To musi zatrybić!
Łodzianie zaliczyli ekstraklasowy falstart. Ma być lepiej w kolejnych grach…
Łodzianie trenują pod balonem pneumatycznym w Wiśniowej Górze. Fot. Widzew
WIDZEW ŁÓDŹ
Od niedzieli do soboty trenujemy jak roboty – takie były słowa hymnu naszej licealnej drużyny koszykarzy przygotowującej się do mistrzostw szkół. Z taką pieśnią na ustach piłkarze Widzewa już w niedzielę, a więc dzień po porażce z Jagiellonią, rozpoczęli treningi do meczu z GKS Katowice.
Trudna rola kierownika
Drużyna naszego XIX LO trenowała solidnie i to się opłaciło, bo w 1962 roku zdobyliśmy na turnieju w Poznaniu Puchar Miast, czyli mistrzostwo Polski szkół (między innymi z Zygfrydem Kuchtą w składzie, który nie był jeszcze wtedy piłkarzem ręcznym). Liceum nosiło imię Adama Mickiewicza i stąd przyjacielskie stosunki z renomowanym katowickim liceum o tej samej nazwie. Miło wspominam wyjazdy na mecze do Katowic i rewanże na szkolnym asfalcie w Łodzi. Żałuję, że nazwa „Mickiewicz” znikła z nazwy klubu-sukcesora ówczesnego SKS, bo pilnie śledziłem do tej pory występy tej drużyny i trudno mi się przyzwyczaić, że teraz to jakiś kosmopolityczny „Miners”.
Mróz nie ustępuje, Widzew przygotowywał się więc będzie głównie pod balonem w Wiśniowej Górze i na boisku z podgrzewaną płytą w Uniejowie. Trzech bramkarzy i trzech trenerów przez pół roku to idealny przepis na degradację. W meczu z Jagiellonią grał w Widzewie czwarty bramkarz – po Gikiewiczu, Kikolskim i Iliciu – Bartłomiej Drągowski.
A trener? Na razie ważniejszy jest kierownik drużyny, który musi logistycznie poustawiać godziny zajęć i rozkład jazdy autokarów. Od początku sezonu 2025/26 jest nim w Widzewie Arkadiusz Noga, wychowanek klubu, członek ligowej kadry w sezonach 2006-08, ale z występami tylko w meczach o Puchar Ekstraklasy w życiorysie. Niektórzy zawodnicy jeszcze kilka tygodni temu nie mieli pojęcia o historii klubu i dziedzictwie, jakie na nich spada, taki kierownik ma więc dodatkowe obowiązki. – Rozmawiam dużo z zawodnikami o historii klubu, o jego sukcesach, o legendarnym „widzewskim charakterze” i o wynikających z niego decydujących golach w ostatnich minutach. Muszą zrozumieć, co to jest za klub, za który teraz ponoszą odpowiedzialność – podkreśla.
Kto zagra w Katowicach?
Niewątpliwie trener Igor Jovićević dokona przed meczem na Nowej Bukowej zmian w składzie. Powinien na przykład postawić na Emila Kornviga i Mariusza Fornalczyka. Ich pojawienie się na boisku na ostatnie pół godziny meczu z Jagiellonią mocno ożywiło zespół. Kornvig dwa razy groźnie strzelił zza pola karnego, Fornalczyk jak zwykle pędził po skrzydle, a jeden z jego rajdów skończył się faulem i honorowym golem dla Widzewa z jedenastki. W 21 meczach w Widzewie Fornalczyk nie zdobył jeszcze ani jednak bramki, ale „musi wreszcie zatrybić” – jak mówią w klubie nie tylko o nim, ale i o grze całej drużyny.
Widzew ma w składzie wiele indywidualności i zadaniem trenera jest teraz te ich umiejętności wykorzystać. Oprócz zmian personalnych możemy też zobaczyć zmianę taktyki: grę piątką w obronie i kontry. Tu przydałby się może Angel Baena, który z defensywy rozpoczynał większość ataków w sierpniowym meczu z Katowiczanami w Łodzi (3:0 – gole Bergiera, Alvareza i samobójczy Kowalczyka po dośrodkowaniu Alvareza).
Jovićević ma liczną kadrę i duże możliwości wyboru. Widzew kupuje, ale nie sprzedaje. Nikt nie chciał nawet rozmawiać o próbach transferu Bergiera na Węgry czy Gallapeniego do Bologny (Widzew „zaśpiewał” aż 8 milionów euro, co wykluczyło jakiekolwiek pertraktacje). – To musi odpalić – twierdzi kapitan zespołu Bartłomiej Pawłowski. Odpalić, zatrybić – wiadomo, o co chodzi. Czwartego trenera Widzew by chyba nie przeżył…
Wojciech Filipiak
