału turnieju, w którym zmierzyli się z sąsiadem zza Rio de la Plata, Urugwajem. Trzeba było aż dwóch meczów, żeby wyłonić zwycięzcę. W pierwszym, rozegranym 10 czerwca, był remis 1:1. Trzy dni później na stadionie w Amsterdamie „Urusi” byli lepsi i wygrali 2:1. Na pierwszych mistrzostwach świata, czy raczej Pucharze Świata, bo taka była nazwa, w decydującym meczu znowu zagrały te reprezentacje. W Montevideo gospodarze triumfowali 4:2, choć do przerwy to znienawidzony rywal prowadził 2:1. Na pierwszy triumf fanatyczni kibice „Albiceleste” musieli czekać prawie pół wieku. 11. mundial w czerwcu 1978 roku rozegrano właśnie w Argentynie. Chrapkę na mistrzostwo mieli nie tylko miejscowi, ale też prowadzona przez Jacka Gmocha reprezentacja Polski. Nasz selekcjoner nie ukrywał, że leci z prowadzonym przez siebie zespołem po mistrzostwo świata.
Argentyńczycy byli pod ogromną presją. Krajem rządziła wojskowa junta generała Jorge Videla. Sukces na boisku miał poprawić wizerunek kraju, gdzie w wyniku przejęcia władzy i dyktatorskich rządów zginęły lub zniknęły tysiące osób. W drużynie prowadzonej przez Cesara Luisa Menottiego zabrakło miejsca dla 17-letniego złotego dziecka, Diego Maradony. Tak ponoć zdecydował nie tylko selekcjoner, ale też kapitan zespołu, znakomity środkowy obrońca Daniel Passarella.
W grupie 1 gospodarze nie zaczęli przekonująco. Wygrali wprawdzie po 2:1 z Węgrami i Francją, ale w ostatnim meczu przegrali z Włochami 0:1, żeby w drugiej fazie mistrzostw trafić do grupy m.in. z Polską. W pamiętnym meczu w Rosario na początek zmagań o wejście do finału drużyna Menottiego zmierzyła się właśnie z naszą drużyną. Mimo dobrej gry przegraliśmy 0:2, a Kazimierz Deyna w swoim 100. występie w narodowych barwach (potem ich liczbę „okrojono”) nie wykorzystał karnego. W ostatnim grupowym meczu „Albiceleste” musieli pokonać mistrza Ameryki Południowej Peru różnicą 6 bramek, żeby wygrać grupę oraz być w wielkim finale i… cel osiągnęli; było 6:0! Czy wszystko było fair? Do dziś nie wiadomo… Finał to znakomity mecz z Holandią i zwycięstwo po dogrywce 3:1 po dwóch golach wspaniałego Mario Kempesa. „Brakuje słów, aby opisać radość, jaka zapanowała nie tylko w Buenos Aires, ale i w całej Argentynie po spełnieniu marzeń jej kibiców. Tak cieszyć potrafią się tylko południowcy, którym piłka nożna przesłania cały nieomal świat” - pisał korespondent „Sportu” na argentyński mundial, redaktor Janusz Jeleń.
1986. Boski Diego
Kolejne dwa triumfy Argentyńczyków związane są z dwiema wielkimi indywidualnościami światowego futbolu, jednymi z najlepszych piłkarzy świata, a zdaniem wielu najlepszymi, lepszymi od króla futbolu, Brazylijczyka Pele. Ten jednak ma trzy mistrzostwa świata, a Maradona i Messi, o których mowa, tylko po jednym.
Przed drugim meksykańskim mundialem Argentyna nie należała do faworytów. Owszem, miała w składzie wspaniałego Maradonę, ale z kretesem przegrała z nim MŚ 1982 w Hiszpanii, a na Copa America w 1983 nie weszła nawet do czwórki. Trener Carlos Bilardo zmontował jednak na tyle solidny zespół, który w odpowiednim momencie potrafił pokazał na co go stać. Między słupkami Nery Pumpido, na środku defensywy twardzi jak skała Oscar Ruggeri i Jose Luis Brown. W pomocy znakomity Jorge Burruchaga, grający wtedy w Nantes, w ataku Jorge Valdano z Realu Madryt, no i przede wszystkim Diego Armando Maradona.
