To nie jest dobry czas
Jeszcze niedawno polscy skoczkowie odgrywali czołowe role w Turnieju Czterech Skoczni. Przed 74. edycją tej prestiżowej imprezy trudno jednak o optymizm.
Wielkie chwile naszych lotników - Bischofshofen 2017. W środku - Kamil Stoch ze Złotym Orłem, z lewej - drugi w generalnej klasyfikacji Piotr Żyła. Na najniższym stopniu podium stanął Daniel Andre Tande. Fot. Gep / Citypress24 / PressFocus
SKOKI NARCIARSKIE
W niedzielę kwalifikacjami rozpocznie się 74. Turniej Czterech Skoczni. Wystąpi w nim pięcioosobowa polska reprezentacja z utytułowanymi Kamilem Stochem i Piotrem Żyłą oraz Pawłem Wąskiem, Maciejem Kotem i zaledwie 18-letnim Kacprem Tomasiakiem. Zaskoczeniem jest brak Dawida Kubackiego, który raz tę imprezę wygrał, a na podium stał jeszcze dwukrotnie. To była na pewno trudna decyzja dla trenera Macieja Maciusiaka, ale w obliczu ostatnich wyników = jak najbardziej zasadna.
Piękne polskie chwile
Wspomnieliśmy o triumfie Kubackiego w TCS, ale nie on jeden spośród Polaków wygrywał ten turniej. W niemiecko-austriackiej imprezie trzykrotnie triumfował Kamil Stoch (2017, 2018, 2021), a po razie - właśnie Kubacki (2020) oraz Adam Małysz (2001). Jeszcze czterokrotnie polscy skoczkowie stali na podium: na drugim stopniu - Piotr Żyła (2017) i Kubacki (2023), a na trzecim Małysz (2003) i ponownie Kubacki (2020).
Ostatnie dwa sezony już tak udane nie były. W 2024 roku w klasyfikacji generalnej najwyżej, na 15. miejscu, sklasyfikowany był Stoch; Żyła zakończył 24., Kubacki 28., Aleksander Zniszczoł 31., a Wąsek 33. W kolejnej 73. edycji powiało lekkim optymizmem, bo udany występ zanotował Wąsek, kończąc turniej na ósmej pozycji. Jego koledzy jednak zawiedli; uplasowali się w końcowej klasyfikacji w czwartej dziesiątce: Kubacki 32., Jakub Wolny 33., Żyła 38., a Zniszczoł 40. W polskiej ekipie zabrakło Stocha, bo trzykrotny mistrz olimpijski był w słabej formie i wycofał się z imprezy, chcąc przygotować się do mistrzostw świata w Trondheim. Ostatecznie decyzją Thomasa Thurnbichlera na nie jednak nie pojechał. To wtedy wokół austriackiego szkoleniowca zaczęła się robić coraz gorsza atmosfera, która skończyła się jego dymisją. Nasi skoczkowie przyjęli ją z zadowoleniem obiecując, że z nowym trenerem będzie tylko lepiej.
Przełamanie nie nastąpiło
Niestety nie jest. W ubiegłym sezonie cieszyliśmy się z dobrych występów Wąska, ale w tym wiślanin jest dużo słabszy. Pozostali również zawodzą, choć wraz z trenerem z konkursu na konkurs obiecywali przełamanie i nawiązanie walki z najlepszymi. Ono jednak dotąd nie nastąpiło.
To nie jest dobry czas dla polskich skoków. Pociechę mamy tylko z Kacpra Tomasiaka, który niespodziewanie stał się liderem polskiej reprezentacji. I to z nim wiążemy największe nadzieje na dobre wyniki w 74. Turnieju Czterech Skoczni. A paradoksalnie mogło go... zabraknąć wśród wybrańców Maciusiaka. Była bowiem koncepcja, żeby dać odpocząć młodemu skoczkowi przed drugą częścią sezonu, którego najważniejszym punktem są zimowe igrzyska.
