To byłoby zbyt proste
Nagroda dla najlepszego trenera zawsze budzi emocje z powodów proceduralnych.
Jon Cooper po 14 latach pracy w Tampa Bay Lightning doczekał się nagrody dla najlepszego trenera sezonu. Fot. NHL.com
NHL
Nagrody indywidualne za osiągnięcia w danym sezonie zawsze wzbudzały kontrowersje, zwłaszcza w kategorii najlepszy trener, choć tutaj raczej nie powinno być żadnych wątpliwości, bo szkoleniowiec zdobywcy Pucharu Stanleya powinien sięgnąć po to wyróżnienie. To byłoby jednak zbyt proste! Sęk w tym, że nagrody przyznaje się przed zakończeniem rywalizacji i może stąd jest wiele zamieszania w tej kategorii. Jon Cooper, 58-letni Kanadyjczyk, ma najdłuższy, bo 14-letni staż wśród szkoleniowców w Tampa Bay Lightning. W 2019 r. jego zespół odniósł rekordowe 62 zwycięstwa w sezonie regularnym, a dwa razy z rzędu - w 2020 i 2021 r. - Błyskawica zdobywała Puchar Stanleya, zaś w 2015 i 2022 r. docierała do finału. Cooper kilka razy był nominowany do nagrody dla trenerów, ale nie było mu dane odebrać Jack Adams Award. Sam zainteresowany bagatelizował tę sytuację, choć pewnie czuł żal, bo cóż można zrobić więcej w jego fachu. Miniony sezon był dla zespołu z Florydy całkiem udany, choć właściciele pewnie oczekiwali więcej. Błyskawice zajęły drugie miejsce w Dywizji Atlantyckiej, gromadząc 106 pkt przy 50 zwycięstwach i ustąpiły Buffalo Sabres zaledwie o 3 „oczka”. W 1/8 play offu Tampa Bay przegrała serię z Montreal Canadiens 3-4, zaś rywale dotarli potem do finału Konferencji Wschodniej, ulegając Carolina Hurricanes 1-4. Po tych dokonaniach wydawało się, że Cooper nie ma większych szans w głosowaniu, skoro w latach niepodważalnych sukcesów nagroda go omijała. Oprócz trenera Tampy Bay do wyróżnienia zostali zgłoszeni Lindy Ruff, który z Buffalo Sabres awansował wreszcie do play offu, oraz Dan Muse (Pittsburgh Penguins), ktory jako debiutant zdołał awansować z drużyną do drugiej części sezonu, choć nikt nie dawał im szans. W głosowaniu Cooper otrzymał 226 pkt i wyprzedził o trzy Ruffa, zaś Muse zebrał 15 pkt.
Zaskakujący wybór? Tylko pozornie, bo Cooper wraz ze współpracownikami zmagał się z wieloma przeciwnościami losu. W różnych momentach brakowało trzech podstawowych zawodników: bramkarza Andreja Wasilewskiego, obrońcy Victora Hedmana oraz napastnika Braydena Pointa. Kontuzje sprawiły, że miał do dyspozycji 33 zawodników, w tym ośmiu debiutantów. W wielu potyczkach musiał korzystać z hokeistów grających na co dzień w AHL. Mimo kłopotów personalnych osiągnięcia Błyskawicy muszą więc budzić szacunek. Informacja o wyborze najlepszego trenera dotarła podczas otwarcia szpitala dziecięcego w Tampie. Cooper był zaskoczony, ale w końcu się doczekał, bo zasługuje na tę nagrodę jak mało kto! Lepiej późno niż wcale... - tym razem to porzekadło sprawdziło się.
(sow)
