Trwanie w bezruchu
Niebiescy ciągle czekają na pieniądze z miejskiej dotacji, które są kluczowe dla ich dalszego funkcjonowania. Bez tej kasy realia przy Cichej nie wyglądają za ciekawie.
Ileż to już razy w tematach związanych z Ruchem to nie boisko odgrywało pierwszorzędne znaczenie... Fot. Marcin Bulanda/PressFocus.pl
RUCH CHORZÓW
Jedno kliknięcie „wykonaj przelew” może odwrócić sytuację w klubie o 180 stopni. Niebiescy czekają bowiem na 6,8 mln złotych miejskiej dotacji (dla klubów sportowych), która dotyczy wsparcia za rok 2025 i 2026.
Czekają już 1,5 miesiąca
Wnioski można było składać do Urzędu Miasta do 13 lutego – i Ruch się z tego wywiązał. Następnie powołana przez prezydenta Chorzowa, Szymona Michałka, komisja opiniowała każdy wniosek w terminie do 14 dni. Potem, jak czytamy w miejskiej uchwale, „o przyznaniu lub odmowie przyznania dotacji celowej Wnioskodawca zostanie poinformowany na piśmie w terminie do 7 dni od daty zatwierdzenia protokołu z posiedzenia Komisji”. W dokumencie więcej terminów już nie ma. Natomiast kwestie „opiniowania” i „zatwierdzania protokołu” są przedstawiane osobno, zresztą ów tydzień liczony jest od momentu zatwierdzenia, a nie ma mowy, ile czasu jest na to zatwierdzenie. No ale to już tylko formalne didaskalia. Fakty praktyczne są natomiast takie, że Ruch czeka już 1,5 miesiąca na pieniądze od swojego największego (ale nie większościowego) udziałowca, jakim jest miasto. Kilkanaście dni temu wysłaliśmy w tej sprawia zapytania do chorzowskiego urzędu (pytaliśmy o dotację, obecną sytuację klubu, dalsze plany miasta wobec Ruchuitp.), ale nadal nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Obawy prezydenta
Chorzowianie przędą cienko – i to nie ze swojej winy. Kokosów w klubie nigdy nie było, natomiast jego sytuacja w ostatnich latach była stabilna, jedna z najstabilniejszych w regionie. Przed sezonem budżet Ruchu został zaplanowany na bazie pewnych gwarancji ze strony akcjonariuszy, w tym miasta – pisaliśmy już o tym nieraz. Z ich realizacją pojawiły się jednak problemy. O ile prywatni udziałowcy z pewną obsuwą wywiązali się ze swoich zobowiązań (choć do najbardziej aktywnych we wspieraniu nie należą), o tyle Chorzów na Ruch jeszcze nie dał. Wszystko było pokłosiem zeszłorocznego zatrzymania poprzedniego prezydenta miasta, Andrzeja Kotali, któremu prokuratura zarzuciła nieprawidłowości finansowe za jego kadencji. Pod znakiem zapytania stanęło to, czy miasto może w ogóle wspierać Niebieskich – stąd obawy Michałka. Żadnej złej woli w tym kontekście u niego dopatrzyć się nie można, bo przecież wiadomo nie od dziś, że co, jak co,ale Ruch jest bardzo bliski jego sercu.
Jak na szpilkach
Z czasem podjęto działania mające na celu utorowanie magistratowi drogi, by na pewno legalnie wspomóc Niebieskich. Stąd pomysł dotacji celowej zamiast wykupu akcji, stąd Ruch stał się spółką non profit – by nikt nie zarzucił miastu, że za miejskie pieniądze ktoś prywatny może uzyskać dywidendę (tj. zysk). Były obawy o budżet Chorzowa na rok 2026, ale udało się go przegłosować – a w nim pieniądze dla 14-krotnych mistrzów Polski. Ruszył program z dotacjami, przyjęto i – najpewniej – zaakceptowano wniosek i... nic.
Przy Cichej czekają jak na szpilkach, bo przypomnijmy – mowa o miejskim wsparciu za rok obecny, ale i poprzedni. To brak niemal 7 mln zł w budżecie, a nie są to żadne pieniądze „ekstra”, za które można nadprogramowo poszaleć na rynku transferowym czy poczynić jakieś inwestycje. To środki na bieżące funkcjonowanie, także na wynajem Stadionu Śląskiego, który wzięło na siebie miasto (choć formalnie płaci za to Ruch).
Jacka Daniel's się nie leje
Braku przelewu nie da się wytłumaczyć niczym innym jak ciągłymi obawami Szymona Michałka o to, czy taka operacja nie przysporzy mu problemów a la Kotala – a to mimo wyżej wymienionych działań przygotowawczych. Zresztą polityczna sytuacja w Chorzowie nie jest dla prezydenta komfortowa, bo jego przeciwnicy kombinują nad referendum odwoławczym (aczkolwiek nawet jeśli się odbędzie, szanse odwołania – jak poczyniono w Zabrzu – są na ten moment niewielkie). Ruch tymczasem musi jakoś sobie radzić, a przecież nie trzeba być doktorem ekonomii, aby mieć świadomość, że w bieżącej sytuacji zachwiania płynności finansowej są więcej niż prawdopodobne. Obawy o to czy Niebiescy w ogóle dograją sezon – bo takowe też się gdzieniegdzie pojawiały! – są mocno przesadzone, ale na pewno w tej chwili Jack Daniel's z kranów przy Cichej się nie leje.
Piotr Tubacki