18-letni skoczek Klimczoka Bystra był o to pytany przez dziennikarza TVP. - Nie wiedziałem o takich zakulisowych przemyśleniach trenerów - odpowiedział. - Mogli to tak planować, żebym mógł trochę odpocząć. Teraz jestem jednak w takiej dyspozycji, że powinno mi się udać dobrze skakać i dopiero później będzie trzeba znaleźć czas na odpoczynek przed imprezami mistrzowskimi. Chcę jak najszybciej zaznajomić się ze skoczniami i czerpać radość z systemu KO, w którym będę debiutował. Jakichś wynikowych oczekiwań nie mam, tylko chcę skakać na stabilnym i jak najwyższym poziomie. Wynik wtedy na pewno sam przyjdzie - zapewnił.
Złoty Orzeł czeka
Z pewnością Tomasiak nie zalicza się do grona faworytów do końcowego triumfu w 74. TCS. Tych należy upatrywać wśród skoczków wiodących czołowe role w dotychczas rozegranych konkursach Pucharu Świata. Należy do nich przede wszystkim lider klasyfikacji generalnej, Słoweniec Domen Prevc, będzie się też liczył jego rodak Anże Laniszek, choć ostatnio nie zachwyca tak, jak na początku sezonu. Do wysokiej formy wrócił triumfator sprzed dwóch lat, Japończyk Ryoyu Kobayashi. Ostatnio świetnie spisują się Niemcy Philipp Raimund i Felix Hoffmann. No i nie wolno zapominać o Austriakach, którzy zawsze odgrywali pierwszoplanowe role w TCS. W ubiegłej edycji zajęli przecież wszystkie miejsca na podium.
Wracając do Tomasiaka i pozostałych naszych reprezentantów: nie mielibyśmy nic przeciwko powtórce z roku 2020. Zwyciężył wtedy niespodziewanie Dawid Kubacki, choć do zawodów przystępował jako 15. zawodnik w klasyfikacji generalnej PŚ. Bo Turniej Czterech Skoczni rządzi się swoimi prawami i nieraz zdarzało się, że 6 stycznia po Złotego Orła sięgał zawodnik nie uwzględniany w gronie fawor
Przygotował Andrzej Wasik
PROGRAM TCS1. konkurs - Oberstdorf (Niemcy)
28 grudnia, niedziela
14.00 - oficjalny trening
16.30 - kwalifikacje
29 grudnia, poniedziałek
15.00 - seria próbna
16.30 - pierwsza seria konkursowa
2. konkurs - Garmisch-Partenkirchen (Niemcy)
31 grudnia, środa
11.00 - oficjalny trening
16.00 - kwalifikacje
1 stycznia, czwartek
12.30 - seria próbna
14.00 - pierwsza seria konkursowa
3. konkurs - Innsbruck (Austria)
3 stycznia, sobota
11.45 - oficjalny trening
14.30 - kwalifikacje
4 stycznia, niedziela
12.00 - seria próbna
13.30 - pierwsza seria konkursowa
4. konkurs - Bischofshofen (Austria)
5 stycznia, poniedziałek
14.00 - oficjalny trening
16.30 - kwalifikacje
6 stycznia, wtorek
15.00 - seria próbna
16.30 - pierwsza seria konkursowa
Pierwszy wygrał Bradl
Projekt niemiecko-austriackiego turnieju w okresie świąteczno-noworocznym pojawił się w 1952 roku. Wtedy jako gospodarzy poszczególnych konkursów wskazano niemieckie miejscowości Oberstdorf i Garmisch-Partenkirchen oraz austriackie Innsbruck i Bischofshofen. Pierwsza edycja Turnieju Czterech Skoczni (tłumaczone z niemieckiej oficjalnej nazwy Vierschanzentournee) odbyła się na przełomie 1952 i 1953 roku, a jej zwycięzcą został został Austriak Sepp Bradl. Przez lata impreza stała się jedną z najważniejszych i prestiżową w kalendarzu skoków narciarskich. Jej regulamin przez lata ulegał zmianom. Przy okazji 45. edycji wprowadzono system KO polegający na tym, że na podstawie wyników kwalifikacji tworzonych jest 25 par (według klucza: 1. z 50., 2. z 49., itd.) pierwszej serii punktowanej. Do finału awansuje każdy zwycięzca pary oraz pięciu „szczęśliwych przegranych”, czyli zawodników z najwyższymi notami spośród pokonanych w parach.
