To ci historia
WYMIANA KOSZULEK - Wojciech Kuczok
Teraz już wiem, że co najmniej do lata 2026 muszę dbać o siebie, żeby na własne oczy zobaczyć coś, czego w historii polski futbol jeszcze nie doświadczył. Będziemy mieli pięć klubów w europejskich rozgrywkach! Zaprawdę, głupio byłoby tego nie dożyć. Jasne, puryści mogą się zżymać, że przecież miewaliśmy kiedyś dodatkowych reprezentantów w efemerycznym Intertoto, zwanym nie bez powodu Pucharem Lata, a nawet odnosiliśmy w nim niejakie sukcesy (Ruch Chorzów dotarł do finału w 1998), ale poważni kronikarze te rozgrywki traktują jako sparingowe lub zupełnie ignorują.
Uściślijmy: latem'26 dwa nasze kluby wystartują w eliminacjach Ligi Mistrzów. O to grały w czwartek Legia i Jagiellonia, oprócz oczywistych profitów z awansu do 1/4 finału Ligi Konferencji. Teraz już mogą sobie na luzie spożyć deser w postaci dwumeczów z Chelsea i Betisem, które na tym etapie na pewno nie wystawią już rezerw, ani też nie wyjdą na mecz rozkojarzone. Każdy punkt zdobyty w którymkolwiek z czterech spotkań ćwierćfinałowych będzie graniczył z cudem, na szczęście nasi pucharowicze już niczego zdobywać nie muszą. Wykonali w tym sezonie perfekcyjną robotę, przepchnęli ekstraklasę do top 15 w rankingu UEFA, za co należy się Adrianowi Siemieńcowi, Goncalo Feio i ich podopiecznym wszelka cześć i chwała.
Czwartkowy wieczór 13.03.2025 zapisał się złotą czcionką w annałach nadwiślańskiej piłki - dwie nasze drużyny przeszły swoich rywali i zameldowały się w ćwierćfinale europejskiego pucharu. Jaga uczyniła to co prawda w bardzo kiepskim stylu, uprawiając survival-football na boisku drużyny, która rozpaczliwie broni się przed spadkiem z ligi belgijskiej. Legia z bardzo przeciętnym Molde rozegrała przyzwoite 165 minut, ale tak pokpiła sprawę w pierwszych 45, że jej awans do końca wisiał na włosku. Ale cóż tam niesmak, co tam styl -dopięli swego, wspięliśmy się wyżej niż kiedykolwiek, ekstraklasa przynajmniej na jakiś czas przestanie być traktowana jak źródło pośmiewisk.
Kiedyśmy ostatnio mieli dwie ekipy w europejskich ćwierćfinałach? Jeszcze mnie nie było na świecie ani nawet w planach, matka dopiero zastanawiała się, czy narwany chorzowski malarz jest dobrą partią na drugie małżeństwo. Oglądali na czarno-białym telewizorze, jak partia pod przywództwem Edwarda Gierka postanowiła odbudować z wojennej ruiny Zamek Królewski w Warszawie. Oscara za całokształt otrzymała gwiazda kina niemego Lilian Gish, radio podbijał nowy singiel Johna Lennona pod tajemniczym tytułem „Imagine”, na Bliskim Wschodzie powstało nowe państwo: Zjednoczone Emiraty Arabskie. W reprezentacji Brazylii jeszcze grał Pele.
To było 54 lata temu. Alojzy Piontek odnaleziony po tym jak przetrwał tydzień bez wody i pożywienia w zawalonym korytarzu kopalni Rokitnica w pierwszych słowach do ratowników zapytał jak grał Górnik. Chodziło o rewanż z Manchesterem City, niestety przegrany, podobnie jak trzeci mecz (dogrywek ani karnych wtedy jeszcze nie stosowano). Legia też radziła sobie całkiem nieźle, odpadła z Atletico Madryt pomimo remisowego bilansu dwumeczu (bramki wyjazdowe liczyły się wtedy podwójnie). W Legii prym wiedli Deyna i Gadocha, w Górniku seryjnie trafiał Lubański, trenerem kadry od niedawna był Kazimierz Górski -zaczynała się złota era polskiego futbolu. Historio, skoro lubisz się powtarzać, zrób to i teraz.
