To nie jest koncert życzeń
Rywalizacja na środku chorzowskiej defensywy trwa w najlepsze. Aleksandrowi Komorowi bynajmniej to jednak nie przeszkadza. – Skupiam się na sobie – mówi „Sportowi”.
Nie tylko ze Stalą Mielec Aleksander Komor górował nad rywalami. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus
RUCH CHORZÓW
Już wielokrotnie opisywaliśmy, jak mają się sprawy na środku obrony Ruchu. W 2026 roku – poza meczem w Rzeszowie – duet stoperów tworzą Andrej Lukić i Aleksander Komor. Do obu tych graczy były w przeszłości uzasadnione pretensje. Najpierw „ogarnął” się jednak Chorwat, a ostatnio naprawdę dobrze wygląda też Polak.
Nerwowe końcówki
W poprzednim, wygranym 2:1 meczu z Mielczanami chorzowska defensywa ponownie się spisała. Nie zmienił tego fakt stracenia bramki już w 2 minucie. – Był stały fragment i w polu karnym zareagowaliśmy dobrze. Wybiliśmy piłkę, ale rywal uderzył z dystansu. Myślę, że powinien być lepszy blok, „Gradziu” (Bartłomiej Gradecki – przyp. red.) nic też nie widział. Cieszy jednak nasza późniejsza reakcja. Z kolejnymi minutami nasza gra się poprawiała i ostatecznie wygraliśmy – przeanalizował chłodno Komor.
– Szczególnie w drugiej połowie był taki moment, że mogliśmy zamknąć mecz na 3:1, ale jak się nie da strzelić, to trzeba wybronić i należy to docenić – dodał chorzowski obrońca. Ruch zanotował trzy kolejne zwycięstwa, wszystkie jedną bramką. W każdym z tych spotkań obrońcy mieli w końcowych minutach pełno pracy. – Gdy prowadzi się tylko jedną bramką, to końcówki zawsze są nerwowe. Rywale angażują w atak większą liczbę zawodników, grają bardziej bezpośrednio i czasami mają przewagę w naszym polu karnym. Trzeba być wtedy mocno skoncentrowanym i czujnym – powiedział Komor, który ostatnio prezentuje obie te cechy.
Profesjonalne podejście
Zimą do Chorzowa przyszedł kolejny, piąty już środkowy obrońca, Max Watson. – To komfort dla trenerów. Ja natomiast skupiam się na sobie, taki mam styl pracy. W każdym treningu i w każdym meczu chcę dobrze wyglądać i dawać jak najwięcej drużynie – mówi o rywalizacji Komor.
A jak się czuł, gdy klub ściągnął kolejnego obrońcę? Po krótkiej aklimatyzacji Szwed „wygryzł” ze składu właśnie Komora i ze Stalą Rzeszów zagrał od początku. Jak wiemy, nie dokończył meczu z powodu czerwonej kartki i potem do wyjściowej jedenastki wrócił stoper z Lublina. Przeciwko Stali Watsona nie było, bo leczył uraz. – Są takie momenty, ale podchodzę do tego profesjonalnie. To nie jest koncert życzeń. To decyzje sztabu i ja się muszę do nich dostosować. Chcę dawać z siebie maksa, czy to z ławki, czy od początku. Skupiam się na swojej robocie – wyjaśnił.
Brakowało agresji?
W pierwszych trzech meczach tego roku Ruch stracił aż siedem goli. W kolejnych trzech – tylko jednego. Z czego wynikało tak niepewne wejście w wiosnę? – Analizowaliśmy wszystkie sytuacje. Może za mało było agresji? To są złożone sprawy. Mówiliśmy też sobie, że w meczu ze Śląskiem czy Pogonią Siedlce rywale nie stworzyli wielu sytuacji, ale byli bardzo skuteczni. Wyjątkiem była Polonia Warszawa, bo to było spotkanie, które kompletnie nam nie wyszło. Pracujemy nad tym, żeby było jak najwięcej stabilizacji i pewności – powiedział Komor, który w sobotę zapewne wybiegnie od początku na ŁKS.
Piotr Tubacki
Przejście zza miedzy
Bardziej złośliwi kibice wypominają czasem Aleksandrowi Komorowi, że do Ruchu trafił z GKS-u Katowice, dla którego zagrał 42 razy i z którym awansował do ekstraklasy. Antagonizmy antagonizmami, ale pod względem logistycznym... – Nie musiałem zmieniać mieszkania. To było płynne przejście zza między – uśmiechnął się pochodzący z Lublina obrońca. – Pewnie, że cały czas mam kontakt z dawnymi kolegami. Nie będę się tego wypierał. Życzę im jak najlepiej – przyznał. Komor ma tę przyjemność, że mógł pracować pod okiem dwóch trenerskich legend: katowickiej, czyli Rafała Góraka, oraz chorzowskiej, Waldemara Fornalika. Co łączy tych panów? – Zarządzanie emocjami. To bardzo pozytywnie wpływa na szatnię w ciężkich chwilach. Gdy jest trudno, nie załamujemy się i nie mówimy, że wszystko jest źle. Analogicznie w odwrotnej sytuacji nie mamy też głowy w chmurach. To bardzo pomaga, czuć ich doświadczenie. Obu bardzo sobie cenię – opowiedział nam defensor.
