Treściwie, intensywnie, konkretnie
Rozmowa z Wojciechem Mrozem, trenerem Polonii Bytom
Na taką waleczność w wykonaniu swych podopiecznych – tu Konrad Andrzejczak, od lat z Polonią związany – liczy trener Wojciech Mróz. Fot. Gleb Soboliev / Press Focus
Ma pan w CV bogaty rozdział boiskowy, w tym ekstraklasowy. Więc pytanie będzie uprawnione: pamięta pan swoje rywalizacje z Wisłą?
- Owszem, choć raczej te... niszowe, z Młodej Ekstraklasy. Głównie jedną: zremisowaną 2:2, w której strzeliłem dla Polonii oba gole. Jednego – z rzutu karnego, a drugiego – po bardzo fajnej akcji indywidualnej. I to jest to dobre wspomnienie. Bo jest też dużo boleśniejsze.
To znaczy?
- W spotkaniu pierwszej drużyny przy Reymonta przegraliśmy 0:5. Bezdyskusyjnie. Ale nie mogło być inaczej, skoro po drugiej stronie grali m.in. Kamil Kosowski, bracia Brożkowie, Marek Zieńczuk i wiele innych gwiazd. Właśnie ze względu na te gwiazdy – mimo wysokiej porażki – cenię sobie fakt, że mogłem w tym meczu zagrać.
I jest jeszcze jedna wizyta w Krakowie, ta z jesieni.
- Tak, zakończona porażką 0:1. Choć nie stworzyliśmy tam zbyt wielu okazji, ciekawy to był mecz, otwarty. Mam nadzieję, że w niedzielę będzie podobnie.
Kibiców oczywiście zapraszamy jak najliczniej. Tym bardziej, że we wtorek przywieźliście punkt z trudnego terenu w Legnicy. A ja zapytam przekornie: większa była radość z remisu uratowanego w ostatniej chwili czy złość, że nie zgarnęliście trzech – bo były ku temu okazje?
- Dobre pytanie. Widziałem w szatni u chłopaków złość, że po tym, jak prezentowaliśmy się po 60 minucie, mogliśmy się pokusić o coś więcej. Widziałem zawodników mocno zjednoczonych, głodnych, nastawionych na to, żeby dać sobie jeszcze szansę gry o dużą stawkę w tym sezonie. Przez dwa tygodnie, w małych rzeczach treningowych, budowaliśmy właśnie takie nastawienie. Ten mental, że chcemy być Polonią, która ma swój styl, która jest powtarzalna, która nie kalkuluje i zawsze chce grać o zwycięstwo.
To wszystko fajnie brzmi, ale nie wierzę, że jakikolwiek trener powiedziałby podopiecznym: „Nie szukajcie bramki”. Więc pytam konkretnie: co takiego przez te dwa tygodnie się zdarzyło w tej sferze mentalnej?
- W odróżnieniu od poprzedniego projektu, wróciliśmy do takich rzeczy, jak poczucie przynależności do klubu. Bardzo mi zależało w pierwszym kontakcie z drużyną, żeby przedstawić siebie jako osobę, która wywodzi się z tego środowiska, która była „stworzona” w tym klubie, w tym mieście, i tym ich zarazić. A zarazem chciałem przypomnieć im, dla jakiego klubu gramy, jakie barwy reprezentujemy. Że wielu z nich - Patryk Stefański, Lucjan Zieliński, Tomasz Gajda, Konrad Andrzejczak - robiło tutaj parę awansów, i że była to bardzo duża rzecz. Moim zadaniem było po prostu zrobić wszystko, żeby wszyscy poczuli tożsamość z tym klubem. Zresztą kibice bytomscy po tych niewygranych meczach też starali się nam przekazać nie żal i złość, ale to, że sport w tym mieście jest czymś, co sobie bardzo cenią, z czym się utożsamiają. To też powiedziałem zespołowi.
I jak pan ocenia efekt?
- Zadziałało; zawodnicy naprawdę bardzo dobrze odpowiedzieli. Poczułem, że jesteśmy bardzo mocno zjednoczeni i że jesteśmy w stanie wygrywać jeszcze duże mecze w tym sezonie.
Ładnie pan ten mental objaśnił. Sportowo w Legnicy też widzieliśmy już inną Polonię.
- Bo chciałbym, żeby „moja” Polonia była bardziej wyrazista. Ma być drużyną, która – będąc w posiadaniu piłki - ma myśleć o strzeleniu bramki, a nie o posiadaniu samym w sobie. A jeżeli będzie bronić, to z poświęceniem, z determinacją: żeby odebrać piłkę. Nie chciałbym mówić, że wcześniej tego nie było. Piłkarze za mojego poprzednika bardzo profesjonalnie podchodzili do obowiązków. Ale ja czułem, że potrzeba czegoś więcej: iskry, większego ognia. Bo widziałem, że przez te mecze, których nie wygrywaliśmy, pojawiał się brak wiary w to, że możemy jeszcze w tym sezonie grać mecze o stawkę,
W poprzednich sześciu meczach wiosennych po 60 minucie zaczynał się odwrót Polonii: traciliście bramki, traciliście punkty. Teraz „miażdżenie Miedzi” zaczęło się po 70 minucie. Coś się zmieniło również w wymiarze fizycznym waszych treningów przez dwa tygodnie?
- Muszę przyznać, że tak; troszeczkę zmieniliśmy ich charakterystykę. Zastosowałem bodziec w postaci bardziej intensywnych treningów. Starałem się zminimalizować czas nieefektywny w klubie i nieefektywny na boisku; zminimalizować przerwy, a tym samym zwiększyć koncentrację zawodników na wykonywanych zadaniach. Treściwie, intensywnie, konkretnie – w rozmowach formacyjnych w szatni, i podczas zajęć na boisku.
Ot, i cała tajemnica Wojciecha Mroza. Takie to proste?
- Myślę, że na razie, po remisie, nie ma tego co aż tak pompować. Ale udało nam się zastosować w procesie treningowym takie zmiany, żeby zawodnik trzymał nastawienie, koncentrację i intensywność przez całe zajęcia.
To chyba dobrze, że dla sprawdzenia tych metod od razu wchodzicie na ten absolutny wierzchołek w pierwszej lidze, czyli na Wisłę Kraków? Nie wiem, jaki będzie wynik meczu, ale zawodnicy po prostu powinni schodzić do szatni wiedząc, że zrobili wszystko, by był dobry?
- Dokładnie takie nastawienie budujemy. Nie myślimy o tym, co będzie po meczu, nie myślimy jaki będzie wynik, tylko skupiać się będziemy na każdej kolejnej akcji, żeby była ona na dużej jakości, dużej intensywności.
Dariusz Leśnikowski
Powrót stopera
Po kontuzji – drobnych problemach z „achillesem” - wraca do kadry Polonii na mecz z Krakowianami stoper Ołeksandr Azaćkyj. Trwa też wyścig z czasem Jakuba Araka o powrót na murawy.
Wojciech Mróz. Fot. Gleb Soboliev / Press Focus
