Trudna lekcja, ale potrzebna

Rozmowa z Magdą Linette, trzecią Polką w rankingu tenisistek WTA

34-letnia Poznanianka wierzy, że skoro wciąż stać ją na wygrywanie z tenisistkami, które zdobywają wielkie szlemy, to… Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus

Nie udało się pani po raz pierwszy w karierze pokonać Marty Kostjuk, a Polska przegrała z Ukrainą 0-4 w Billie Jean King Cup w Gliwicach. Czy z takiej porażki (4:6, 0:6) mimo wszystko można wyciągnąć coś pozytywnego?

- Generalnie myślę, że mój tenis Marcie po prostu pasuje. To na pewno dla mnie kubeł zimnej wody i sygnał do tego, że nad niektórymi aspektami gry na mączce muszę popracować. Bo to, co sprawdzało się na korcie twardym, nie działa na ziemi. Mimo wszystko to może być motywujące.

Dwa lata temu na tej nawierzchni zdobyła pani swój ostatni tytuł w cyklu WTA, w Pradze. Jakie są pani oczekiwania przed tegoroczną rywalizacją na mączce?

- Nie mam żadnych oczekiwań, bo mam wrażenie, że mój wynik trochę zależy od tego, z kim gram i w jakich warunkach. Kort ziemny uwydatnia fizyczność, ona jest decydującym czynnikiem, przynajmniej w moim przypadku. Ale ten sezon zaczęłam bardzo równo, trochę odbudowałam stabilność. I dlatego daję sobie szansę na to, że kiedy pojawi się okazja na coś więcej, po prostu uda mi się ją wykorzystać. Czy to będzie akurat na mączce, zobaczymy. Pierwszy start od 22 kwietnia w Madrycie.

Rozwój pani kariery przebiegał zupełnie inaczej niż choćby Igi Świątek, która eksplodowała w bardzo młodym wieku. Pani swoją pozycję budowała latami i osiągnęła apogeum dopiero w okolicach trzydziestki. O czym mówi taka droga i sekret utrzymywania się w tenisowym topie?

- Myślę, że mój przykład jest zwyczajnie ludzki, przekonuje, że nie trzeba zaczynać kariery tenisowej od jakichś niesamowitych zwycięstw. Można być przeciętną zawodniczką, która dzięki ciężkiej pracy i w otoczeniu dobrych ludzi u boku może wiele osiągnąć. Jestem trochę dowodem na to, że nigdy nie jest za późno na to, żeby osiągnąć bardzo fajny poziom. Ale oczywiście to wymaga wielu rzeczy, w tym ciężkiej pracy.

Z Markiem Gellardem pracuje pani - wyłączając dwuletnią przerwę - już prawie 6 lat, to rzadko spotykane we współczesnym tenisie. Wiadomo, że idealnych relacji nie ma, ale wydaje się że łączy was trwałe porozumienie…

- Mark sam doskonale wie, że jest nam daleko do ideału (śmiech). Ale dla mnie to osoba z największą wiedzą tenisową, w tym dotyczącą techniki. To osoba, która ma największy potencjał i elastyczność w kwestii tego, z kim może pracować. Można mu dać na korcie osobę zupełnie początkującą i on będzie wiedział, jak ją poprowadzić. Równie dobrze można mu dać kogoś z Top 10 i też będzie wiedział, jak z nią pracować. Myślę, że tutaj jego potencjał nigdy nie został nawet sprawdzony, ani choć trochę nagłośniony, bo jest osobą, która się po prostu na tenisie bardzo dobrze się zna. Dodatkowo mam oczywiście w sztabie Agnieszkę (Radwańską, byłą wiceliderkę rankingu i finalistkę Wimbledonu - przyp. red.), która daje mi więcej spokoju, uczy cierpliwości, patrzenia z innej perspektywy. To fajna kombinacja. Trzeba też oddać Markowi, że zawsze zostawia przestrzeń na inną osobę w sztabie, że nie stawia swojego ego ponad innymi. Po prostu dla niego najważniejsze jest to, żebym grała jak najlepiej w tenisa, a nie to, żeby o nim było głośno. O tym akurat mówi się nie dość wystarczająco.

W pani mediach społecznościowych dostrzegam, że próbuje pani znaleźć balans między kortem a innymi aktywnościami, jak choćby modelingiem. To otwieranie już nowych furtek?

- To zdecydowanie był już dłuższy proces, ponieważ skończyłam studia licencjackie, teraz jestem w trakcie robienia studiów magisterskich z zarządzania, tak więc ten proces, moje świadome działania, trwają od dłuższego czasu. Bo zawsze zdawałam sobie sprawę, że kariera trwa tylko do pewnego momentu i trzeba zacząć się przygotowywać na to, co będzie „po”. Tenis to nie wszystko, mamy też życie prywatne, pasje. Zawsze staram się podchodzić do wielu rzeczy z humorem, tak sobie radzę z niektórymi tematami i sprawami. Wiadomo, nie wszystkim się to podoba, nie jestem osobą, którą wszyscy muszą koniecznie lubić, ale jednak większość ma fun z moich mediów społecznościowych i czują w nich chociaż trochę cząstkę siebie.

Ale pani historia jest zarazem najlepszym przykładem, że w social mediach trzeba być też odpowiedzialnym. Lecąc dwa lata temu na turniej do Wuhan - skąd w 2019 roku rozniosła się pandemia Covid - wrzuciła pani zdjęcie z podpisem „baza wirusów została zaktualizowana”. Spotkało się to z nieprzychylną reakcją Chińczyków i ze strony szefowej organizacji tenisistek WTA.

- To prawda i to jedno. Natomiast druga rzecz to fakt, że jako sportowcy zaczynamy zdawać sobie sprawę, jak bardzo globalnym głosem jesteśmy. Dla mnie to była taka nauczka, ponieważ jakaś rzecz akceptowalna w jednym kraju, w innym już nie jest taka. To, na co mogą pozwolić sobie inni obywatele naszego kraju, ja już niekoniecznie, ponieważ jestem postrzegana jako osoba publiczna, która dużo podróżuje i jej głos niesie się inaczej. To była lekcja, trudna lekcja, ale potrzebna, nie tylko dla mnie.

W 2023 roku zagrała pani w wielkoszlemowym półfinale w Melbourne. Czy wyznacza pani sobie jeszcze długofalowe cele, czy raczej stara się podchodzić z meczu na mecz, z turnieju na turniej?

- Nie mam jakichś konkretnych celów, zwłaszcza już na tym etapie mojej kariery, ale oczywiście mam cele, do których dążę i które chciałabym osiągnąć. Wydaje mi się, że wciąż prezentuję poziom, który pozwala na wygrywanie z dziewczynami, które zdobywają wielkie szlemy…

… jak choćby rok temu z Coco Gauff czy z Igą Świątek trzy tygodnie temu w Miami!

- Na przykład (śmiech), więc cały czas wierzę, że ja też mogę dochodzić do tych finałowych rund. Kto wie? I najważniejsze, żebym była gotowa, kiedy taka okazja się nadarzy.

Rozmawiał Tomasz Mucha


Magda LINETTE  - ur. 12 lutego 1992 w Poznaniu. Aktualnie 56. w rankingu, ale w marcu 2023 była 19. Zdobyła trzy tytuły w cyklu WTA Tour w singlu - w Bronksie (2019), Hua Hin (2020) i w Pradze (2024), oraz dwa w deblu - w Charleston i w Eastbourne (oba 2022). Reprezentantka Polski w rozgrywkach Billie Jean King Cup.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się