Tomczyk zostanie do końca rundy
Rozmowa z Tomaszem Stefankiewiczem, dyrektorem sportowym Polonii Bytom
Nie tylko trener Polonii jest ciekawy rozwoju wypadków na linii Warszawa - Częstochowa - Bytom… Fot. Norbert Barczyk/PressFocus
Czy Raków Częstochowa wyszedł już do Polonii z ofertą „wykupu” trenera Łukasza Tomczyka?
- Na tę chwilę nasze kluby nie negocjują potencjalnego przejścia trenera do Rakowa (rozmowa odbyła się w piątek po południu - przyp. red.), natomiast coś takiego może się wydarzyć.
Czy sam trener poinformował, że rozmawia z Rakowem?
- Tak, w czwartek trener powiadomił nas, że jest brany pod uwagę w Rakowie jako następca Marka Papszuna. To świeży temat, zarząd Polonii został poinformowany o takiej możliwości. Na razie jednak skupiamy się na sobotnim meczu ze Stalą i chciałem podkreślić pełen profesjonalizm sztabu, który ani przez chwilę nie dał odczuć, że jego głowy są gdzie indziej, tylko w pełni koncentrują się na tym, żeby wygrać kolejny mecz.
Odejście z Polonii Tomczyka zależy od tego, czy Papszun obejmie Legię?
- Pewnie tak, ale mówimy o dwóch topowych klubach w tym kraju - Legii i Rakowie - i być może jednym z najlepszym szkoleniowców w tym kraju, więc takie tematy nie są łatwe do realizacji. Podejrzewam, że ta transakcja nie będzie prosta. Czekamy na to, co się wydarzy, ale jedno dla nas jest pewne, że trener Tomczyk zostanie w Bytomiu do końca obecnej rundy.
Czyli poprowadzi zespół w ostatnich trzech meczach w tym roku i w pucharowym z Avią Świdnik?
- Zgadza się, to jest decyzja wspólna, nasz wentyl bezpieczeństwa. Raków to jest kwestia przyszłości, potencjalnej ścieżki rozwoju trenera Tomczyka, ale to jest człowiek, który ma swoje zasady, ma wdzięczność względem tego, co się wydarzyło przez ostatnie dwa lata w Bytomiu i przede wszystkim ze względu na piłkarzy nie akceptuje możliwości wcześniejszego odejścia.
Czy Polonia ma jakieś warunki brzegowe, które Raków musiałby spełnić?
- Nie mamy takich. Byłoby nieetyczne i nieeleganckie uniemożliwić szansę rozwoju naszemu czołowemu pracownikowi. Z zarządem nie rozmawialiśmy jeszcze, jak podejdziemy do tematu od strony finansowej, ale biorąc pod uwagę dobre relacje z Rakowem, nie będziemy tworzyć zapory. Natomiast Polonia to nie jest nasz prywatny biznesik, tylko spółka z o.o., której właścicielem jest miasto i musimy zabezpieczyć interes właściciela. W naszej gestii jest to, żeby dbać o transparentność i gospodarność spółki, pamiętając przy tym o sferze ludzkiej i szansie dla trenera. Dlatego jestem pewny, że gdy dojdzie do rozmów, usiądziemy z Rakowem do stołu i znajdziemy porozumienie.
Odejścia Tomczyka można się było wcześniej czy później spodziewać. Rozumiem, że był pan na to w pewnym sensie przygotowany?
- To nie jest tak, że budzimy się nagle i ojej, co to będzie! Od dłuższego czasu jako klub pracujemy procesowo, działają u nas pewne schematy i automatyzmy. Dużą siłą Polonii dzisiaj jest to, że to nie jest klub budowany na emocjach, tylko racjonalnie, przejrzyście i konsekwentnie. I jeżeli ktoś nas obserwuje, wie, jak funkcjonujemy, to może sobie wyobrazić, co czeka nas po trenerze Tomczyku. Więc jesteśmy przygotowani na taką ewentualność, a w pionie sportowym został wprowadzony stan gotowości. Wbrew obawom niektórych kibiców, Polonia nie zginie.
Podjęliście już rozmowy z kandydatami na potencjalnego następcę Tomczyka?
- Pamiętajmy, że mówimy obecnie o czymś, co się nie wydarzyło. Jednak bez względu na to, mamy na bieżąco tworzony tzw. gabinet cieni, jest 6-8 trenerów, z którymi chcemy wkrótce porozmawiać, bo mogą pasować do naszego projektu. Ale z założeniem, że do zmiany szkoleniowca może jeszcze teraz nie dojść i Tomczyk zostanie jednak w Polonii do końca sezonu.
Padło w przestrzeni medialnej nazwisko Jakuba Dziółki. To faworyt?
- Nie ma faworytów, wszyscy mają czystą kartę, co nie oznacza, że trener Dziółka to nie jest interesujący kandydat. Wręcz przeciwnie, patrząc na piłkę analitycznie jest jednym z tych, którzy pasują do naszego modelu gry. Awansował do I ligi z przeciętną Skrą Częstochowa, potem był asystentem w Rakowie i miał przygodę z europejskimi pucharami. Jest brany pod uwagę.
Trener zagraniczny?
- Nie, nie mamy rozeznanego tak dobrze rynku zagranicznego, a uważamy, że kierunek, w którym podążamy i nasza metodologia są dobre i nie musimy szukać za granicą. Będę chciał szukać wśród polskich trenerów, z pokolenia trenera Tomczyka. Doświadczenia pokazały mi, że nie trzeba się takich decyzji bać.
Rozmawiał Tomasz Mucha
