To już chyba koniec...
Rozmowa z Krzysztofem Górecko, trenerem GKS-u Jastrzębie
Krzysztof Górecko zdaje sobie sprawę, że piłka nożna w Jastrzębiu jest na skraju upadku. Fot. Mateusz Sobczak / Press Focus
GKS nie pojedzie do Chojnic. Jest szansa, żeby pozostałe mecze do końca sezonu rozegrać, czy to już koniec?
– Rozmowy trwają, ale z moich informacji wynika, że to niestety koniec… Jeśli nagle ktoś coś nowego nie wymyśli, to GKS-u w II lidze jednak nie będzie. Skoro nie ma środków nawet na to, żeby jechać na mecz, to nie sądzę, aby coś tu jeszcze mogło się zmienić.
Przykre jest to, co pan mówi. Jeszcze niedawno wydawało się przecież, że ta najbliższa przyszłość nie jest zagrożona.
– Bardzo przykre... Takie mieliśmy zapewnienia. Gdy we wrześniu podpisywałem kontrakt, zapewniano mnie, że jest „biednie, ale stabilnie”. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że kolejny sezon będzie w III lidze, ale pod względem finansowym miało być wręcz lepiej. Okazuje się jednak, że nie ma środków nawet na to, żeby dograć ten sezon. To jest konsekwencja błędów z przeszłości, podjęcia złych decyzji. Dzisiaj klub to firma. Jeśli ktoś prowadzi firmę, która co miesiąc przynosi straty, to musi podjąć jakieś działania, aby to zmienić, ewentualnie ją zamknąć. Okazuje się, że w Jastrzębiu były generowane spore straty, ale w poprzednich latach nikt nie podejmował w związku z tym właściwych decyzji. To był zwyczajny przerost formy nad treścią – ludzie zarabiali zdecydowanie za duże, nieadekwatne do sytuacji pieniądze.
Jak na to wszystko reagują piłkarze?
– We wtorek już nie wyszliśmy na trening. Rano pojawiła się informacja, że na pewno nie pojedziemy na mecz do Chojnic. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że z Hutnikiem Kraków zagraliśmy ostatni mecz w tym sezonie. Prezes Andrzej Kwiatek to dobry człowiek i nie chce nikomu mydlić oczu. Najprawdopodobniej z zawodnikami zostaną rozwiązane kontrakty, aby w tej rundzie mogli się jeszcze gdzieś załapać. Staną się wolnymi piłkarzami i będą mogli znaleźć nowych pracodawców. Dla tych zawodników piłka nożna to przede wszystkim pasja, bo oni mieli tu groszowe kontrakty. Zimą chciałem ściągnąć kilku zawodników z IV ligi, ale okazało się, że tam zarabiają zdecydowanie więcej… W II lidze nie byliśmy w stanie zaoferować im takich warunków, jakie mają dwa poziomy niżej, więc o czym tu mówić... Zresztą sam dojazd dla nich z centrum województwa generowałby co najmniej tysiąc złotych miesięcznie. Dla tych chłopaków było to kompletnie nieopłacalne. Żal też kibiców, których sporo jeździło na mecze, super prowadzili doping i widać było, że GKS Jastrzębie mają w sercu.
Co dalej? Reset od najniższej ligi?
– Nie wiem do końca, co stanowią przepisy. Być może GKS zostanie potraktowany jako klub zasłużony i będzie mógł zacząć nieco wyżej... Aby ten klub mógł jednak zacząć odbijać się od dna i robić awanse, muszą się na to znaleźć pieniądze. Bez nich nic się nie uda.
Jak na to wszystko zapatruje się miasto?
– Pomoc miasta jest i miała być nawet kolejna, ale sytuacja jest podobna do tej, w której znaleźli się siatkarze Jastrzębskiego Węgla; miasto im pomoże, ale to nie są środki na poziomie takim, aby utrzymać klub. Ja się też czasami zastanawiam, jak długo jeszcze polskie kluby będą bazowały na miejskich środkach? Jeśli w jakimś mieście prezydent uwielbia piłkę nożną, to w czasie swojej kadencji przeznacza na klub spore pieniądze. A co się dzieje, gdy następuje zmiana władzy i przykładowo zamiast 10 milionów zostaje pół miliona, bo na przykład nowy prezydent woli inwestować w kulturę? W Polsce brakuje regulacji, jeśli chodzi o dofinansowywanie klubów z pieniędzy miejskich, co potem powoduje problemy. Mówiąc zupełnie na marginesie, jak patrzę na pieniądze, które są wydawane w niektórych klubach II czy nawet III ligi, to jestem przerażony. Jest to niebywale przepłacone. Są kluby, gdzie jeden piłkarz zarabia więcej niż cała kadra GKS-u Jastrzębie. Panie w sklepach mają o wiele cięższą pracę, a zarabiają nieporównywalnie mniej...
Rozmawiał Mariusz Rajek
