To na pewno jest wstyd

Trener Jarosław Skrobacz szczerze o porażce Odry Opole z Ruchem Chorzów.

Jarosław Skrobacz po meczu z Ruchem nie może mieć zadowolonej miny. Fot. Mateusz Porzucek/PressFocus

Po pierwszej kolejce rundy rewanżowej Odra znalazła się w strefie spadkowej. Porażka 0:6 z Ruchem na Stadionie Śląskim mocno wstrząsnęła nie tylko jej kibicami, ale i piłkarzami oraz sztabem szkoleniowym. Tym bardziej docenić należy Jarosława Skrobacza, który stanął przed kamerami i starał się na gorąco ocenić katastrofę w Chorzowie.

Pierwszy gol stracony w 55 sekundzie, a następnie niewykorzystane okazje do wyrównania i kolejne trafienia, przy których nie popisał się chwalony ostatnio młodzieżowy bramkarz Adam Wójcik, sprawiły, że opolanie schodzili z murawy ze spuszczonymi głowami.

Mogą mieć pretensje do siebie

- Nasza gra, od straty gola w pierwszej minucie zaczynając, pokazuje - tak szczerze mówiąc - naszą słabość - bez owijania w bawełnę stwierdził szkoleniowiec opolan. - W pierwszej połowie grając, stwarzając nawet kilka bardzo dogodnych sytuacji, ułatwiliśmy zadanie Ruchowi. Przy stanie 0:1 były momenty, w których wydawało się, że już ten mecz kontrolujemy, że zapominamy o niefrasobliwości z 55 sekundy, bo Artur Pikk trafił w słupek, a Tomasz Przikryl z 8 metra wprost w obrońcę stojącego na linii pustej bramki. To było jednak złudne. Najbardziej boli to, że rywale nie musieli zrobić za wiele, żeby strzelić nam kolejne bramki. Co z tego, że kilkanaście minut wcześniej ostrzegaliśmy, żeby nie lekceważyć Bartka Barańskiego i nie zostawiać mu miejsca, bo potrafi uderzyć z dystansu, bo ma dobrze ułożoną stopę, że nie szuka strzału na siłę tylko dokładnego? No i w ten sposób zdobył dwie bramki... W pozostałych sytuacjach wystarczyło dograć piłkę w nasze pole karne i od razu przeciwnicy znajdowali się w dogodnej pozycji. Możemy mieć do siebie pretensje, bo trzeba być bardziej aktywnym w obronie - mówił Skrobacz.

Nie było pola manewru

Wielu obserwatorów uważa, że przy sześciu straconych golach golkiper Odry przynajmniej przy trzech - szczególnie na 0:2 i 0:3 - mógł się lepiej zachować. - Pozwalaliśmy bardzo łatwo dochodzić zawodnikom Ruchu do sytuacji - dodał trener Odry. - Nasze akcje były spóźnione i czym bliżej końca, tym było gorzej. Zmiany też praktycznie niczego nie wniosły, bo kadrę, którą przetrzebiły kontuzje, mamy taką jaką mamy. Powiem szczerze: czegoś takiego nie przeżywałem jeszcze jako trener. Po meczu w Głogowie pięciu zawodników, którzy spotkanie z Chrobrym dograli do końca, „rozsypało się” i nie trenowało przez cały tydzień oraz nie wystąpiło w Chorzowie. Dlatego z Ruchem zagraliśmy trójką stoperów. Jednak nie liczba obrońców jest najważniejsza. Pierwszy stracony gol nie jest winą systemu tylko prostych błędów indywidualnych i być może braku komunikacji. Druga sprawa jest taka, że nie było pola manewru. Na ławce mieliśmy kontuzjowanych, albo ledwo co wyleczonych Dawida Wolnego i Jakuba Bartosza, więc ogromnym ryzykiem byłoby wpuszczać ich do gry. Natomiast obok nich siedziało pięciu młodzieżowców-juniorów, z których Szymon Sikorski i Paweł Krysiak nie zaliczyli jeszcze debiutu, a Kacper Buniak ma za sobą zaledwie kilka minut w 1. lidze. Dlatego nasze ustawienie na mecz z Ruchem do ostatniego momentu praktycznie było eksperymentalne. Zagraliśmy więc w ustawieniu, w którym niekoniecznie chcieliśmy zagrać, lecz zmusiły nas do tego okoliczności.

Patrzeć na następny mecz

Nic więc dziwnego, że najważniejsze zadanie na ten tydzień w Opolu polega na postawieniu zawodników na nogi -  zarówno pod względem fizycznym, jak i mentalnym. W niedzielę czeka Odrę ostatni w tym roku mecz z zamykającą tabelę Pogonią Siedlce. - Ta wysoka porażka boli, jest wstydliwa. Trzeba jednak już patrzeć na następne spotkanie, bo w nim jest szansa na zdobycz punktową. Jedno wiem na pewno - jeśli będziemy grali tak niefrasobliwie w defensywie, to punktów w Siedlcach nie zdobędziemy -zakończył Jarosław Skrobacz.

Jerzy Dusik