Trofeum coraz bliżej

Na kwadrans przed końcem Biało-czerwoni prowadzili z Kuwejtczykami tylko jedną bramką, ale zdołali wrzucić wyższy bieg i odjechać kompletnie zagubionym rywalom.

Paweł Paterek aż 9 razy znalazł drogę do kuwejckiej bramki. Fot. Paweł Bejnarowicz / Press Focus

MISTRZOSTWA ŚWIATA MĘŻCZYZN

Wydawało się, że zmiana priorytetu, jakim – po zajęciu 4. miejsca w grupie i przenosinach z duńskiego Herning do chorwackiego Poreczu na „turniej pocieszenia” z udziałem ośmiu najsłabszych drużyn mundialu – stał się Puchar Prezydenta IHF, na tyle mocno zmobilizuje naszych reprezentantów, iż wybiegną na parkiet z „czystymi głowami” i kolejnych po Algierczykach rywali rozniosą w pył.

Trudny początek

Trener Marcin Lijewski zastosował zasadę „zwycięskiego składu się nie zmienia”, zostawiając na trybunach leczących urazy, Kamila Syprzaka i Arkadiusza Morytę. Jednocześnie przestrzegał przed lekceważeniem Kuwejtczyków, preferujących nietypową i niewygodną obronę 3:2:1. – Nie jest to defensywa, przeciwko której lubimy grać, więc musimy się do niej dobrze przygotować – podkreślił „Szeryf”, ale o tym, że czasu na przygotowanie do starcia z 4. zespołem Azji było niewiele, świadczył początek spotkania. – To nie są leszcze, Stefan – można byłoby zacytować klasyka podczas obserwowania pierwszych minut. Grający z fantazją Kuwejtczycy nie mieli kompleksów. W naszą płasko stojącą defensywę wchodzili jak w masło, raz po raz dziurawiąc siatkę wiszącą za Kacprem Ligarzewskim. Stwierdzenie, że rywale dominowali, byłoby niesprawiedliwe, bo na większość ich trafień nasi zawodnicy odpowiadali równie efektownymi akcjami, ale strata ośmiu bramek w siedem minut mogła niepokoić. Trener Lijewski zareagował zmianą bramkarza i w miejsce zawodnika Górnika Zabrze, który nie zdołał zderzyć się z piłką, wszedł Adam Morawski. Chwilę trwało, zanim „Loczek” złapał rytm, ale jak już to zrobił, to bronił jak w transie. Pomogli mu koledzy z defensywy, agresywniej wychodzący do przeciwników, a zwłaszcza do Saifa Aldawaniego; lewy rozgrywający w czterech pierwszych spotkaniach rzucił 18 goli i wczoraj udowodnił, że sporo potrafi, ale z biegiem czasu tracił siły.

Rogulski jak Siódmiak

Miało to oczywiście przełożenie na wynik, lecz na pierwsze prowadzenie przyszło nam czekać do 12 minuty, kiedy przytomnym rzutem do pustej bramki przez całe boisko popisał się Łukasz Rogulski (10:9). Od tego momentu nasi panowie „podkręcili śrubkę”, a obrotowy Industrii Kielce wraz z Damianem Przytułą i Pawłem Paterkiem konsekwentnie wybijali Kuwejtczykom handball z głowy. Gdyby algierski trener Said Hadjazi nie był łysy, to już w 24 minucie, kiedy po raz drugi do siatki w tym turnieju piłkę posłał Bartłomiej Bis, wyrywałby sobie wszystkie włosy. – Myśmy tu przyjechali wygrać jeden mecz – powiedział selekcjoner, który pracuje w Kuwejcie od 20 lat, ma 11 tytułów z tamtejszymi klubami i zadanie wykonał, bo pokonał Gwineę...

Po co te nerwy?

W przerwie mury szatni naszych przeciwników musiały nieźle drżeć, bo na drugą połowę wyszli zmobilizowani i z chęcią odrobienia sześciobramkowej straty. Polacy dali się wciągnąć w wymianę ciosów i przy dynamicznej postawie Kuwejtczyków zrobiło się nerwowo. – Po co nam te nerwy? Nie śpieszcie się, grajcie w drugie, a nawet trzecie tempo – apelował trener Lijewski przy stanie 27:24 i za chwilę było... 27:26. Na szczęście nerwy w porę udało się opanować i kolejne 11 minut jego podopieczni wygrali... 11:0. Spora w tym też zasługa Morawskiego, który kolejnymi interwencjami „nakręcał” kolegów. Wobec odskoku na 12 bramek było praktycznie po meczu i nie bardzo wiedzącym o co chodzi rywalom udało się jedynie „przypudrować” wynik.

Puchar Prezydenta IHF jest na wyciągnięcie ręki, bo nikt nie odbierze nam 1. miejsca w grupie I, lecz ze słabiutką Gwineą trzeba zagrać (sobota, 18.00), a następnie pokonać najlepszy zespół spośród kwartetu grupy II, a są w niej: USA, Bahrajn, Japonia i Kuba. Ale to dopiero we wtorek...

Marek Hajkowski

13 INTERWENCJI na 35 rzutów zanotował Adam Morawski, co dało 36% skuteczności i nagrodę MVP.

59 RZUTÓW oddali Polacy (71% skuteczności), a Kuwejtczycy 58 (55%).

102 BRAMKI zdobyli Biało-czerwoni w trzech meczach z Kuwejtem.


◼  Polska - Kuwejt 42:32 (21:15)

POLSKA: Ligarzewski, Morawski - Wojdan 1, Paterek 9, Jędraszczyk 2, Rogulski 4, Przytuła 3/2, Czapliński 4, Olejniczak 1, Gębala 3, Bis 2, Czuwara 4, Pietrasik 2, Marciniak 3, Adamski 4. Kary: 8 min. Trener Marcin LIJEWSKI.

KUWEJT: Buyabes, Althafiri - Jaafar 3, Alhendal 2, Salmeen, Ghadanfar 5, Aldawani 8, Abdulaziz Alshammari 6/2, Alsanea 2, Radhei 1, Abdulrahman Alshammari 1, Dashti 4, Alkhamees, Alraghaib, Mubarak. Kary: 6 min. Trener Said HADJAZI.

Sędziowali: Ahmad Gheisarian i Amir Gheisarian (Iran). Widzów 125.

Przebieg meczu: 2:2 (2), 6:8 (7), 9:9 (11), 15:10 (17), 18:11 (21), 20:12 (24), 21:14 (28), 21:15 (30), 25:19 (36), 27:22 (41), 27:26 (45), 34:26 (51), 38:28 (57), 42:32 (60).