To był znak!

Rozmowa z Marcinem Urynowiczem, pomocnikiem Podbeskidzia Bielsko-Biała

Szalona radość Marcina Urynowicza po awansie do I ligi. Fot. Krzysztof Dzierżawa / Press Focus

Szalona była wiosna Podbeskidzia. Co pan czuje po awansie do I ligi?

- Emocji jest bardzo dużo. W połowie sezonu byliśmy na 12. miejscu. To, co zrobiliśmy, jest niesamowite – awansowaliśmy do baraży, a z nich dostaliśmy się do pierwszej ligi. Rok był bardzo trudny, zwłaszcza pierwsza runda, ale w drugiej pokazaliśmy, co potrafimy. Z meczu na mecz wyglądaliśmy lepiej. Obraliśmy kierunek i podążaliśmy w nim. Tak to ma wyglądać!

W półfinale z rezerwami Śląska Wrocław zdobył pan dwa gole na wagę zwycięstwa. Czuje się pan bohaterem?

- Te bramki mają dużą wagę. Zasłużyliśmy na finał baraży, w meczu ze Śląskiem mieliśmy dużo sytuacji na gole jeszcze zanim trafiłem do siatki. Cieszę się, że ustrzeliłem dublet, bo – powiem nieskromnie – tak naprawdę bez tych goli mogłoby nas w finale nie być i Moglibyśmy nie awansować... Taki sukces napędza do dalszej pracy, a prawda jest taka, że moje gole były ważne, ale to praca całego zespołu, sztabu… Wszyscy w Podbeskidziu zrobiliśmy wszystko, żeby awansować.

Gdy półtora roku temu przenosił się pan do Bielska-Białej, przewidywał pan, że awans nadejdzie szybko?

- Przyszedłem do Podbeskidzia w zimie 2024/25. Wówczas walczyliśmy o utrzymanie. Wiosną graliśmy bardzo dobrze, brakło nam tylko punktu do baraży. Nie udało się… W tym sezonie jeszcze przed ostatnią kolejką wiedzieliśmy, że wystąpimy w barażach… Awans przyszedł szybko, ale jest w nas poczucie, że mógł przyjść jeszcze szybciej. Mimo wszystko jest super!

Historia lubi się powtarzać, bo w drugim sezonie w Podbeskidziu awansował pan do I ligi, a identycznie przecież było, gdy grał pan w GKS-ie Katowice.

- Tak było! Chyba nie ma w tym przypadku! Mam jeszcze anegdotkę – rano, w dniu meczu z Sandecją, dostałem powiadomienie na facebooku, że dokładnie 13 lat wcześniej w Gwarku Zabrze wygraliśmy Śląską Ligę Juniorów i awansowaliśmy do Centralnej Ligi Juniorów. Gdy to zobaczyłem, wiedziałem, że dostaniemy się do I ligi, że pokonamy Sandecję. Czułem, że będzie dobrze, bo wierzę w tego typu znaki od życia.

Widać było na boisku, że każdy z piłkarzy Podbeskidzia jest gotowy na zwycięstwo. Czuł pan też, że Sandecja nie ma szans?

- Przed meczem nie byłem tego taki pewien. Była gęsta atmosfera. Czuć było napięcie, bo to zupełnie inny mecz niż wszystkie poprzednie. Gdy jednak weszliśmy na boisko, wyglądaliśmy fenomenalnie. Patrząc na wszystkich wokół siebie, wiedziałem, że wygramy, że każdy z nas jest gotowy na sukces. Co więcej, powinniśmy ten mecz zamknąć już w pierwszej połowie – mieliśmy mnóstwo energii, graliśmy niesamowicie, mieliśmy tyle sytuacji… Coś niesamowitego.

Co dla pana oznacza powrót do I ligi? Na tym szczeblu rozegrał pan do tej pory 104 mecze...

- Przede wszystkim awans do I ligi oznacza wejście na wyższy poziom sportowy. Trzeba być jeszcze bardziej skoncentrowanym, trzeba włożyć jeszcze więcej pracy, żeby dopomóc szczęściu. W składzie mamy młodych chłopaków. Dla nich to może być przepustka do ekstraklasy. Będą mogli się wypromować i w tym kierunku muszą patrzeć. Każdy chce grać jak najwyżej.

A może do ekstraklasy wszyscy wejdziecie z Podbeskidziem? Nie tak dawno Motor Lublin od razu po awansie z II do I ligi dostał się też do ekstraklasy.

- Nie było jeszcze czasu, żeby o tym myśleć, ale to z pewnością byłaby piękna historia. Wiem, że będziemy pracować na kolejny sukces!

Rozmawiał Kacper Janoszka

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się