W grupie A wygrane z Koreą Południową (3:1) i Bułgarią (2:0) oraz remis (1:1) z urzędującymi mistrzami świata, Włochami. Faza pucharowa to najpierw pokonanie odwiecznego rywala, także dwukrotnego mistrza świata Urugwaju 1:0, a w 1/4 finału jedno z tych spotkań, które przeszło do historii futbolu, z Anglią. Ledwie kilka lat wcześniej Argentyna przegrała wojnę z Wielką Brytanią o Falklandy lub - jak mówią Argentyńczycy - Malwiny, wyspy położone niedaleko Ameryki Południowej.
W 51 minucie Maradona strzałem… ręką zaskoczył Petera Shiltona. Prowadzący mecz Ali Bennacer i jego asystenci niczego nie zauważyli i mimo protestów Wyspiarzy gol został uznany. Cztery minuty później solowy rajd „Boskiego Diego” przez pół boiska i gol na 2:0! Jedno z najwspanialszych trafień w historii MŚ, które można oglądać raz za razem! Bramka króla strzelców mundialu 1986 Gary Linekera w końcówce na niewiele się zdała.
Finał z RFN też był znakomitym widowiskiem, jednym z najlepszych meczów o złoto w już blisko 100-letniej historii mistrzostw globu. W końcówce Niemcy wyrównali na 2:2, ale w decydującym momencie Maradona zagrał do Burruchagi, a ten pokonał Haralda Schumachera. „Trzynasty mundial szczęśliwy dla Argentyny” - pisał na pierwszej stronie „Sport” 30 czerwca 1986 roku. Wysłannikiem naszej gazety był redaktor Grzegorz Stański.
2022. Messi znaczy zwycięzca
Do pięciu razy sztuka - tak można podsumować wysiłki Lionela Messiego w zmaganiach o mistrzostwo świata. Nie udało się wcześniej, nie udało się w przegranym finale z Niemcami w 2014 w Rio de Janeiro, wyszło w Katarze na 22. mistrzostwach świata. A przecież po pierwszym meczu mało kto spodziewał się, że tak się skończy.
Właśnie, pierwszy mecz zespołu młodego trenera Lionela Scaloniego odbył się we wtorek 22 listopada na stadionie Lusail w Dausze. Miałem akredytację na ten mecz, ale dzień wcześniej - po spotkaniu Senegalu z Holandią - na Al Thumama Stadium zapomniałem zasilacza do laptopa. Kilka godzin zajęło mi odzyskanie zguby, ale mimo to zdążyłem na mecz, który rozpoczynał się o 13.00. „Orły” z Arabii Saudyjskiej sensacyjnie wygrały 2:1. To był punkt zwrotny dla argentyńskiej jedenastki. Zmiany w składzie dokonane przez Scaloniego - odstawienie od składu takich graczy, jak Lautaro Martinez, „Papu” Gomez, a postawienie na Alexisa MacAllistera, Enzo Fernandeza czy Juliana Alvareza - dały upragniony finał i największe widowisko w historii, czyli mecz z Francją, prowadzony przez Szymona Marciniaka. Starcie na Lusail Stadium miało miejsce w niedzielę 18 grudnia 2022 roku. „Finał marzeń” - pisał „Sport” nazajutrz po wielkim spotkaniu, które po 120 minutach zakończyło się remisem 3:3, a o mistrzostwie decydowały rzuty karne. W nich zespół z Ameryki Południowej wykazał więcej wyrachowania i wygrał 4-2. Emiliano Martinez został najlepszym bramkarzem turnieju, Enzo Fernandez najlepszym młodym graczem, a Lionel Messi z 7 bramkami (o jedną mniej niż król strzelców katarskich MŚ Kylian Mbappe) najlepszym zawodnikiem. Czy za 1,5 roku w Stanach Zjednoczonych będzie czwarty triumf „Albicelestes”?
Michał Zichlarz
TRZY ZWYCIĘSKIE FINAŁY
◾ 25 czerwca 1978, Buenos Aires, Argentyna - Holandia 3:1 (1:0, 1:1) po dogrywce◾ 29 czerwca 1986 , Mexico City, Argentyna - RFN 3:2 (1:0)
◾ 18 grudnia 2022, Doha, Argentyna - Francja 3:3 (2:0, 2:2), karne 4:2
