To dopiero początek!
Real Sociedad pokonał faworyzowane Atletico Madryt po serii rzutów karnych i czwarty raz w historii zdobył Puchar Króla.
Real Sociedad - zdobywcy Pucharu Króla. Fot. PAP/EPA
HISZPANIA
Zaledwie 14 sekund potrzebowali zawodnicy Realu Sociedad, żeby objąć prowadzenie w finale Pucharu Króla. Wystarczyło jedno długie podanie z linii obrony do przodu, żeby defensywa Atletico pogubiła się i straciła gola. Goncalo Guedes podał w pole karne, a tam strzałem głową bramkarza Juana Musso zaskoczył Ander Barrenetxea. Los Colchoneros otrzymali szybki i bolesny cios na początek. Ci, którzy znają zespół Diego Simeone, wiedzieli, że na jednym golu walka Madrytczyków nie zakończy się, że do końca spotkania trwać będzie wojna na boisku. I rzeczywiście tak było, bo do wyrównania doprowadził Ademola Lookman. Później Real Sociedad znów wyszedł na prowadzenie po bramce Mikela Oyarzabala z rzutu karnego, a pod koniec drugiej połowy do siatki trafił Julian Alvarez, gwarantując Atletico dogrywkę, a potem były rzuty karne.
Bohater między słupkami
Prawda jest jednak taka, że Madrytczycy powinni uniknąć przedłużenia meczu. Po bramce Alvareza kolejne okazje mieli Alex Baena, który nie trafił do pustej bramki. Golkipera Unaia Marrero nie potrafili pokonać też Alexander Sorloth i Johnny Cardoso. Alvarez oddał piękne uderzenie, ale co z tego, skoro trafił tylko w poprzeczkę. 24-letni bramkarz więcej goli nie wpuścił, ale… bohaterem stał się później, gdy sędzia zarządził rzuty karne. Pierwszy w zespole Atletico do piłki podszedł Sorloth, napastnik. Piłka po jego strzale została obroniona. Następnie z „wapna” pomylił się Alvarez – futbolówkę po jego uderzeniu Marrero też chwycił. 24-letni bramkarz, który przez cały sezon był w cieniu Alexa Remiro, który grał regularnie w Primera Division, w Pucharze Króla stał się gwiazdą. – Byłem spokojny podczas rzutów karnych. Czułem się jak ryba w wodzie. W takich chwilach nie trzeba dużo myśleć. Kibice mnie wsparli, co dodało mi pewności siebie. Wygraliśmy Puchar Króla, obroniłem dwa rzuty karne i… chyba jeszcze nie do końca zdaję sobie sprawę z tego, co się wydarzyło – stwierdził chwilę po ostatnim gwizdku Marrero.
Sukces odzwierciedla pracę
Drugim bohaterem Realu Sociedad został okrzyknięty trener Pellegrino Matarazzo. Dołączył do zespołu w grudniu 2025 roku, w trudnym momencie, gdy fatalnie rozgrywki rozpoczął Sergio Francisco, który po 16. kolejce pozostawił drużynę na 15.miejscu z zaledwie punktem przewagi nad strefą spadkową. Włoch urodzony w Stanach Zjednoczonych podniósł Real Sociedad z kolan. Teraz jego zawodnicy są na siódmej lokacie i… niespodziewanie wygrali Puchar Króla. Jest to o tyle szokujące, że dla 48-letniego szkoleniowca jest to dopiero pierwsze trofeum w karierze! Wcześniej pracował w Niemczech, będąc pierwszym szkoleniowcem Stuttgartu i Hoffenheim. W Hiszpanii w niecałe pół roku stał się ulubieńcem kibiców. – A moim zdaniem to dopiero początek historii – powiedział szkoleniowiec.
– Jestem dumny, że jestem trenerem w tym klubie. Jestem bardzo szczęśliwy, bo ten sukces odzwierciedla naszą pracę. Mam niesamowitych zawodników o wielkim charakterze – przekazał 48-latek, który sprawił, że Atletico Madryt nadal musi czekać na zdobycie Copa del Rey. Po raz ostatni udało mu się to w sezonie 2012/13. Od tamtego momentu do minionej niedzieli kibice Los Colchoneros czekali na dotarcie do finału tych zmagań. A gdy już ich ulubieńcy znaleźli się w finale, wydawało im się, że wygrana jest na wyciągnięcie ręki. W końcu ich rywalem nie był ani Real Madryt, ani Barcelona. Real Sociedad miał być nieszkodliwym przeciwnikiem do pokonania. Tymczasem w Madrycie, na stadionie Metropolitano, radość z sukcesu odłożono w czasie. Po raz ostatni jakiekolwiek trofeum podopieczni Diego Simeone zdobyli w sezonie 2020/21, zostając mistrzami kraju. W bieżących rozgrywkach nadal pozostają w grze o Ligę Mistrzów.
Kacper Janoszka
Ku pamięci
Spotkanie Atletico z Realem Sociedad od początku było nacechowane politycznie. Zespół z San Sebastian jest mocno związany z kulturą baskijską. Wspólnota Kraju Basków – choć znajduje się na terenie Hiszpanii – cechuje się innym językiem, mocnym przywiązaniem do tradycji, a w przeszłości mocną chęcią oderwania się od Hiszpanii i ogłoszenia niepodległości. Kibice Realu Sociedad podczas finałowego starcia wygwizdali króla Filipa VI, gwizdali także podczas odgrywania hiszpańskiego hymnu. Ponadto przygotowali też specjalną oprawę zadedykowaną Aitorowi Zabalecie, kibicowi Realu Sociedad, który zmarł w 1998 roku. Śmierć była skutkiem ataku Ricardo Guerry Cuadrado, kibica Atletico należącego do skrajnie prawicowej bojówki Frente Atletico. Zabaleta został zabity na trzy godziny przed meczem Atletico – Real Sociedad w Pucharze UEFA. Zginął od ataku nożem w serce. Kibice z San Sebastian przywiązani są do tej historii. Przed stadionem Anoeta stoi pomnik ku pamięci Aitora Zabalety. Koszulkę Realu Sociedad z nazwiskiem „Aitor Zabaleta” w sobotę po zdobyciu Pucharu Króla na stadionie w Sevilli z dumę prezentował lider zespołu Mikel Oyarzabal, Bask z urodzenia, który z klubem związany jest od 2011 roku, gdy skończył 14 lat.
◼ Atletico Madryt – Real Sociedad 2:2 (1:2, 2:2). W rzutach karnych 3-4
0:1 – Barrenetxea (1), 1:1 – Lookman (19), 1:2 – Oyarzabal (45+1, karny), 2:2 – J. Alvarez (83)
ATLETICO: Musso – Molina (78. Cardoso), Pubill, Le Normand, Ruggeri (62. Sorloth) – Simeone (70. Baena), Llorente (99. Lenglet), Koke, Lookman (62. N. Gonzalez) – Griezmann (70. Almada), J. Alvarez. Trener Diego SIMEONE.
SOCIEDAD: Marrero – Aramburu (113. Elustondo), Martin, Caleta-Car, S. Gomez (88. Kubo) – Turrientes (68. Gorrotxategi), Soler – Barrenetxea (68. Marin), Sucić, Guedes (78. Munoz) – Oyarzabal (78. Oskarsson). Trener Pellegrino MATARAZZO.
Żółte kartki: Le Normand, Musso – Oyarzabal, Gorrotxatego, Elustondo.
