Trzeba docenić ten punkt
W meczu z Zagłębiem Lubin Juliusz Letniowski popisał się golem z serii „stadiony świata”. Fot. Zbigniew Meissner/PAP
Trzeba docenić ten punkt
Rozmowa z Juliuszem Letniowskim, pomocnikiem Ruchu Chorzów
Jakie miał pan odczucia po zremisowanym 2:2 meczu z Zagłębiem Lubin?
– Trzeba docenić ten punkt. Podnieśliśmy się z ciężkiego wyniku 0:2. Pokazaliśmy charakter i zdołaliśmy zremisować. Szkoda, że nie poszliśmy za ciosem i nie spróbowaliśmy strzelić trzeciego gola. Choć z drugiej strony wtedy też byśmy się odkryli i nie wiadomo jakby to potem było. Musimy uszanować remis i pojechać po 3 punkty do Łodzi.
Jak smakuje pierwsza bramka dla Ruchu i druga w ekstraklasie?
– Bardzo dobrze, bo dała zdobycz punktową. Mam nadzieję, że uda się to podtrzymać i w Łodzi też pokażę się z dobrej strony. W tych emocjach sam musiałem dopiero potem zerknąć na powtórkę i zobaczyć, jak to wyglądało (śmiech).
Długo czekał pan na kolejny występ, bo ostatnio zagrał jeszcze za trenera Jarosława Skrobacza, na początku listopada z Lechem.
– Na pewno przerwa była długa, ale cieszę się, że wróciłem do gry i udało się to podkreślić bramką. Muszę pracować dalej, żeby wyglądać lepiej na boisku, bo to na pewno będzie procentować.
Czy po czerwonej kartce, jaką zobaczył w końcówce Daniel Szczepan, wróciły do głowy demony, obawy?
– Zdecydowanie musieliśmy być bardziej skoncentrowani. Nie mogliśmy dać ponieść się fantazji i odkryć się, bo graliśmy jednego mniej. Musieliśmy podejść do tego wszystkiego z chłodniejszą głową i udało się. Jak już mówiłem, trzeba docenić ten jeden punkt.
Jak to jest, że na Stadionie Śląskim lepiej prezentujecie się w drugich połowach, a przed przerwą idzie wam wyraźnie słabiej?
– Ciężko powiedzieć. Mecze tak się układają. Musimy wyciągnąć wnioski z całej rundy i mam nadzieję, że po Nowym Roku będzie to wyglądać znacznie lepiej.
Słowa chyba nie oddadzą tego, jak mecz z ŁKS-em będzie dla Ruchu ważny?
– Na pewno tak. W ostatnim meczu musimy pojechać do Łodzi po zwycięstwo i wtedy będziemy patrzeć co dalej.
Uprawiacie w zespole matematykę i liczycie, ile punktów trzeba zdobyć w rundzie rewanżowej, żeby się utrzymać? Bazując na poprzednich sezonach wynika, że musi to być ok. dwa razy więcej niż jesienią.
– Nie, skupiamy się na każdym kolejnym meczu. Gdyby spojrzeć wstecz, to punktów powinniśmy mieć zdecydowanie więcej. Spotkania wymykały się nam spod kontroli, ale wierzę, że w drugiej rundzie będziemy lepiej punktować, bo na pewno nas na to stać.
Będą zakłady z bratem, Jakubem, który jest piłkarzem ŁKS-u? Bo nie ma co ukrywać, ale może dojść do sytuacji, w której obaj spadniecie z ekstraklasy.
– Brat akurat leczy się po kontuzji, więc szkoda, bo nie będziemy mogli się zmierzyć (śmiech). W poprzednim spotkaniu, końcem lipca, nie mieliśmy okazji być na boisku razem. On wszedł z ławki chwilę po tym, jak ja opuściłem murawę. To była pierwsza taka sytuacja, kiedy graliśmy przeciwko sobie. Natomiast my jedziemy do Łodzi po trzy punkty i nie dopuszczam do siebie myśli, że mielibyśmy spaść z ekstraklasy.
W czasach dziecięcych były dyskusje, który brat jest lepszy?
– Zawsze mówili, że młodszy brat i kto wie – może tak jest? (śmiech).
Rozmawiał i notował Piotr Tubacki
Czy wiesz, że...
Występ z Zagłębiem Lubin był dopiero pierwszym, jaki Juliusz Letniowski zaliczył pod wodzą trenera Jana Wosia. Z Radomiakiem i Koroną 25-latek tylko siedział na ławce rezerwowych, z Widzewem nie zagrał z powodów formalnych (jest wypożyczony z Łodzi do Chorzowa), a do Krakowa na spotkanie z Cracovią nie pojechał, bo taką decyzję podjął sztab szkoleniowy. W meczu z „miedziowymi” pojawił się na murawie w przerwie, odwdzięczył się dobrą grą i pięknym golem.
