To naprawdę upokarzające
Rozmowa z Piotrem Czachowskim, byłym reprezentantem Polski, obecnie komentatorem meczów Serie A w Eleven Sports
Mocno symboliczny dla włoskiej kadry obrazek: Pio Esposito po meczu z Norwegią... Fot. PAP / EPA
Dlaczego Włosi tak mocno dostali po tyłku w dwumeczu z Norwegami?
– Odpowiedzi można szukać w różnych aspektach, nie ma jednej oczywistej. Po pierwsze – to nie jest tak, że problemy zaczęły się teraz. Od czasu ostatniego tytułu mistrzowskiego, w 2006 roku w Niemczech, na kolejnych dwóch mundialach Włosi nie wyszli z grupy, a w 2018 i 2022 w ogóle ich w finałach MŚ nie było. W ciągu tych 20 lat wdepnęli w „wielkie g...”.
Mocne słowa!
– No tak. Chodzi mi o to, że dziś 70 procent zawodników w Serie A to obcokrajowcy. I stąd czasem trudno znaleźć kandydatów do reprezentacji. Na „dziewiątkę” na przykład. Ogromna jest we Włoszech tęsknota za takim egzekutorem, jak ŚP Paolo Rossi. Giacomo Raspadori czy Gianluca Scamacca – tak, wiem, że walczył z poważnymi kontuzjami – mają potencjał i powinni dawać bardzo wiele drużynie narodowej. A tej jesieni w sumie zdobyli dla niej dwa gole. Wcale się nie dziwię, mając w pamięci nauczki dane im przez Szwecję i Macedonię w dwóch poprzednich kampaniach eliminacyjnych, że Włosi z niepokojem czekają na czwartkowe losowanie baraży.
Brak snajperów jest bolesny. Ale patrząc na niedzielne 1:4 z Norwegią, można zakrzyknąć: „Ideał sięgnął bruku!”. Myślę oczywiście o legendarnym „catenaccio”, czyli grze obronnej...
– Siedem goli straconych w dwumeczu ze Skandynawami to horror. Albo wygrana 5:4 z Izraelem – człowiek przecierał oczy ze zdumienia na widok błędów popełnianych w defensywie. To jest naprawdę upokarzające dla włoskiej piłki. Wytykał to publicznie Arrigo Sacchi: błędy indywidualne i błędy zbiorowe całej formacji. Obrońcy odwracali się plecami do dośrodkowań, zostawiając Norwegom wolną rękę w dograniach czy oddawaniu strzałów. „Tylko katorżnicza, ciężka praca indywidualna poszczególnych kadrowiczów może ten obraz zmienić” – grzmiał.
Na tę pracę selekcjoner żadnej reprezentacji w obecnych warunkach nie ma czasu. Zgrupowanie trwa zwykle tydzień, trzeba w jego trakcie rozegrać dwa mecze.
– Dlatego już pojawiły się sugestie, by przed marcowymi barażami przełożyć jedną kolejkę i dać Gennaro Gattuso ciut więcej czasu na pracę z piłkarzami. Oczywiście tylko tymi z Serie A, bo przecież kluby innych lig nie zwolnią włoskich kadrowiczów wcześniej, poza terminem FIFA. Bo w tym momencie, mimo pięciu kolejnych zwycięstw od momentu objęcia reprezentacji przez Gattuso, ona znów zdaje się w miejscu, w którym była, gdy w czerwcu żegnał się z nią Luciano Spalletti. Bo przecież znów pięknymi akcjami sprawiał Włochom psikusa ledwie 20-letni Antonio Nusa. „Produkcja” zdolnej młodzieży u Norwegów dziś wygląda o niebo lepiej niż we Włoszech.
Ale skoro są w Primaverze, czyli w rozgrywkach młodzieżowych, drużyny mające w składzie 29 obcokrajowców, to trudno się dziwić...
– Gabriele Gravina, od lat rządzący włoską piłką, zbagatelizował wiele spraw. Dlatego mam wrażenie, że dziś Italia nie jest na ścieżce, która przywróci jej tę siłę, do jakiej przyzwyczajeni są kibice włoscy i fani na całym świecie. Komentuję na co dzień Serie A i nie pamiętam sezonu, w którym na tym etapie mielibyśmy siedemnaście (! – przyp. red.) bezbramkowych remisów. I nie jest to kwestia skutecznego catenaccio, ale kiepskiego poziomu techniki użytkowej. Głównie Włochów, a nie cudzoziemców. Potem reprezentacja te kłopoty odzwierciedla. Nie mówiąc już o kolejnym problemie.
Czyli?
– Podejściu mentalnym. Kiedy oglądałem mecz Polaków z Maltą, gdzie nasze podejście do gry było – mówiąc oględnie – słabe, od razu stanął mi przed oczami mecz Włochów z Mołdawią. Wygrali 2:0 dzięki bramkom w końcówce (88 i 90+2 – dop. red.), ale spotkanie pokazało zupełne zlekceważenie przeciwnika.
Wciąż jeszcze – jak i my – mają szansę awansu na mundial! Choć w czwartym koszyku czekają na nich być może koszmarne wspomnienia...
– Gdyby po raz trzeci miałoby ich zabraknąć w finałach MŚ, słowo „katastrofa” byłoby zupełnie nieadekwatne do takiego scenariusza!
A mówimy o niedawnych – 2021! – mistrzach Europy!
– No i uwierzy pan, że brak jednego chłopa – Giorgio Chielliniego, takiego zarządcy, który scalał defensywę i nie tylko, bo kierował całym zespołem – może rodzić tak drastyczne konsekwencje?!
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
