To był Ethan z Mission Impossible!
Rozmowa z Lechem Sidorem, komentatorem meczu Huberta Hurkacza w Eurosporcie *
Hubert Hurkacz zawiódł... Fot. Patrick Hamilton/SIPA USA / Press Focus
Dlaczego Hurkacz odpadł już w drugiej rundzie?
– Pytanie proste jak konstrukcja cepa i odpowiedź będzie podobnie prosta: bo był gorszy.
No dobrze, ale to Polak niedawno wygrywał z Fritzem i Zverevem, światowym topem, a pokonał go tenisista 80. na świecie!
– I dlatego to jest piękne w tej dyscyplinie, że na etapie drugiej rundy ktoś taki jak Ethan Quinn dokonuje czegoś takiego, jak Ethan Hunt, grany przez Toma Cruise’a, bohater serii filmów „Mission Impossible”. Idąc dalej tropem filmowym, Hurkacz miał misję, ale życie napisało inny scenariusz. Polak zatrzymał się, bo w żadnym elemencie nie był lepszy od rywala.
Wciąż nie mogę zrozumieć – jak to nie był lepszy? Był już szósty na świecie, jest doświadczony, a Quinn zagrał dopiero po raz piąty w Wielkim Szlemie…
– No faktycznie. I my, przygotowując się do transmisji z Dawidem Olejniczakiem (innym komentatorem Eurosportu – przyp. red.), zastanawialiśmy się, jak szybko Hubert rozprawi się z Amerykaninem, i jak szybko pójdziemy spać, znaczy czy zdążymy do domów przed porannymi korkami w Warszawie. W sumie i tak zdążyliśmy, ale nie dlatego, że „Hubi” załatwił sprawę, ale to ten młody fenomenalny chłopak szybko to zamknął. Chciałbym też docenić jego tenis.
Zaskoczył Polaka?
– Jego trenerem jest Brad Stine, były trener numeru 1 na świecie Jima Couriera, z którym razem wskakiwali do rzeki Yarry po zwycięstwie w Melbourne na początku lat 90. I zakładam, że włożył swojemu Ethanowi do głowy, że nie może przegrać, że zero respektu dla rywala. No i pokazał taką pozytywną amerykańską butę, cały czas szedł do przodu, nie załamał się ani na moment, wychodził z tenisowych grobów tenisowych, odrabiał podwójne break pointy, nigdy nie wstrzymał ręki. Do tego serwis – śliski, niebezpieczny, „Hubi” miał problemy, mnóstwo piłek oddał za darmo, zwłaszcza po drugim. Polot, finezja plus dynamika były po stronie rywala. A jak wychodził z opresji, to miał już takie ego, że nic nie można było zrobić.
Ale przecież Hurkacz też ma znaczące tenisowe walory. Dlaczego ich nie pokazał?
– Był jakiś nieswój, bez ikry, bał się, psuł. Szkoda zwłaszcza tie-breaka w drugim secie, bo gdyby trafił na 4-1, to pewnie już by go wygrał. Rzeczywistość była dla niego brutalna, bo Quinn wyprzedzał go tempem jak 60:40. Gdy w wymianach Hubert mógł dołożyć 5-10 km, to tamten dokładał ze 30 i Polak był spóźniony. Nie wiem, może Hurkacz wyszedł z przekonaniem, że samo nazwisko i serwis wszystko załatwią, może po pokonaniu Bergsa myślami był już przy kolejnym rywalu? W sytuacjach krytycznych, stykowych zadziwiająco szybko gasł, jakby nie wierzył w odwrócenie losów meczu. Jakby cały czas miał nadzieję, że ten młody Amerykanin się wyszumi i w końcu otrzeźwieje, ale zapomniał o jednej rzeczy – ta generacja to są drapieżne, dzikie bestie. Widać, że gościu ma „psychę” stworzoną do rzeczy wielkich. Okej, ma jeszcze mankamenty, czasem zachowuje się jak junior, ale gra fajnie dla oka, kawał gracza z niego będzie. A Hubert? Cóż, no szkoda…
Rozmawiał Tomasz Mucha
__________________________________* były mistrz Polski i reprezentant w Pucharze Davisa, współautor podcastu i vloga „Trzeci serwis”
Lech Sidor