20. RAZ wystartuje Kamil Stoch w Turnieju Czterech Skoczni. I będzie to jego ostatni występ, bo zapowiedział, że po tym sezonie skończy karierę. Najwięcej startów ma Japończyk Noriaki Kasai, który był na liście startowej aż 28. edycji TCS. Za nim w tej klasyfikacji są Austriak Manuel Fettner, który wystąpi w TCS po raz 27. oraz Szwajcar Simon Ammann - 26. raz.
Czołowa dziesiątka 73. TCS
|
1. Daniel Tschofenig (Austria) |
1194,4 pkt |
|
2. Jan Hoerl (Austria) |
1193,0 |
|
3. Stefan Kraft (Austria) |
1190,3 |
|
4. Johann Andre Forfang (Norwegia) |
1154,2 |
|
5. Gregor Deschwanden (Szwajcaria) |
1151,9 |
|
6. Pius Paschke (Niemcy) |
1134,0 |
|
7. Michael Hayboeck (Austria) |
1128,6 |
|
8. Paweł WĄSEK |
1109,3 |
|
9. Maximilian Ortner (Austria) |
1107,3 |
|
10. Anże Laniszek (Słowenia) |
1099,0 |
A TO CIEKAWE!
◼ Polacy na podium konkursów TCS (50 razy)1. miejsce (12): Kamil Stoch (7), Dawid Kubacki (3), Adam Małysz (2)
2. miejsce (14): Adam Małysz (5), Kamil Stoch (4), Stanisław Bobak (2), Dawid Kubacki (2), Piotr Żyła (1)
3. miejsce (24): Dawid Kubacki (8), Adam Małysz (5), Piotr Fijas (4), Józef Przybyła (3), Piotr Żyła (2), Tadeusz Pawlusiak (1), Kamil Stoch (1)
◼ Zwycięzca wszystkich konkursów TCS w jednej edycji
- Sven Hannawald (Niemcy, 2001/02)
- Kamil Stoch (Polska, 2017/18)
- Ryoyu Kobayashi (Japonia, 2018/19)
◼ Największa przewaga punktowa zwycięzcy TCS
- Adam Małysz (104,4 pkt nad Finem Janne Ahonenem w sezonie 2000/01). Polak jako pierwszy w historii uzyskał łącznie w tym turnieju ponad tysiąc punktów (1045,9)
◼ Skoczkowie z jednego na podium TCS
1954/55 - Finlandia: Hemmo Silvennoinen, Eino Kirjonen, Aulis Kallakorpi
1974/75 - Austria: Willi Puerstl, Edi Federer, Karl Schnabl
2011/12 - Austria: Gregor Schlierenzauer, Thomas Morgenstern, Andreas Kofler
2024/25 - Austria: Tschofenig, Hoerl, Kraft
Spec-zadanie Kubackiego w Engelbergu
W najbliższych konkursach Pucharu Kontynentalnego w szwajcarskim Engelbergu 27 i 28 grudnia wystąpią: Klemens Joniak, Jarosław Krzak, Dawid Kubacki, Jakub Wolny i Aleksander Zniszczoł. 35-letni Kubacki ostatni raz na tym poziomie wystąpił w styczniu 2016 roku, w Garmisch-Partenkirchen. Teraz ma odzyskać formę i pomóc w rywalizacji o dodatkowe miejsca startowe na styczniowe konkursy z cyklu Pucharu Świata w Zakopanem i Sapporo, które zamkną okres kwalifikacji olimpijskich.
