Trener Fornalik poprawił wiele rzeczy
Rozmowa z Denisem Venturą, pomocnikiem Ruchu Chorzów.
Blisko 31-letni Ventura zawsze profesjonalnie podchodzi do swoich obowiązków. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus
Jak humory po rozpoczęciu przygotowań? Trzeba było wrócić do roboty...
– Oczywiście, trzeba było wrócić (uśmiech). Poprzedni sezon już za nami, zaczynamy od początku, z nowym celem. Jedyne, co nam zostało, to ciężka i solidna praca, żeby odpowiednio przygotować się w tym okresie. Mam nadzieję, że drużyna będzie dobrze wzmocniona, że stworzymy zespół i od początku będziemy na właściwej drodze.
Pierwsze treningi w ostrym słońcu, może trzeba zmienić ich godzinę...
– No mogłyby być trochę wcześniej (uśmiech). Warunki bywają ciężkie, ale w trakcie przygotowań to jest OK.
A czy końcówka poprzedniego sezonu siedzi wam jeszcze w głowach? Porażka w Pruszkowie, wypadnięcie ze strefy barażowej...
– Nie, już nie. Byliśmy rozczarowani, bardzo smutni, było dużo złych i negatywnych emocji, ale... taka jest piłka. To już jest za nami. Mamy chociaż nowe doświadczenie odnośnie tego, czego... nie robić i na co zwracać większą uwagę w przyszłości.
Co do przyszłości, to swoją związał pan z Ruchem, przedłużając kontrakt. Był pan w sporej grupie zawodników z wygasającymi umowami, ale akurat u pana nie było opcji przedłużenia. Jak wyglądały negocjacje?
– Po zakończeniu sezonu siedliśmy przy jednym stole i porozmawialiśmy. Klub chciał kontynuować współpracę, ja również, więc relatywnie szybko się dogadaliśmy. Jestem bardzo szczęśliwy, że mogę tu zostać i kontynuować.
Było jakieś zainteresowanie z innych klubów?
– Było, było. Poprzedni sezon dla mnie, indywidualnie, był całkiem OK. Miałem pięć bramek i pięć asyst. To było coś, ale wewnątrz siebie czułem, że chcę tutaj zostać, pomóc tej drużynie i temu klubowi osiągnąć, co najlepsze.
A skąd było to zainteresowanie?
– Było coś z Polski, ale też z zagranicy – Czechy, Węgry. Wybrałem jednak Ruch i jestem zadowolony.
Czego według pana zabrakło w poprzednim sezonie i co musicie poprawić w tym nowym, aby w końcu zająć miejsce w czołowej szóstce?
– Trzeba wygrywać mecze z drużynami, które są niżej w tabeli. Ze Zniczem Pruszków czy Pogonią Siedlce straciliśmy w sumie 12 punktów! Czasami brakowało nam skuteczności. Nie zawsze w meczu trzeba grać dobrze, żeby wygrać 1:0. Dlatego we wszystkich spotkaniach musimy pokazywać odpowiedni charakter; że jesteśmy razem i idziemy po zwycięstwo na sto procent.
W 1. lidze nie będzie już Wisły, Śląska i Wieczystej, gdzie wiadomo, jakie tam były możliwości finansowe. Spadł chociażby GKS Tychy, a beniaminkowie zdają się mieć więcej ograniczeń od niego. Całościowo można odnieść wrażenie, że poziom zaplecza będzie ciut niższy niż ostatnio, więc czy myśli pan, że będzie Ruchowi łatwiej?
– Nie wiem, trudno teraz powiedzieć. Zależy, jak kluby, które spadły z ekstraklasy, będą się wzmacniać i jak szybko będą chciały wrócić. Myślę, że w poprzednim sezonie – co nie tyczy się tylko nas – mieliśmy to w swoich rękach, byliśmy blisko baraży, ale ich nie osiągnęliśmy. Nie chcę wyrokować, co będzie, bo to pokaże liga. Każdy mecz jest tam trudny. Skupiamy się tylko na sobie, bo jeśli będziemy pracować i zrobimy wszystko, co w naszej mocy, to możemy się dostać do top 6.
Gdy przychodził pan dwa lata temu – po spadku Ruchu z ekstraklasy – skład został całkowicie wymieniony. Przed rokiem w kadrze także doszło do rewolucji, a teraz jest znacznie spokojniej, większość drużyny została. Czy na pierwszych treningach czuł pan, że stabilizacja może być wreszcie waszym atutem? Trener Waldemar Fornalik lubi pracować w spokoju...
– Myślę, że tak. Oczywiście nie zaczęliśmy przygotowań w komplecie, bo brakowało kilku zawodników, ale wydaje mi się, że odkąd trener do nas przyszedł, poprawiliśmy wiele rzeczy. W poprzednich meczach w końcu wyglądaliśmy naprawdę fajnie – oczywiście pomijając Znicz Pruszków. Teraz mamy kolejny pełny okres przygotowawczy pod okiem trenera Fornalika, więc jeśli dojdą do tego jeszcze dobre wzmocnienia, to może nieźle zafunkcjonować.
Kilku nowych graczy jest już w drużynie. Co pan może o nich powiedzieć?
– Oni sami najlepiej pokażą, na co ich stać. Jeśli my wciągniemy ich do drużyny, damy dobry serwis, stworzymy warunki, to będzie zależeć już tylko od nich – jak będą grać i jak nam pomogą. Mają duży potencjał.
Czyli chrzest na zgrupowaniu w Wałbrzychu?
– Oczywiście (uśmiech). Tam pokażą swoją inną stronę. Zgrupowania są fajne, chrzty również, zawsze jest dobry humor w drużynie i sztabie, więc to bardzo pozytywna rzecz.
Śledzi pan mistrzostwa świata?
– Trochę tak, ale nocne godziny rozgrywania spotkań nie są pomocne. Ale trzymam kciuki. Silni są Hiszpanie, może też Argentyna...
W szatni były zakłady?
– Oj, jeszcze nie. Początkowo, po pierwszym treningu, były ogólne rozmowy, jak było na wakacjach i tak dalej.
A jako Słowak cieszy się pan, że Czechom nie idzie? (śmiech)
– Chyba nie (śmiech). Ich pierwszy mecz, z Koreą, nie był dobry w ich wykonaniu. Grali dużo długich piłek, nie było takiego fajnego, nowoczesnego futbolu. W drugim meczu, z RPA, było już trochę lepiej, ale nie cieszę się z ich niepowodzeń. Byłbym zadowolony, jakby im się wiodło. Ja wszystkim życzę tego, co najlepsze, bo trzeba drugiemu człowiekowi dobrze życzyć – zawsze!
Rozmawiał Piotr Tubacki
68 MECZÓW w Ruchu rozegrał przez dwa sezony Denis Ventura, zdobywając 8 bramek i 8 asyst. Dobry bilans, jak na pierwszoligowegośrodkowego pomocnika o charakterystyce „box to box”.
