Trzy dobre mecze to za mało na powołanie
Rozmowa z Pawłem Kryszałowiczem, byłym reprezentantem Polski, uczestnikiem finałów MŚ 2002
Karol Czubak w lidze ma wiele powodów do radości. Na te reprezentacyjne musi jednak poczekać. Fot. Mateusz Sobczak / Press Focus
„W końcu selekcjoner się złamał, powołując Oskara Pietuszewskiego” – tak kibice komentują piątkowe decyzje Jana Urbana. Zgodzi się pan z takim stawianiem sprawy?
– Nie użyłbym słów „złamał się”. Zakładam, że wysyłając powołania, patrzy na aktualną dyspozycję zawodników. A Oskar po prostu jest w gazie. Przyda się tej reprezentacji, choć może niekoniecznie od początku. Ale na ostatnie pół godziny, lub może ciut mniej – jak najbardziej.
Ojej, zakłada pan, że będziemy w meczu z Albanią szukać w końcówce „magika”, który odwróci zły wynik?
– Nie. Po prostu Pietuszewski dziś jest w takiej formie, że niezależnie od wyniku, zasługuje na to, by dostać szansę debiutu.
Patrząc na całokształt powołań, trudno uciec od wniosku: „Nudy, panie, nudy”. „Eksperci” medialni już szczypią selekcjonera...
– To jego prawo, by samodzielnie wybierać – ze świadomością, że to on odpowiada za wynik i on zostanie rozliczony. Natomiast co do merytoryki: bardzo mi się podoba postępowanie Jana Urbana. Fakt, że ktoś zagra trzy dobre mecze, jeszcze nie oznacza, że musi już grać w kadrze.
Wracając do Pietuszewskiego: on, wciąż jeszcze 17-latek, na jednym skrzydle, a na drugim – starszy o 20 lat Kamil Groscki. Widzi pan oczami wyobraźni taką scenę?
– Dobrze, że ciągle jeszcze stawiamy na „Grosika” i że będziemy chcieli jego mądrość wykorzystać. Ja wiem, że może cała Pogoń – i „Grosik” też – ma nieco słabszy okres, ale to jest ważna postać, duża osobowość tej reprezentacji. A skoro po oficjalnym „zakończeniu” wyraził ochotę dalszego grania, to – jak sądzę – powinien być powoływany.
Rzut oka na pańską „branżę”, czyli napastników. Patrzę i... mało co widzę – raptem trzech: Lewandowski, Piątek, Świderski. Naprawdę nie mamy nikogo, kto podjąłby z nimi rywalizację?
– Nie wiem, czy nie mamy; to jest – moim zdaniem - przyzwyczajenie selekcjonera do sprawdzonych nazwisk. Nawet jeśli Krzysiu Piątek gra w – mówię o poziomie, nie poziomie kontraktów (śmiech) – amatorskiej lidze, bo przecież tak jest, to strzela tam dość regularnie bramki. I tak kadra gra na jednego napastnika, więc trójka-czwórka tych samych piłkarzy, wokół których obraca się Jan Urban, nie jest zaskoczeniem.
Nie widzi pan, jak rozumiem, niczego złego w „konserwatyzmie personalnym” selekcjonera?
– Myślę, że Jan Urban troszkę jest „trenerem starej daty”, co nie jest czymś złym. U niego ktoś musi się wyróżniać przez cały sezon; no, może choćby pół, żeby dostać szansę. On wie, że rozliczą go wyniki, i – wobec krótkiego czasu każdego zgrupowania – stawia na stabilizację. Jest rozsądnym człowiekiem i nie ulega presji dziennikarzy, wśród których każdy ma swoich ulubionych zawodników i próbuje ich „powołać” do reprezentacji.
Na przykład Karola Czubaka, by jeszcze do napastników wrócić na chwilę...
– Brawo za jego dyspozycję w ekstraklasie, jest najlepszym snajperem spośród Polaków w niej grających. Tylko – po pierwsze – sprawdziłbym, ile tych goli strzelił z rzutów karnych (trzy – dop. aut.); a w kadrze od „jedenastek” jest przecież „Lewy”. Po drugie – odbił się, i to z hukiem, od niemal najsłabszej drużyny ligi belgijskiej. Niech utrzyma obecną formę jeszcze przez pół roku i wtedy możemy rozmawiać o jego przydatności dla reprezentacji.
No to jeszcze słówko – z perspektywy napastnika – o bramkarzach. Nie będzie na zgrupowaniu Łukasza Skorupskiego. Kto w jego miejsce: Kamil Grabara czy Bartosz Drągowski?
– Trudno mi się wypowiadać, bo – jak mawiano za moich czasów boiskowych – bramkarze „to jest inna dyscyplina”. Patrząc na wymienione przez pana nazwiska, nie widzę zbyt wielkiej różnicy. Grabara ma bardzo dużo pracy w Wolfsburgu, a puszczanie wielu goli nigdy nie buduje zawodnika. Drągowski też jej ma sporo w Widzewie, a do tego – trudno nie odnieść takiego wrażenia – nie jest w najwyższej formie... Byłem na Zachodzie i wiem, że jeśli klub bardzo cię chce, to tam zostajesz. Drągowski tymczasem wrócił do Polski, choć przecież jest w świetnym piłkarsko wieku. To też jest jakiś sygnał.
Czyli co – jednak Grabara?
– W końcu trzeba mu dać poważną szansę w reprezentacji, bo czeka na nią już wiele lat. Najpierw go nie powoływano, bo mówiono, że jego osobowość może „namieszać” w grupie. Jak się okazuje, nie namieszała. No to zróbmy następny krok i dajmy mu pobronić; niech pokaże, jak sobie radzi z taką presją.
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
Paweł Kryszałowicz. Fot. Piotr Matusewicz / Press Focus
