Trzy cele, dwa to marzenia
Młodzi polscy piłkarze w bojowych nastrojach, ale i jednocześnie spokojni przed ważnym meczem ze Szwecją w Katowicach.
Humory polskim piłkarzom podczas treningów dopisują. Są w stanie nawet ustawić się do nieformalnego zdjęcia. Fot. archiwum
KADRA U-21
Piłkarze U-21 ze spokojem czekają na konfrontację ze Szwecją. Od lewej trener Jerzy Brzęczek oraz Marcel Łubik, Bartosz Mazurek, Mateusz Kowalczyk, Nikodem Leśniak-Paduch i Tomasz Pieńko. Fot. PAP/Jarek Praszkiewicz
Z kilkoma piłkarzami tej ekipy spotkaliśmy się w hotelu "Monopol" w Katowicach (tu stacjonowały piłkarskie zespoły jeszcze przed wojną).
Miłe wspomnienie
Szwedów w pierwszym meczu zaszokował Tomasz Pieńko. Ofensywny pomocnik grał z gracją i swobodą, wykorzystywał umiejętnie atuty i przywalił gospodarzom trzy z sześciu bramek. – Rzeczywiście dobrze wtedy wyglądaliśmy jako drużyna i ja osobiście – mówi "Sportowi" z uśmiechem zawodnik Rakowa Częstochowa. – Wygraliśmy wysoko i mam nadzieję, że meczem w Katowicach to poprawimy. Wszystko zależy od naszego sposobu gry, na tym bardziej się skupiamy niż na rywalach. Będziemy chcieli pokazywać nasze atuty w ofensywie, ale i dobrze bronić, dotąd straciliśmy przecież bardzo mało bramek... (ledwie 2 - przyp. aut.). Postawiliśmy przed sobą trzy cele, dotąd cały czas realizowany jest ten pierwszy.
– Może pan je wszystkie zdradzić? – dopytuję z uśmiechem.
– Pierwszy: awans na mistrzostwa Europy. Pozostałe dwa to na razie marzenia. Drugi: zajęcie miejsca na podium wśród najlepszych drużyn w Europie. Trzeci: wyjazd na najbliższe igrzyska olimpijskie.
Polska też coś potrafi! Innym piłkarzem, który uczestniczył w wyjazdowej miazdze Szwedów, był bramkarz Marcel Łubik, dziś grający w Wiśle Kraków, wcześniej w Górniku. – Lepiej nie dało się tamtego meczu zagrać. Znamy potencjał Szwedów, więc wygrać tam 6:0 to pokazanie w stu procentach własnej jakości – mówił z uśmiechem Łubik.
Marcel Łubik wierzy w tę reprezentację, więc - siłą rzeczy - również w siebie. Fot. archiwum
– Jak nasz bramkarz sobie wyobraża rewanż? – Fajnie, że mamy dużo czasu na przygotowania, teraz chodzi o to, żeby znów pokazać na boisku naszą jakość. Jeśli każdy będzie skoncentrowany w stu procentach, to nie wątpię, że wygramy. Marzenia mam oczywiste: nie przepuszczać bramek i wygrywać mecze (uśmiech). Chciałbym wygrać grupę z kompletem punktów, pokazać całej Europie, że Polska też coś potrafi – mówi z mocą.
Dopytuję o osobiste marzenia. – Zagrać w pierwszej reprezentacji Polski. Na to pracuję i będę pracował na co dzień – potwierdza moje przypuszczenia.
Maska nie jest uciążliwa
Jednym z tych, którzy zagrali w pierwszym meczu z Blagult ("Niebiesko-żółtymi", przydomek szwedzkich piłkarz, nie mylić z Tre Kronor, "Trzema Koronami" – to ksywka jedynie tamtejszych hokeistów), bijąc ich na wyjeździe 6:0, był Mateusz Kowalczyk, piłkarz GKS-u Katowice.
– To spotkanie fajnie się nam ułożyło, ale to było dawno temu. Szwedzi borykali się z różnymi problemami, my ciągle jesteśmy na fali wznoszącej. Na pewno musimy podejść dojrzale do tego meczu – zauważył Kowalczyk.
Wiadomo już, że jeśli zagra w środowym spotkaniu, będzie musiał skorzystać z maski chroniącej złamany nos. – To ciekawe doświadczenie – przyznał.
Młody zawodnik urazu nabawił się podczas ostatniego meczu ekstraklasy w Katowicach z Cracovią (3:2), na tym samym stadionie, na którym Biało-czerwoni podejmą Szwedów. – Około 60. minuty dostałem łokciem, chwilę poleżałem, fizjoterapeuci powiedzieli, że mam trochę spuchnięty nos. Pograłem jeszcze chwilę, zszedłem z boiska i dopiero wtedy do mnie chyba dotarło, że faktycznie coś jest nie tak. Po meczu badanie USG wykazało pęknięcie chrząstki. Dobrze, że bez przemieszczenia. Dlatego mogę być na zgrupowaniu kadry, trenuję w masce, która została zamówiona. I pewnie będę w niej grał w najbliższym czasie – przyznał piłkarz.
Zdradził, że poprzez aplikację internetową wykonany został skan jego twarzy, który posłużył za wzór do wykonania maski. – Używanie jej nie jest uciążliwe – zaznaczył.
Arena, która przyciąga ludzi
Przyznał, że od początku gry w kadrze U-21 zdawał sobie sprawę z potencjału drzemiącego w tej drużynie. – Widziałem, że mamy taką fajną mieszankę młodości z trochę bardziej już doświadczonymi zawodnikami. To zresztą widać po tym, ilu chłopaków ląduje w pierwszej reprezentacji. Będę rozczarowany, jeśli nie osiągniemy z kadrą jakiegoś sukcesu, bo naprawdę wierzę w tę drużynę – dodał.
Nie ukrywa, że cieszy się z możliwości występu w biało-czerwonych barwach na stadionie swojego klubu. – Ta arena przyciąga ludzi i miło, że jest okazja na niej zagrać. Dla mnie to dodatkowa motywacja i radość – powiedział.
Podkreślił, że w kadrze jest sporo zawodników mających już duże doświadczenie ligowe, mimo młodego wieku. – Myślę, że jest fajnie wyważone, że niektórzy potrafią coś przekazać ze swoich doświadczeń boiskowych i ciągną młodszych do przodu, żeby próbowali ich dogonić we wszystkim – podsumował.
Nic dziwnego, że piłkarz jest w dobrym nastroju. – Śmiejemy się, że mimo kompletu zwycięstw cały czas walczymy o prawo gry w finałach. Zrobimy wszystko, by awansować bezpośrednio i nie grać baraży – zapowiedział Kowalczyk.
Trzymamy za słowo, trzymając kciuki!
Paweł Czado
Warto bić się do końca
Podkreślmy - za Tomaszem Pieńko - dodatkowy powód o jak najlepszą grę do końca. Trzy najlepsze zespoły mistrzostw będą reprezentować Europę w turnieju olimpijskim w Los Angeles w 2028 roku. - Trener Jerzy Brzęczek (srebrny medalista z Barcelony w 1992, przyp. red.) na pierwszym zgrupowaniu opowiadał o igrzyskach. Mówił, że jesteśmy szczęśliwym rocznikiem, który ma okazję zagrać w takim turnieju. I myślę, że to chodzi nam po głowie, bo jest wielkie wydarzenie. Wiadomo, że to takie odległe marzenie, gdyż skupiamy się teraz na tym, by zagrać w młodzieżowych ME - przyznał Mateusz Kowalczyk.
